Dalia, Dudu i burza w brzuszku - Agresja do rodziców
Bajka dla dziecka które bije rodziców i ma wybuchy złości. Przeznaczona dla dzieci 3-5 lat (przedszkolaki). Ta audiobajka o agresji wobec mamy lub taty uczy techniki oddychania jak koala oraz wyrażania emocji słowami "Jestem zła, bo..." zamiast bicia. Pomaga dziecku rozpoznać "burzę w brzuszku" i uspokoić się przed reakcją.
Kluczowe informacje
- Problem: Bije rodziców i krzyczy "nie lubię cię" przy frustracji
- Wiek: 3-5 lat (przedszkolaki)
- Rozwiązanie: Technika oddychania jak koala (wdech 3s do brzuszka, wydech 4s) + słowa "Jestem zła, bo..."
- Agresja do rodziców
- 14 sty, 2026
Poradnik dla rodziców: Agresja dziecka wobec rodziców
Dalia, Dudu i burza w brzuszku W spokojnej uliczce stał niewielki domek z ogródkiem. W tym domu mieszkała czteroletnia Dalia i jej ukochany pluszowy koala Dudu – przytulanka do snu. Czasem mówiła na niego „koala”, a czasem po prostu „Dudu”.
Dudu był miękki jak chmurka i pachniał trochę płynem do prania, a trochę… Dalą. Bo Dalia przytulała go codziennie: rano, kiedy się budziła, w dzień, kiedy była smutna, i wieczorem, kiedy zasypiała.
- Wieczór i mała chmurka Tego wieczoru Dalia siedziała na dywanie w swoim pokoju. Budowała wysoki zamek z klocków. Obok, na poduszce, siedział koala Dudu i „pilnował” wejścia do zamku.
Mama zajrzała do pokoju.
– Dalia, kochanie, za dziesięć minut kończymy zabawę i idziemy myć ząbki – powiedziała spokojnie.
W środku Dalii coś się poruszyło. Jakby malutka chmurka pojawiła się w jej brzuszku. Niby nic, ale Dalia to poczuła.
Przycisnęła koalę Dudu mocniej do brzucha.
– Nie chcę… – wyszeptała, tak cichutko, że mama nie usłyszała.
– Za dziesięć minut, dobrze? – Mama uśmiechnęła się, pocałowała Dalię w czoło i wyszła.
Dalia próbowała dalej się bawić, ale jakoś już jej nie szło. Chmurka w środku rosła. Zastanawiała się, czy uda się „schować” przed mamą, czy może szybko skończyć budowę… ale nie chciała kończyć wcale.
Dziesięć minut minęło bardzo szybko.
Mama znów stanęła w drzwiach.
– Dalia, koniec zabawy. Odkładamy klocki i idziemy do łazienki – powiedziała łagodnie.
- Kiedy burza mówi „NIE!” I wtedy stało się coś, co zdarzało się już wcześniej. Mała chmurka w brzuszku Dalii nagle urosła. Zrobiła się szara, ciężka. Jakby ktoś dmuchnął w nią z całej siły.
– NIE! – krzyknęła Dalia. – Nie teraz! Jeszcze się bawię! Nie chcę!
Serduszko zaczęło jej bić szybciej. W policzkach poczuła gorąco, w oczach – łzy. Mama spróbowała jeszcze raz spokojnie:
– Kochanie, umawiałyśmy się. Jutro też zbudujesz zamek.
Ale chmurka w środku zamieniła się w burzę.
– NIE LUBIĘ CIĘ! – wrzasnęła Dalia. – Nie jestem twoją córką! Idź sobie!
Mała rączka Dalii uderzyła w mamę. Mama odsunęła się krok do tyłu. Na jej buzi pojawił się smutek.
– Widzę, że masz dużą burzę w środku – powiedziała cicho. – Jestem w kuchni, kiedy będziesz gotowa.
I wyszła, zostawiając uchylone drzwi.
W pokoju zrobiło się cicho. Tylko burza w środku Dalii była bardzo głośna. W głowie szumiało, w brzuchu coś ściskało, nóżki same chciały tupać.
– Nie lubię! Nie lubię! – powtarzała Dalia, zaciskając piąstki.
Przytuliła swojego koalę Dudu tak mocno, że aż go trochę ścisnęła.
– Dudu! – sapnęła. – W moim brzuszku jest coś strasznego!
Koala milczał chwilę, a potem… odezwał się cichym, miękkim głosem:
– To burza.
Dalia zatrzymała oddech.
– Burza? W moim… brzuszku?
– Tak – potwierdził koala. – Burza złości. Czasami wpada do środka, kiedy coś dzieje się nie po twojej myśli. Najpierw jest malutką chmurką. A potem rośnie, rośnie, rośnie… i robi BUM.
Dalia spojrzała na swoje ręce.
– To dlatego… biję mamę? I krzyczę, że jej nie lubię?
– Tak – powiedział Dudu spokojnie. – Burza każe krzyczeć i tupać. Czasem podsuwa słowa, których wcale nie chcemy. Ale jest jeszcze coś ważnego.
– Co? – zapytała Dalia, czując łzy na policzkach.
– Burzę można uspokoić.
- Zaproszenie na Plac Burz Dalia otarła łzy wierzchem dłoni.
– Ale… jak? – zapytała, ściskając Dudu.
Koala poruszył pluszowymi łapkami. Jego oczka zabłysły jak małe gwiazdki.
– Pokażę ci miejsce, gdzie dzieci uczą się uspokajać swoje burze – powiedział. – To Plac Burz.
– Naprawdę istnieje taki plac? – Dalia nie była pewna, czy to sen, czy nie.
– Dla dzieci, które bardzo-bardzo chcą się nauczyć – tak – odpowiedział Dudu. – Zamknij oczy. Złap mnie za łapkę. Policzmy do trzech.
Dalia zamknęła oczy.
– Raz… – szepnęła. – Dwa… – dodał Dudu. – Trzy… – powiedzieli razem.
Nagle Dalia poczuła pod palcami coś miękkiego, jak trawa. Słyszała śpiew ptaków, a powietrze pachniało trochę jak po deszczu, a trochę jak wakacje.
Otworzyła oczy.
Byli na ogromnym, kolorowym placu zabaw.
Były tam:
huśtawki tak wysokie, że przy bujaniu można było prawie dotknąć chmur, długie, kręte zjeżdżalnie, złota piaskownica, hamaki zawieszone pomiędzy drzewami. Między tym wszystkim chodziły dzieci z przytulankami: ktoś miał misia, ktoś króliczka, ktoś lalkę, ktoś smoka.
– To… Plac Burz? – zapytała Dalia.
– Tak – kiwnął głową Dudu. – Dzieci, które tu przychodzą, też czasem biją, krzyczą, tupią. One też mają w środku burze. Ale tutaj uczą się, jak tę burzę uspokoić krok po kroku.
- Zjeżdżalnia Burzy i Złoty Moment Na środku placu stała ogromna zjeżdżalnia z ciemnych, błyszczących chmurek. Po jej bokach migały srebrne błyskawice.
– To Zjeżdżalnia Burzy – wyjaśnił Dudu. – Na samej górze burza jest największa. Na samym dole czeka spokój. A po drodze… jest Złoty Moment.
Wspięli się po schodkach. Na każdym stopniu był napis:
„ZŁA JESTEM, BO…” „TAK BARDZO CHCIAŁAM…” „NIE LUBIĘ, KIEDY…”
Dalia czytała po cichu.
– Jestem zła, bo… chciałam się jeszcze bawić – wyszeptała, dotykając jednego stopnia. – Nie lubię, kiedy ktoś mi przerywa zabawę.
– To są prawdziwe słowa twojej burzy – powiedział Dudu. – To ważniejsze słowa niż samo „NIE!”.
Weszli na sam szczyt. Wiatr muskał włosy Dalii, brzuszek miała napięty, jakby w środku skakała piłka.
Usiedli razem na zjeżdżalni.
– Trochę się boję – przyznała.
– Trzymaj mnie za łapkę – powiedział Dudu. – Zjedziemy razem. A po drodze zrobimy coś, czego twoja burza jeszcze nie zna.
Ruszyli w dół. Z początku było bardzo szybko. Dookoła nich migały obrazy:
Mama w drzwiach pokoju. Dalia krzycząca: „Nie lubię cię!”. Mała rączka uderzająca w mamę.
Serduszko Dalii znów zaczęło bić szybciej.
– Nie chcę tak! – powiedziała drżącym głosem.
Wtedy zjeżdżalnia nagle zwolniła. Jakby ktoś nacisnął guzik „pauza”. Chmurki stały się miękkie i szare, błyskawice zniknęły. Znaleźli się w spokojnym tunelu z drobnymi, świecącymi punkcikami na ścianach.
– Gdzie my jesteśmy? – zapytała Dalia.
– W Złotym Momencie – wyjaśnił Dudu. – To ta krótka chwila, kiedy burza już jest w środku, ale jeszcze nie musi wybuchnąć na zewnątrz. To twoje miejsce na wybór.
– Na wybór? – Dalia zmarszczyła czoło.
– Tak – potwierdził koala. – Tu możesz zdecydować: czy krzyczysz i bijesz, czy spróbujesz zrobić coś innego. Zaraz pokażę ci, co możesz zrobić zamiast bicia.
Świecące punkciki zaczęły się kołysać, jakby też chciały posłuchać.
- Pierwsza wskazówka: oddychaj jak koala Dudu usiadł naprzeciwko Dalii.
– Połóż rączkę na swoim brzuszku – poprosił.
Dalia położyła dłoń na piżamce.
– Wyobraź sobie, że w brzuszku śpi malutki koala – powiedział Dudu. – Jak oddychasz spokojnie, on śpi. Jak oddychasz szybko i płytko, on się trzęsie ze strachu.
– Nie chcę, żeby się bał – szepnęła Dalia.
– To teraz oddychamy jak koala – wyjaśnił Dudu. – Wciągamy powietrze nosem, powoli, do brzuszka. Liczę. Raz… dwa… trzy…
Brzuszek Dalii uniósł się.
– A teraz wypuszczamy powietrze ustami, cicho i dłużej. Raz… dwa… trzy… cztery…
– Fuuuu… – wypuściła powietrze Dalia.
Zrobili tak jeszcze raz.
– Raz… dwa… trzy… – wdech do brzuszka. – Raz… dwa… trzy… cztery… – cichy wydech.
I jeszcze raz.
Za trzecim razem Dalia poczuła, że w brzuchu jest trochę luźniej. Jakby ktoś odwiązał węzełek.
– Jak się teraz czujesz? – zapytał Dudu.
– Jestem trochę zła, ale… mniej – przyznała Dalia. – Jakby burza była dalej, ale już nie krzyczy tak głośno.
– Właśnie – uśmiechnął się koala. – Oddychanie jak koala nie zabiera burzy od razu. Ale robi ją mniejszą. A kiedy jest mniejsza, możesz mówić, co czujesz, bez bicia i krzyków.
Dalia skinęła głową.
– Czyli… jak następnym razem poczuję „NIE!” w środku, mam najpierw oddychać jak koala? – upewniła się.
– Tak – odpowiedział Dudu. – Najpierw oddech. Potem możesz powiedzieć: „Jestem zła, bo…”.
Tunel zaczynał powoli znów zmieniać się w zjeżdżalnię.
– Teraz zjedziemy do końca – powiedział Dudu. – A potem wrócisz do swojego pokoju. Ale Złoty Moment i oddech koali zostaną w tobie.
Zsunęli się łagodnie w dół, prosto na miękki, jasny materac na końcu zjeżdżalni.
- Powrót do domu Plac Burz zaczął wyglądać tak, jak obrazek w książce, który ktoś spokojnie zamyka. Kolory stały się trochę bledsze, dźwięki – cichsze.
– Czas wracać – powiedział Dudu delikatnie. – Zamknij oczy. Znowu policzymy do trzech.
Dalia przytuliła koalę.
– Raz… – szepnęła. – Dwa… – powiedział Dudu. – Trzy…
Znów poczuła pod sobą dywan. Usłyszała dobrze znany dźwięk – tykanie zegara z korytarza.
Otworzyła oczy. Była w swoim pokoju. Koala Dudu leżał jej na kolanach. Klocki wciąż były porozrzucane, zamek czekał niedokończony.
Za drzwiami cicho brzęczały naczynia – mama była w kuchni.
Burza w brzuszku Dalii nie zniknęła całkiem, ale była już tylko małą, senną chmurką.
– Dudu, następnym razem spróbuję najpierw oddychać jak koala – powiedziała, gładząc koalę po uszku.
Dudu nic nie odpowiedział. Był znów zwykłą, miękką przytulanką. Ale Dalia wiedziała, że wszystko słyszy.
- „Jestem zła, bo…” Mama zajrzała do pokoju.
– Dalia? – zapytała cicho. – Mogę wejść?
Dalia przycisnęła Dudu do policzka i skinęła głową.
Mama usiadła na dywanie obok.
– Czy twoja burza w brzuszku jest nadal bardzo duża? – spytała delikatnie.
Dalia zastanowiła się chwilkę. Położyła rękę na brzuchu, tak jak uczył Dudu. Wzięła jeden cichy oddech jak koala – do środka… i wypuściła powietrze.
– Już jest… średnia – powiedziała. – Oddychałam jak koala.
Mama uśmiechnęła się lekko.
– Chcesz mi powiedzieć, o co chodzi twojej burzy? – zapytała.
Dalia przytuliła mocniej Dudu.
– Jestem zła, bo… chciałam się jeszcze bawić – powiedziała, patrząc na klocki. – I nie lubię, kiedy ktoś mi przerywa.
Mama kiwnęła głową.
– Rozumiem – odparła. – Też nie lubię, kiedy ktoś mi przerywa, kiedy robię coś, co lubię. Dziękuję, że mi to mówisz, zamiast mnie bić.
Dalia spuściła wzrok.
– Przepraszam, że cię uderzyłam – wyszeptała. – To burza kazała.
Mama delikatnie wzięła jej dłonie w swoje.
– Dziękuję, że przepraszasz – odpowiedziała. – Następnym razem spróbujemy razem: ty oddychasz jak koala, a ja cię pytam: „Jesteś zła, bo…?”. Dobrze?
Dalia przytaknęła.
– A teraz – dodała mama – przytulanka, przytulas i idziemy myć ząbki.
Dalia wtuliła się w mamę, trzymając między nimi swojego koalę.
- Dobranoc Koala Po przebraniu się w piżamę, myciu zębów i wypiciu Bibi Dalia leżała już w łóżeczku i przytulała koalę.
– Pamiętaj – powiedziała mama cicho – jak następnym razem poczujesz burzę w brzuszku, możesz najpierw oddychać jak koala. A ja zawsze będę obok.
– Dobrze… – ziewnęła Dalia. – Najpierw oddech jak koala. Potem powiem: „Jestem zła, bo…”.
Mama pocałowała ją w czoło i wyszła z pokoju, zostawiając uchylone drzwi i zapaloną lampkę pandę. Dalia lubiła to łóżko, bo było duże i wygodne.
Przytuliła koalę jeszcze raz i powiedziała: – Dobranoc, Dudu.
– Dobranoc, Dalia – odpowiedział koala.
Koniec.
Share: