Opowieść o wróżce Hani w kosmicznej podróży - Rodzeństwo
Bajka dla dziecka które ma wybuchy złości z powodu młodszego rodzeństwa. Przeznaczona dla dzieci 4-6 lat, które przeżywają trudności po narodzinach siostry lub brata. Audiobajka o zazdrości o rodzeństwo uczy techniki głębokiego oddychania (Tarcza Spokojnego Oddechu) - 3 wdechy i wydechy, by opanować złość zamiast krzyczeć i rzucać rzeczami.
Kluczowe informacje
- Problem: Wybuchy złości i zazdrość o młodsze rodzeństwo - krzyki, tupanie, rzucanie rzeczami
- Wiek: 4-6 lat (przedszkolaki z młodszym rodzeństwem)
- Rozwiązanie: Tarcza Spokojnego Oddechu - 3 powolne wdechy i wydechy z ręką na sercu
- Rodzeństwo
- 21 gru, 2025
Poradnik dla rodziców: Konflikty między rodzeństwem
W dalekim kosmosie, między błyszczącymi gwiazdami i mrugającymi planetami, leciał sobie spokojnie Niebieski Meteorek – mały, śpiący statek kosmiczny. W środku, w tęczowej kajucie, mieszkała pięcioletnia wróżka Hania.
Hania miała różowe włosy związane w dwa kucyki, zielone oczy i małe, błyszczące skrzydełka, które wyglądały jak zrobione z gwiezdnego pyłu. Na szyi nosiła medalion w kształcie serca. To serce świeciło, kiedy Hania była szczęśliwa… ale czasem robiło się czerwone i trzeszczało, gdy Hania się złościła.
Hania bardzo kochała swoją mamę – Kapitan Mamę – która pilotowała statek. Kochała też swoją malutką siostrzyczkę, wróżkę Dzidziusię, która spała w maleńkim kokonie z miękkich chmurek i tylko od czasu do czasu piszczała: – Ueee… ueee…
Na początku wszystko było cudowne. Kapitan Mama tuliła Hanię, czytała jej kosmiczne bajki i bawili się razem w „łapanie gwiazd”. Ale odkąd pojawiła się mała siostrzyczka, coś się zmieniło.
Coraz częściej Kapitan Mama musiała trzymać na rękach Dzidziusię, karmić ją, kołysać, zmieniać jej pieluszki z gwiezdnego puchu. A Hania coraz częściej słyszała: – Poczekaj chwilkę, Haniu… – Zaraz do ciebie przyjdę, kochanie… – Muszę najpierw uspokoić malutką…
W medalionie Hani coś wtedy cichutko trzasnęło.
– Ale ja nie chcę czekać! – mruknęła pewnego dnia Hania, kopiąc delikatnie ścianę kajuty. – Ja chcę MAMĘ TERAZ!
Jej serduszko w medalionie zapulsowało czerwienią, ale jeszcze całkiem cicho.
Pewnego poranka, kiedy fioletowe słońce wschodziło nad galaktyką, Kapitan Mama zawołała: – Haniu, kochanie, czas wyjść na Kosmiczny Plac Zabaw Gwiezdnych Wróżek!
Normalnie Hania skakałaby z radości. Na tym placu można było huśtać się na pierścieniach Saturna, zjeżdżać z tęczowych komet i skakać po miękkich chmurkach. Ale tego dnia Hania siedziała na swoim łóżku z chmury i zmarszczyła brwi.
– Nie idę – powiedziała. – Nie chcę.
– Jak to? – zdziwiła się Mama, tuląc Dzidziusię, która akurat trochę popiskiwała. – Przecież lubisz plac zabaw.
– NIE CHCĘ! – krzyknęła Hania. – Chcę zostać tutaj! I chcę, żebyś NIC nie robiła z DZIDZIUSIĄ! Chcę tylko ciebie!
Medalion Hani rozjarzył się czerwienią jak gorąca gwiazda. W kajucie zrobiło się duszno. Dzidziuś zapiszczał głośniej.
– Haniu, kochanie, rozumiem, że jest ci trudno… – zaczęła spokojnie Mama, choć jej własne policzki zrobiły się trochę czerwone. – Ale naprawdę musimy…
– NIEEEE! – ryknęła Hania.
Skoczyła z łóżka, tupnęła nogą tak mocno, że małe gwiazdki na dywanie podskoczyły. Zaczęła machać rączkami, jej skrzydełka zadzwoniły głośno. Chwyciła poduszkę z chmurki i rzuciła nią w ścianę. Kopnęła pluszowego kosmicznego misia. Z jej oczu popłynęły wielkie, ciężkie łzy, jak deszcz meteorytów.
– NIEEE! NIEEE! NIEEE! – krzyczała, aż echo odbijało się w tunelach Niebieskiego Meteorka.
– Haniu! – zawołała Mama głośniej, niż chciała. – Przestań natychmiast!
Ale to tylko sprawiło, że medalion Hani zaświecił jeszcze jaśniej, prawie oślepiająco czerwono.
Wtedy stało się coś dziwnego.
Medalion wydał z siebie dźwięk: – PSTRYK!
I nagle podłoga pod nogami Hani zadrżała. Małe, ukryte drzwiczki w dywanie z gwiazd otworzyły się jak klapka. Hania zakrzyknęła: – O-o! – i… hop! – wpadła do środka, jakby spadła do dziury w kosmicznej chmurze.
Hania leciała w dół, w dół, w dół, wirując jak gwiezdny listek. Wokół niej migały planety, kolorowe smugi, gwiazdy mrugały jak zdziwione oczy.
– Aaaaaaaaa! – krzyknęła, ale głos zamienił się w małą, srebrną nutkę i zniknął.
W końcu pac! – wylądowała miękko na poduszce z różowego pyłu. Rozejrzała się. Była na czymś, co wyglądało jak… stacja kosmiczna! Ale zupełnie inna niż Niebieski Meteorek.
Na środku wisiał ogromny, przeźroczysty globus–serce, w którym wirowały różne kolory: czerwony, niebieski, zielony, żółty, fioletowy. Wokół globusu krążyły małe świetliste kulki. Niektóre trzęsły się jak złość, inne skakały jak radość, jeszcze inne tuliły się do siebie jak smutek.
Nad drzwiami z błyszczącego metalu wisiał napis: KOSMICZNA STACJA GWIEZDNYCH UCZUĆ
– Gdzie ja jestem? – szepnęła Hania.
– Na stacji, którą sama wyczarowałaś, mała wróżko – odpowiedział cichy, melodyjny głos.
Przed Hanią pojawiła się wysoka wróżka w długiej sukni zrobionej z nocy pełnej gwiazd. Miała srebrne włosy, a jej oczy były jak dwie spokojne planety.
– Kim jesteś? – zapytała Hania, ocierając łzy.
– Jestem Wróżka Astra – uśmiechnęła się kosmiczna wróżka. – Opiekuję się wszystkimi uczuciami małych wróżek, które czasem wybuchają jak meteory. A ty… – dotknęła delikatnie medalionu Hani – właśnie miałaś bardzo duży wybuch.
Medalion jeszcze lekko czerwienił.
– Nie chciałam… ale chciałam! – naburmuszyła się Hania. – Jestem zła! Mama tylko „poczekaj”, „zaraz”, „najpierw dzidziuś”… A ja nie chcę czekać! NIGDY!
Wróżka Astra przyklęknęła, żeby być na wysokości oczu Hani.
– To bardzo ważne, co mówisz – powiedziała łagodnie. – Twoje serce jest teraz jak pęknięty księżyc. Jedna połowa chce mamy tylko dla siebie, a druga połowa mówi, że kocha też malutką siostrzyczkę. To boli, prawda?
Hania poczuła łaskotanie w nosie i kolejne łzy.
– Boli… Jakby ktoś ciągnął moje serce w dwie strony.
– Właśnie dlatego medalion zabrał cię tutaj – wyjaśniła Astra. – Na Kosmiczną Stację Gwiezdnych Uczuć. Tu nauczysz się, jak ujarzmić swoje wybuchające jak meteory emocje, żeby twoje serce nie pękało na pół.
– Ja… ja nie wiem, jak – zaszlochała Hania. – One same się robią.
– Dlatego zaczniemy od podróży – uśmiechnęła się Wróżka Astra. – Gotowa?
Hania pociągnęła nosem. – Chyba tak…
Wróżka Astra zaprowadziła Hanię do dużych drzwi z czerwonym symbolem meteoru.
– Tu mieszkają wszystkie złości małych wróżek – powiedziała. – Zobaczymy twoją.
Drzwi otworzyły się z lekkim: – Szuuu…
W środku unosiły się setki małych, czerwonych meteorków. Jedne były tylko lekko rozjarzone, inne buchające ogniem, jak miniaturowe wulkaniki. Skakały, zderzały się, czasem coś przewracały.
Nagle z rogu sali przyfrunął mały, czerwony meteorek. Był większy od innych, w środku miał błysk przypominający… buzię Hani.
– O! – zawołał piskliwym głosikiem. – To ona! Moja wróżka! Wrrr!
Meteorek zakręcił wokół Hani tak szybko, że aż zawirowały jej włosy.
– Kto to? – zapytała Hania, robiąc krok do tyłu.
– To twoja Złość – wyjaśniła spokojnie Astra. – Każda wróżka ma swoją własną Złość. Twoja jest… bardzo silna.
– Bo ona nigdy mnie nie słucha! – zapiszczał meteorek. – Jak mówię „NIE!”, to wszyscy robią „TAK”! Muszę więc krzyczeć głośniej! Wrrr!
Obrócił się w powietrzu i udawał, że kopie niewidzialne buty.
– Hej! – oburzyła się Hania. – Ja tak robię?
– Czasami – przyznała cicho Astra. – Ale zobacz, twoja Złość nie jest zła. Ona próbuje cię obronić.
– Obronić? – Hania zmarszczyła nosek. – Przed czym?
Meteorek–Złość nagle przestał skakać. Zawył cichutko, jak smutny, czerwony piesek.
– Przed tym… że ktoś zapomni o tobie – pisnął. – Że mama będzie kochać tylko tego małego Dzidziusia. Że… nie będziesz już najważniejsza…
Serce Hani ścisnęło się.
– Ja tak… czasem myślę – wyszeptała.
Wróżka Astra skinęła głową.
– To bardzo ważne uczucie – powiedziała. – Ale gdy Złość jest za duża, zaczyna rzucać rzeczami, kopać i krzyczeć tak, że nikt już nie słyszy twojego prawdziwego „boli mnie”.
Hania spojrzała na swojego meteorka–Złość. Płynęły z niego małe, czerwone iskierki–łezki.
– Ale co ja mam z nim zrobić? – zapytała.
– Ujarzmić – odpowiedziała Astra. – Nie zniszczyć, nie wyrzucić. Nauczyć go spokojniejszego tańca.
– Ja nie umiem… – Hania spuściła głowę.
– Dlatego przejdziemy do kolejnej sali – odparła Astra. – Tam nauczysz się pierwszego zaklęcia.
5. Tarcza Spokojnego Oddechu
Tym razem drzwi były błękitne, z namalowaną spokojną falą.
– Co to za miejsce? – spytała Hania.
– Sala Spokojnych Oddechów – odpowiedziała Astra. – Tu wróżki uczą się pierwszej sztuczki, która pomaga, kiedy ich Złość zaczyna szaleć jak meteor.
W środku było bardzo cicho. W powietrzu unosiły się duże, miękkie, błękitne bańki. W każdej z nich ktoś powoli oddychał: – Wdeeeech… wydeeeech…
Hania też spróbowała wziąć oddech, ale wyszedł jej szybki i drżący.
– Wrrr, ja nie chcę oddychać wolno! – zapiszczał jej meteorek–Złość, który leciał za nią jak czerwony balonik. – Chcę krzyczeć!
Wróżka Astra uśmiechnęła się i podała Hani coś, co wyglądało jak mały, srebrny gwiezdny patyk.
– To różdżka Oddechowa – wyjaśniła. – Gdy czujesz, że twoja Złość rośnie, zrób trzy rzeczy. Patrz.
Astra zamknęła oczy i pokazała:
– Najpierw zatrzymaj nogi i rączki. Nie kop, nie machaj. Po prostu STAŃ jak kosmiczny posąg. – Potem przyłóż rękę tu – dotknęła klatki piersiowej – i zrób powolny wdech nosem, licząc w myślach do trzech: raz… dwa… trzy… – A potem powolny wydech buzią, też do trzech: raz… dwa… trzy… Wokół jej serca pojawiła się błękitna, połyskująca tarcza.
– To Tarcza Spokojnego Oddechu – powiedziała. – Dzięki niej twoja Złość nie musi wybuchać jak wielki meteor. Może zrobić się mniejsza, taka w sam raz, żebyś mogła powiedzieć mamie, co naprawdę czujesz.
– Naprawdę? – Hania patrzyła z szeroko otwartymi oczami.
– Spróbujmy! – zawołał meteorek–Złość z nieufnością. – Ale jak to nie zadziała, to i tak wrzasnę!
Hania stanęła prosto. Jej nogi przestały tupać, rączki zwisły wzdłuż ciała.
– Dobrze – powiedziała cicho. – Teraz ręka na sercu… wdech… raz… dwa… trzy… i wydech… raz… dwa… trzy…
Przy pierwszym oddechu jej medalion zabłysnął trochę mniej czerwono. Przy drugim do czerwieni zaczął mieszać się błękit. Przy trzecim meteorek–Złość zmalał i przestał tak szaleć. Zamiast krzyczeć, zawisł jej nad ramieniem i westchnął: – Ojej… już mi trochę mniej Wrrr…
– Widzisz? – szepnęła Astra. – Złość się nie schowała. Ona po prostu przestała cię popychać. Teraz ty możesz ją poprowadzić.
– To znaczy, że ja rządzę Złością? – spytała Hania.
– Możesz się z nią dogadywać – poprawiła ją Astra. – Ale to dopiero pierwszy krok. Chcesz zobaczyć kolejną salę?
Hania pokiwała głową. W środku poczuła malutkie, nieśmiałe ciepełko – coś jak odrobinka nadziei.
Share: