Domek nad morzem i jeżyk w brzuszku - Emocje rodzica
Bajka dla dziecka które boi się krzyków rodziców i reaguje nadmiernym przepraszaniem. Dla dzieci 3-6 lat przeżywających stres związany z narodzinami rodzeństwa i zmęczeniem rodzica. Uczy techniki "oddech misia" - głębokie oddychanie z brzuszka, które pomaga dziecku i rodzicowi uspokoić emocje zamiast krzyczeć. Audiobajka o radzeniu sobie ze strachem przed złością dorosłych.
Kluczowe informacje
- Problem: Dziecko boi się krzyków rodzica i ciągle przeprasza - stres po narodzinach rodzeństwa
- Wiek: 3-6 lat (przedszkolaki i młodsze dzieci)
- Rozwiązanie: Technika "oddech misia" - 3 głębokie oddechy z brzuszka i hasło bezpieczeństwa
- Emocje rodzica
- 26 gru, 2025
Domek nad morzem i jeżyk w brzuszku.
Nad spokojnym morzem stał mały, przytulny domek. Z jednej strony był las, z drugiej – plaża z muszelkami.
W domku mieszkała króliczka Mimi z mamą i małym braciszkiem Lulkiem. Mimi miała mięciutkie futerko, różowy nosek i długie uszka, które sterczały, gdy była wesoła, i opadały, gdy się bała albo smuciła.
Mama często była zmęczona, bo Lulek dużo płakał i potrzebował opieki. Mówiła wtedy:
– „Mimi, kochanie, bardzo cię kocham. Nawet jeśli wyglądam na zmęczoną.”
W domku było miło i ciepło, ale czasem pojawiały się wielkie emocje. A kiedy robiło się głośno, w brzuszku Mimi pojawiał się mały jeżyk strachu – zwinięty w kulkę.
Kiedy głos mamy jest za duży.
Pewnego dnia Mimi bawiła się klockami i udawała głośnego smoka.
– „Mimi, proszę, trochę ciszej, Lulek się boi” – powiedziała mama znad garnka.
– „Ale ja się BAAAWWIĘĘĘ!” – ryknęła Mimi jak smok.
Lulek się rozpłakał, zupa bulgotała, klocki głośno trzaskały.
Mama, bardzo zmęczona, nagle podniosła głos:
– „MIMI! PRZESTAŃ NATYCHMIAST!”
Głos mamy był duży jak grzmot. Mimi zastygła. Uszy jej opadły, w brzuszku zrobiło się zimno.
– „Przepraszam… przepraszam, mamusiu…” – wyszeptała, a w oczach stanęły jej łzy.
Po chwili mama przyklękła przy Mimi.
– „Mimi, nie powinnam na ciebie krzyczeć. Jestem bardzo zmęczona, ale to nie twoja wina. Przepraszam. Kocham cię.”
Przytuliła Mimi, ale jeżyk strachu został w jej brzuszku i nie chciał się rozwinąć.
Dzień pełen „przepraszam”.
Następnego dnia wszystko szło nie tak. Mimi przypadkiem rozlała kakao.
– „Przepraszam, przepraszam!” – powiedziała od razu, z oczami jak pięć złotych.
Mama wzięła głęboki oddech.
– „To tylko kakao. Wszyscy czasem coś rozlewamy. Po prostu to wytrzemy.”
Później Mimi bawiła się z Lulkiem bączkiem. Bączek potoczył się za szybko i trącił Lulka w łapkę. Lulek rozpłakał się.
– „Przepraszam, przepraszam, przepraszam!” – Mimi powtarzała jak zepsuta płytka.
Mama podbiegła, w oczach miała na chwilę złość, ale znów wzięła kilka głębokich oddechów.
– „Widzę, że nie chciałaś go uderzyć. To był wypadek. Nie będę na ciebie krzyczeć.”
Mimi poczuła ulgę, ale bała się każdego głośniejszego tonu. Jeżyk w jej brzuszku dalej siedział zwinięty.
Trzy krzyki i kamienna Mimi.
Wieczorem Mimi skakała po kanapie, udając smoka.
– „Mimi, nie skacz po kanapie, proszę” – zawołała mama z kuchni. – „Jeszcze tylko jeden skok!” – ryknął smok Mimi.
– „Mimi, proszę, zejdź z kanapy” – głos mamy był już większy.
Mimi udawała, że nie słyszy. Smok MUSIAŁ doskakać do wyimaginowanego zamku.
Wtedy mama zawołała pierwszy raz głośno:
– „Mimi, mówię do ciebie!”
Mimi zadrżały łapki, ale skoczyła jeszcze raz.
Mama, bardzo zmęczona całym dniem, poczuła, jak złość rośnie jak fala.
Zawołała drugi raz, jeszcze głośniej:
– „MIMI, ILE RAZY MAM CI POWTARZAĆ?!”
Jeżyk w brzuszku Mimi nastroszył się. Mimi zeszła z kanapy, ale cała się trzęsła. Czekała już tylko na…
Trzeci krzyk.
– „MIMI!!!” – huknął głos mamy jak grzmot nad morzem.
Mimi skuliła się, jakby chciała stać się malutkim kamykiem.
– „Przepraszam, przepraszam, przepraszam…” – szeptała przez łzy.
Mama nagle zobaczyła, jaka Mimi jest malutka i przestraszona. Poczuła ukłucie w sercu. Przypomniała sobie, jak sama kiedyś bała się wielkich, dorosłych głosów.
Uklękła przy Mimi.
– „Mimi… znowu na ciebie nakrzyczałam. Bardzo mi przykro. To nie pomaga ani tobie, ani mnie. Musimy znaleźć inny sposób.”
Misiowy Kącik Spokoju.
Następnego dnia mama powiedziała:
– „Po obiedzie pójdziemy na spacer do lasu. Tylko we dwie. Babcia popilnuje Lulka.”
W lesie pachniało igłami i mchem. Słońce robiło złote plamki na ścieżce. Nagle Mimi zauważyła mały, okrągły domek z mchem na dachu i tabliczką:
„Misiowy Kącik Spokoju”
W środku były miękkie poduszki, kocyk i kartka z obrazkami misia:
- Miś kładzie łapki na brzuszku i bierze duży wdech.
- Dmucha w łapki jak w gorące kakao.
- Przytula samego siebie.
Pod spodem napis: „Gdy złość jest duża albo gdy się boisz – oddychaj jak miś. Tu nie krzyczymy. Tu słuchamy.”
– „Mamo, to miejsce dla złości i strachu?” – szepnęła Mimi.
– „Wygląda na to, że tak… może też dla zmęczonych mam” – uśmiechnęła się mama.
Usiadły razem na poduszkach.
– „Czuję w brzuszku jeżyka, jak krzyczysz” – powiedziała Mimi. – „On się zwija i kłuje.”
Mama pokiwała głową.
– „A ja czuję w środku taką wielką falę złości, że aż krzyczę. To nasz stary sposób. I on nie działa. Spróbujmy nowego – ‘misiowego’.”
Oddech misia – ich tajemna sztuczka.
Mama przeczytała instrukcję na kartce i powiedziała:
– „Zróbmy tak: kiedy poczujemy złość albo strach, spróbujemy oddechu misia. Najpierw tu, potem w domu.”
Usiadły wygodnie.
Oddech misia:
- Łapki na brzuszek – Mimi i mama położyły łapki na brzuszkach.
- Wdech nosem – powoli, tak, żeby brzuszek zrobił się duży jak u sytego misia. – „Wciągamy powietrze… aż brzuszek się uniesie” – szepnęła mama.
- Dmuchanie w łapki – Mimi złożyła łapki jak miseczki. – „Teraz powoli wydmuchujemy powietrze… jakbyśmy studziły gorące kakao. Ciiicha dmuchawka” – powiedziała mama.
- Przytulenie siebie – na koniec objęły same siebie łapkami i delikatnie się pokołysały. – „Jak miś, który sam siebie przytula, gdy jest mu trudno” – dodała mama.
Zrobiły tak trzy razy.
Po trzech oddechach:
- jeżyk w brzuszku Mimi trochę się rozwinął,
- fala złości w mamie trochę opadła.
– „Tu jest cicho” – szepnęła Mimi. – „Tak jakbym miała w środku miękki kocyk. Mogę tak też w domu?”
– „Tak. I możemy mieć nasze hasła” – powiedziała mama. – „Ja powiem: ‘Mimi, potrzebuję oddechu misia’, a ty możesz powiedzieć: ‘Mamo, jeżyk w brzuszku’. To będzie znak, że zamiast krzyczeć albo się chować, robimy oddech misia.”
Podały sobie łapki, jakby zawierały ważną umowę.
Wieczorem w domku nad morzem Mimi znów zaczęła skakać po kanapie jak smok. Lulek marudził, zupa na kuchence skwierczała. Mama czuła, jak jej złość rośnie.
Już miała krzyknąć, kiedy nagle przypomniała sobie Misiowy Kącik Spokoju.
Zamiast krzyku powiedziała głośniej, ale nie krzycząc:
– „Mimi, potrzebuję oddechu misia!”
Mimi aż przystanęła w połowie skoku. To były ich umówione słowa.
– „Jeżyk w brzuszku?” – zapytała cichutko.
– „Trochę tak…” – przyznała mama. – „Chodź tu na chwilę.”
Mama szybko zgasiła gaz pod zupą, przyklękła przy kanapie. Obie położyły łapki na brzuszkach i zrobiły trzy oddechy misia:
- wdech nosem – brzuszek jak u misia,
- ciche dmuchanie w łapki – jak w gorące kakao,
- przytulenie siebie – małe kołysanie.
Po chwili mama powiedziała spokojniej:
– „Mimi, kanapa to nie trampolina. Boję się, że spadniesz i zrobisz sobie krzywdę. Potrzebuję, żebyś teraz zeszła.”
Tym razem Mimi usłyszała całe zdanie, nie tylko krzyk.
– „Mogę poskakać na poduszce na podłodze?” – zapytała.
– „To jest dobry pomysł” – uśmiechnęła się mama. – „Na podłodze jest bezpieczniej.”
Jeżyk w brzuszku Mimi położył się na pleckach i wystawił mały nos ku górze. Już prawie wcale nie kłuł.
Od tego dnia w małym domku nad morzem wciąż zdarzały się trudne chwile. Lulek dalej płakał, Mimi czasem coś rozlewała albo robiła za duży hałas. Mama wciąż bywała zmęczona.
Ale mieli już nowy plan:
- zamiast krzyku – oddech misia,
- zamiast zastygania w strachu – słowa: „mamo, jeżyk w brzuszku”,
- zamiast samych „przepraszam” – rozmowę o tym, co się stało.
Mama wciąż czasem podnosiła głos, ale coraz rzadziej. A kiedy jej się to zdarzało, przychodziła do Mimi i mówiła:
– „Przepraszam, że krzyczałam. To nie twoja wina. Spróbujmy jeszcze raz z oddechem misia.”
A Mimi wiedziała już, że:
- złość mamy to nie zły królik, tylko bardzo zmęczony,
- strach w jej brzuszku można ukołysać oddechem,
- a o emocjach można rozmawiać – nawet jeśli są duże jak fale nad morzem.
I kiedy wieczorem zasypiała, przytulona do swojej ulubionej przytulanki, kładła łapki na brzuszku, brała cichy oddech misia… i szeptała:
– „Jeżyku, możesz już spać. Jutro też mamy Misiowy Kącik Spokoju w naszym domku.”
A morze za oknem tylko cicho szeptało: „Szuu… szuu… wszystko w porządku.”
Share: