Smocza opowieść o magii i przygodach - Bajki Elektronika
Bajka dla dziecka które ciągle siedzi przed ekranem i nie chce się bawić. Idealna dla przedszkolaków 4-6 lat, którzy mają problem z oderwaniem się od tabletu czy telewizora. Uczy zasady "najpierw zabawa, potem ekran" i pokazuje, jak wspólna zabawa z rodzeństwem jest cenniejsza niż gry. Audiobajka o uzależnieniu od ekranów dla dzieci.
Kluczowe informacje
- Problem: Dziecko ciągle siedzi przed tabletem/ekranem i nie chce się bawić
- Wiek: 4-6 lat (przedszkolaki i młodsze dzieci szkolne)
- Rozwiązanie: Zasada "Najpierw Pustynia, Potem Ekran" - najpierw wspólna zabawa, potem krótki czas z ekranem
- Bajki Elektronika
- 07 sty, 2026
Poradnik dla rodziców: Czas ekranowy dziecka
Daleko, daleko stąd, za siedmioma górami z piasku i siedmioma wydmami z muszelek, żył sobie mały smok o imieniu Piasek. Miał piaskowo–złote łuski, zielone oczy jak małe szmaragdy i skrzydła w kolorze zachodu słońca.
Piasek miał też starszego brata, smoka o imieniu Płomień. Płomień był większy, silniejszy i zawsze wydawało mu się, że wszystko wie lepiej. Bardzo się kochali, ale… często się też sprzeczali.
Mieszkali na Zaczarowanej Pustyni Zabaw. To nie była zwykła pustynia. Z daleka wyglądała jak zwykłe morze piasku, ale gdy podfrunęło się bliżej, można było zobaczyć:
- wydmy–zjeżdżalnie, po których można było się turlać,
- piaskowe zamki, które same się naprawiały, gdy się rozwaliły,
- kaktusy, które grały muzykę, kiedy ktoś obok tańczył,
- kamyczki, które lubiły, gdy układało się z nich obrazki.
Cała pustynia była kolorowa jak kredki w pudełku: piasek mienił się na złoto, pomarańczowo i różowo, niebo było głęboko błękitne, a chmury wyglądały jak waty cukrowe.
Pewnego dnia smok Piasek obudził się, przeciągnął swoje skrzydełka i zawołał:
– Płomieeń! Chodź, zrobimy wyścigi po wydmach!
Ale w jaskini było cicho. Płomień siedział skulony w rogu na wielkiej, gładkiej skale. Skała nie była zwyczajna – była to Magiczna Skała–Ekran, która świeciła i pokazywała różne obrazki, gry i filmy.
– Później, Piasku – mruknął Płomień, nie odrywając wzroku od ekranu. – Teraz mam super grę. Muszę przejść jeszcze jeden poziom.
Piasek podfrunął bliżej.
– Ale przecież możemy się bawić na zewnątrz! Wydmy czekają, kaktusy chcą, żeby ktoś przy nich potańczył…
– Eee… – Płomień machnął łapą. – Później. Tylko jeszcze chwilkę.
„Chwilka” trwała bardzo długo. Kiedy Piasek zjadł śniadanie, Płomień patrzył w ekran. Kiedy Piasek pobawił się w budowanie zamków, Płomień nadal patrzył w ekran. Nawet wtedy, gdy słońce już było wysoko na niebie, Płomień siedział w jaskini.
Piasek westchnął.
– To ja sam idę na pustynię…
Wyszedł z jaskini i… ZATRZYMAŁ SIĘ.
Coś było nie tak.
Piasek obejrzał się dookoła. Zaczarowana Pustynia Zabaw była… jakby trochę szara. Złoty piasek nie świecił tak jak zawsze. Różowe wydmy zrobiły się blade, a kaktusy muzyczne milczały.
– Hej… – szepnął smok. – Co się z wami stało?
Nawet wiatr był jakiś cichszy. Kamyczki nie podskakiwały wesoło pod jego łapkami. Wszystko wyglądało tak, jakby pustynia była… smutna.
Piasek wrócił biegiem do jaskini.
– Płomień! Coś jest nie tak z pustynią! Jest szara i smutna!
– Mhm – mruknął Płomień. – Zaraz, kończę poziom…
– Ale serio! – Piasek aż tupnął ogonem. – Kaktusy nie grają, piasek się nie świeci. Chodź, zobacz!
Płomień jęknął, wyłączył na chwilę ekran i podszedł do wejścia jaskini. Popatrzył na pustynię.
– No… może trochę jest bardziej szara… – przyznał. – Ale to pewnie nic takiego.
Piasek zmarszczył pyszczek.
– Nie, nie, nie. Zaczarowana Pustynia Zabaw NIGDY nie jest „trochę szara”. Ona jest zawsze superkolorowa!
W tym momencie obok nich zamigotał powiew piasku i pojawiła się Stara Pustynna Jaszczurka, która była strażniczką piasków.
– Chrap… kto tu hałasuje? – ziewnęła. – Och, to wy, smoki. Dobrze, że was widzę.
– Pani Jaszczurko! – zawołał Piasek. – Co się stało z pustynią?
Jaszczurka poprawiła maleńkie okularki z muszelki i westchnęła.
– Pustynia robi się szara, gdy nikt się nią nie bawi… Gdy nikt nie turla się po piasku, nie tańczy przy kaktusach, nie buduje zamków… Pustynia tęskni.
– Ale my tu jesteśmy! – oburzył się Piasek. – Ja się bawię!
Jaszczurka spojrzała znacząco na Płomienia.
– Ale was jest dwóch. A ten większy cały czas siedzi przy… – zmrużyła oczy – magicznym ekranie.
Płomień spąsowiał pod łuskami.
– Przecież to tylko ekran – mruknął. – Fajne gry, fajne filmiki…
– Ten ekran ma swoje zaklęcie – powiedziała cicho Jaszczurka. – Nazywa się: „Jeszcze pięć minut”. I wiesz, co robi to zaklęcie?
Piasek pokręcił głową.
– Sprawia, że pięć minut staje się całym dniem. I wtedy nikt nie bawi się na pustyni. A gdy pustynia jest samotna zbyt długo, traci kolory.
Piasek szeroko otworzył oczy.
– Płomień! To przez to, że tyle patrzymy w ekran, pustynia robi się szara!
– Tylko trochę patrzymy… – zaczął Płomień. – No dobrze, może długo. Ale… ale gry są takie fajne… i filmiki…
Nagle Piasek wpadł na pomysł.
– To zróbmy tak! – zawołał. – Będziemy mieć trochę czasu na ekran i dużo czasu na zabawę na pustyni! Wtedy ekran nie będzie aż tak zaczarowany, a pustynia odzyska kolory!
Płomień się zamyślił. Idea wydawała się trudna. Ekran tak bardzo go wciągał…
Stara Jaszczurka wsparła się na swoim patyczku.
– Możecie spróbować. Jeśli znajdziecie nowe przygody na pustyni, kolory zaczną wracać. To będzie wasze pierwsze zaklęcie.
Piasek aż podskoczył z radości.
– Słyszałeś, Płomień? Idziemy na przygodę!
Płomień niechętnie obejrzał się na świecącą skałę–ekran.
– No… dobrze. Ale tylko na chwilę. Potem wracam do gry.
Dwaj bracia–smoki wyszli na piasek. Pustynia była nadal szarawa, ale gdzieś głęboko w niej tlił się malutki blask.
– Co robimy najpierw? – spytał Płomień.
– Wyścigi z wydmą! – zawołał Piasek. – Kto pierwszy na dół, ten wygrywa!
Wspięli się na wysoką wydmę. Piasek już się wiercił.
– Gotowy? Trzy… dwa… jeeeszcze nie! – zażartował.
– Ej! – parsknął śmiechem Płomień. – Dobra, teraz serio. Trzy… dwa… jeden… LEĆ!
Zsunęli się w dół, turlając się, śmiejąc i przewracając. Piasek przewrócił się na ogon, Płomień wylądował nosem w piasku. Otrzepali się i zaczęli się rechotać.
– Jeszcze raz! – krzyknął Piasek.
Kiedy wspinali się z powrotem, Piasek zauważył coś niezwykłego.
– Patrz! – zawołał, wskazując łapką.
Na szczycie wydmy piasek zaczął mienić się lekkim, złotym blaskiem.
– Kolor wraca! – powiedział z zachwytem. – Nasza zabawa działa!
Zjechali jeszcze raz. I jeszcze raz. Przy trzecim zjeździe dół wydmy błysnął już wyraźnie złotym kolorem.
– Ej, to nawet fajne – przyznał Płomień, ciężko dysząc. – Zapomniałem, jak lubię tak się turlać.
– Widzisz? – ucieszył się Piasek.
Później poszli do kaktusów. Pustynne roślinki były pochylone i ciche.
– Kiedyś grały, jak tylko skakałeś obok – westchnął Piasek.
– To podskakujemy! – powiedział Płomień i nieśmiało zrobił kilka skoków.
Kaktusy zamrugały. Jeden z nich cichutko zadźwięczał, jak maleńki dzwoneczek.
– Jeszcze! – zawołał Piasek.
Zaczęli tańczyć, robić śmieszne ruchy ogonami, machać skrzydłami, kręcić się w kółko. Kaktusy wyprostowały się i wreszcie rozległa się wesoła melodyjka. Pustynia na chwilę zaśpiewała razem z nimi.
– Ha! – roześmiał się Płomień. – Jest muzyka!
Z każdym ich podskokiem kaktusy stawały się bardziej zielone, a ich kolce mieniły się kolorami jak malutkie lampki.
Potem budowali zamki z piasku. Zamek Piaska miał trzy wierze i fosę, zamek Płomienia – ogromne mury i wielką bramę. Kiedy jeden z murów się obsunął, piasek sam się podniósł i ułożył z powrotem.
– Fajnie, że pustynia nam pomaga – stwierdził Piasek.
– Bo ją lubimy – dodał Płomień.
Kiedy słońce zaczęło zniżać się ku horyzontowi, pustynia wyglądała już lepiej: połowa piasku znów świeciła kolorami, niebo było bardziej błękitne, a chmury znów przypominały watę cukrową.
Piasek był zmęczony, ale szczęśliwy.
– Udało się! – sapnął. – Pustynia żyje!
Płomień uśmiechnął się… ale gdzieś głęboko w jego głowie pojawiła się myśl:
„Ciekawe, czy w mojej grze jest już nowy poziom…”
Następnego ranka Piasek od razu wybiegł na zewnątrz. I znów: pustynia była trochę mniej kolorowa niż wieczorem.
– O nie… – mruknął.
Wbiegł do jaskini. Płomień siedział przy ekranie.
– Płomień! – zawołał Piasek. – Mieliśmy się bawić też na pustyni, pamiętasz?
– Pamiętam – mruknął Płomień. – Tylko jeszcze pięć minut… Kończę poziom.
Piasek zmarszczył nosek.
– Ale wczoraj też mówiłeś „jeszcze pięć minut” i siedziałeś cały dzień!
– Nieprawda – obruszył się Płomień. – Siedziałem trochę rano… trochę w południe… trochę po południu…
– No właśnie! – jęknął Piasek. – To razem jest DUŻO!
Piasek był coraz bardziej zły. Zaczął tupać łapką.
– Chcę się bawić z tobą na pustyni teraz! Nie za pięć minut!
Płomień również zaczął się złościć.
– ZAWSZE coś chcesz! – krzyknął. – Zawsze „chodź się bawić, chodź na pustynię, chodź tu, chodź tam”!
– Bo nudno bawić się samemu! – odpowiedział Piasek, aż łzy mu stanęły w oczach. – A jak siedzisz przy ekranie, to w ogóle na mnie nie patrzysz!
– Oj, przesadzasz… – prychnął Płomień, ale trochę było mu smutno. Mimo to znów spojrzał w ekran.
Piasek usiadł przy wejściu do jaskini. Czuł, jak złość miesza się w nim ze smutkiem. Nie wiedział, co ma zrobić. Kochał brata, ale ten magiczny ekran zabierał go jakby do innego świata.
W tym momencie znów pojawiła się Stara Pustynna Jaszczurka.
– Widzę, że zaklęcie „jeszcze pięć minut” znów działa – powiedziała łagodnie.
– Ja już nie wiem, co robić – wyszeptał Piasek. – Chcę się bawić. Chcę, żeby pustynia była kolorowa. Chcę brata. A on ciągle tylko: „jeszcze pięć minut”…
Jaszczurka przytaknęła.
– To trudne zaklęcie. Działa nie tylko na oczy, ale i na serce. Sprawia, że człowiek chyba zapomina, jak fajnie jest bez ekranu. Czasem trzeba prawdziwej odważnej decyzji, żeby to zaklęcie przerwać.
Piasek spojrzał na nią niepewnie.
– Ale… ja jestem mały…
– Za to masz wielkie serce – uśmiechnęła się Jaszczurka. – I to wystarczy.
Piasek wziął głęboki oddech. Powoli podszedł do Płomienia.
– Płomień… – powiedział cicho, ale stanowczo. – Bardzo jest mi przykro, kiedy ciągle siedzisz przy ekranie. Jestem wtedy sam. A pustynia robi się szara. Chcę z tobą spędzać czas.
Płomień nie odpowiedział. Patrzył w ekran.
– Jeśli teraz nie odejdziesz od ekranu – dodał Piasek drżącym głosem – pójdę sam na pustynię. Ale już nie będę przychodził cię prosić. Będę się bawił bez ciebie. A jak zatęsknisz, to przyjdź.
To było dla Piaska bardzo trudne. Chciał krzyczeć, ciągnąć brata za łapę, błagać. Ale zamiast tego odwrócił się i powoli wyszedł na zewnątrz.
Usiadł na szczycie małej wydmy. Czuł łzy w oczach.
– Może teraz już zawsze będę się bawił sam… – pomyślał.
Pustynia wokół niego znów wyglądała prawie całkiem szaro.
Piasek próbował się bawić sam. Trochę się turlał z wydmy, trochę budował małe zamki. Ale bez śmiechu Płomienia, bez jego pomysłów, wszystko wydawało się jakieś… cichsze.
– To nie to samo – westchnął.
Podeszły do niego muzyczne kaktusy. Cicho, bardzo cicho zagrały krótką, smutną melodię, jakby chciały go pocieszyć.
– Dzięki, kaktusy – wyszeptał Piasek. – Ale ja chcę, żeby mój brat był ze mną…
Spojrzał w stronę jaskini. Z daleka widział słabe światło ekranu. Znów rozpłakał się troszkę.
– Może on mnie wcale nie lubi… – pomyślał. – Może woli gry niż mnie i pustynię…
Siadł, schował pyszczek w łapkach. Pustynia zareagowała. Wiatr ucichł. Piasek miało wrażenie, że nawet piasek wokół niego posmutniał.
„Czy już zawsze tak będzie?” – zapytał w myślach.
W tym wtedy wydarzyło się coś cichego, ale bardzo ważnego.
- Kiedy brat wychodzi z jaskini
Piasek siedział skulony na wydmie, gdy nagle usłyszał kroki. Cięższe niż jego. Znajome.
To był Płomień.
Nie trzymał już w łapach Magicznej Skały–Ekranu. Zostawił ją w jaskini. Stał chwilę w milczeniu, patrząc na szarą pustynię… i na młodszego brata.
– Piasek… – powiedział w końcu cicho. – Ta gra… ona wcale nie była już taka fajna.
Piasek podniósł głowę.
– Naprawdę?
Płomień usiadł obok niego.
– Kiedy wyszedłeś i przestałeś mnie prosić… zrobiło się dziwnie pusto. I nagle przypomniałem sobie, jak się śmialiśmy wczoraj na wydmach. I jak pustynia robiła się kolorowa.
Spojrzał na piasek pod łapami.
– Ekran zabiera mi czas. A ja nie chcę, żeby zabierał mi ciebie.
Piasek powoli się uśmiechnął.
– To… pobawimy się razem?
– Tak – kiwnął głową Płomień. – Ale musimy wymyślić nowe zaklęcie, żeby ekran nie rządził nami.
W tej samej chwili obok nich pojawiła się Stara Pustynna Jaszczurka.
– Widzę, że jesteście gotowi – powiedziała. – Zaklęcie nazywa się „Najpierw Pustynia, Potem Ekran”.
– Jak działa? – zapytał Płomień.
– Bardzo prosto – uśmiechnęła się Jaszczurka. – Najpierw wspólna zabawa. Ruch, śmiech, kurz na łuskach. A dopiero potem, jeśli jeszcze będziecie chcieli, krótki czas z ekranem. I koniec bez kłótni.
Piasek i Płomień spojrzeli na siebie.
– To uczciwe – powiedział Piasek.
– I… chyba łatwiejsze – dodał Płomień.
Wstali.
Zjechali razem z wydmy. Zatańczyli przy kaktusach. Zbudowali nowy zamek, jeszcze większy niż wczoraj.
A pustynia?
Pustynia znowu rozbłysła kolorami — złotem, różem, błękitem. Wiatr zaśpiewał, kaktusy grały najgłośniej od dawna.
Wieczorem, gdy słońce zaszło, Płomień powiedział:
– Teraz możemy na chwilę wrócić do ekranu.
Piasek wzruszył ramionami.
– Może jutro. Teraz jest fajnie tu.
Płomień uśmiechnął się szeroko.
I właśnie wtedy Zaczarowana Pustynia Zabaw stała się najbardziej kolorowa ze wszystkich dni — bo była pełna prawdziwej obecności, nie „jeszcze pięciu minut”.
Share: