Przygoda kotki Milki - Przedszkole
Bajka dla dziecka które boi się bawić z innymi dziećmi w przedszkolu. Przeznaczona dla dzieci 3-5 lat, które trzymają się jednej przyjaciółki i nie potrafią nawiązywać kontaktów z rówieśnikami. Uczy techniki "trzech pytań kota-odkrywcy" - jak samodzielnie proponować zabawy i dzielić się pomysłami z wieloma przyjaciółmi.
Kluczowe informacje
- Problem: Dziecko trzyma się jednej przyjaciółki i nie chce bawić się z innymi dziećmi
- Wiek: 3-5 lat (przedszkolaki)
- Rozwiązanie: Technika "trzech pytań kota-odkrywcy" - pytanie siebie o własne pomysły i proponowanie zabaw innym
- Przedszkole
- 19 sty, 2026
Przygoda kotki Milki z wieloma przyjaciółmi.
Kotka Milka była mała, puszysta i miała białe łapki jak w rękawiczkach. Mieszkała z mamą kotką w małym domku na skraju lasu. Każdego ranka mama budziła ją cicho:
– Milko, czas do leśnego przedszkola – szeptała, głaszcząc ją po łóżkach.
Milka bardzo lubiła swoje przedszkole w lesie. Były tam wszystkie zwierzęce dzieci: jeżyki, wiewiórki, zajączki, wilczki, a nawet małe sarenki. Było huśtawkowe drzewo, piaskownica z szyszkami zamiast foremek i stawik, przy którym śpiewały żaby.
Ale najbardziej na świecie Milka lubiła jedną przyjaciółkę – kotkę Lulę. Lula była trochę starsza, odważna, zawsze wiedziała, w co się bawić. Milka uwielbiała za nią chodzić krok w krok.
Pewnego ranka Milka wybiegła z domu tak szybko, że prawie zapomniała plecaczka.
– A gdzie twój plecaczek, gwiazdeczko? – zawołała mama.
– Ojej! – Milka się roześmiała. – Już biorę! Przecież muszę mieć moje mysie ciasteczka!
Wzięła plecaczek i ruszyła z mamą leśną ścieżką do przedszkola.
– Mamusiu, ciekawe, w co dziś będziemy się bawić z Lulą – zamruczała Milka.
– A może dzisiaj ty coś zaproponujesz, co? – zapytała mama łagodnie.
Milka zamyśliła się.
– Ale Lula zawsze lepiej wie… Ja po prostu pójdę za nią – odpowiedziała, jakby to było zupełnie oczywiste.
Mama nic nie powiedziała, tylko uśmiechnęła się delikatnie i mocniej złapała Milkę za łapkę.
Gdzie jest Lula?
Kiedy dotarły do leśnego przedszkola, pod wejściem stała pani Sowa – wychowawczyni. Miała wielkie okulary i ogromne, miękkie skrzydła.
– Dzień dobry, Milko! – zawołała. – Dzień dobry, mamo Milki!
– Dzień dobry! – zamiauczała Milka i rozejrzała się szybko. – Gdzie jest Lula?
Pani Sowa spojrzała na listę.
– Dzisiaj Luli nie będzie, kotku. Jest przeziębiona i musi zostać w domu.
Milka zamarła.
– Nie będzie? – powtórzyła cichutko. – Ani trochę?
– Ani trochę – pokiwała głową pani Sowa. – Ale jest tu tyle innych przyjaciół, zobacz!
Milka spojrzała na plac. Jeżyk Julek kulał liście na wielką górkę. Wiewiórka Pola skakała z gałązki na gałązkę. Zajączek Felek kopał dołek w piasku. Wszyscy wyglądali na zajętych i zadowolonych.
Ale bez Luli świat nagle zrobił się jakby większy i troszkę straszny.
– Ja… ja poczekam na Lulę – szepnęła Milka.
– Dzisiaj się jej nie doczekasz, kochanie – powiedziała łagodnie pani Sowa. – Ale możesz pobawić się z kimś innym.
Milka ścisnęła mocno pasek swojego plecaczka. Nie była pewna, czy potrafi sama coś zaproponować. Przecież zawsze szła tylko za Lulą.
„Co ja teraz zrobię?” – pomyślała.
To był pierwszy moment, kiedy Milka poczuła, że musi coś wybrać sama. Trochę ją to przestraszyło.
Na początku wolnej zabawy pani Sowa zawołała:
– Dzieci, możecie bawić się, w co chcecie! Pamiętajcie tylko: bawimy się razem i każdy ma prawo wybierać.
Te słowa jakoś zabrzmiały w głowie Milki: „każdy ma prawo wybierać…”.
Ale ona nie czuła się taka, jak „każdy”. Czuła się jak „ta, co chodzi za Lulą”.
Usiadła pod niską brzozą i zaczęła bawić się kamyczkiem. Obserwowała innych.
Jeżyk Julek podszedł do niej ostrożnie.
– Milko, budujemy górę z liści. Chcesz z nami? – zapytał.
Milka podniosła wzrok.
– Yyy… a kto dowodzi? – wymknęło jej się.
– Nikt – zdziwił się Julek. – Po prostu razem robimy górę!
Milka poczuła, jak serduszko bije jej trochę za szybko.
„Bez dowodzenia? Bez Luli? To skąd będę wiedziała, co robić?” – pomyślała.
– Ja muszę… yyy… poczekać na Lulę – wymamrotała. – Jak przyjdzie, to może przyjdziemy razem.
– Ale Luli dziś nie będzie – przypomniał Julek. – Możesz sama zdecydować.
– Nie, ja… ja nie umiem – szepnęła Milka i spuściła łebek.
Julek chwilę na nią patrzył, potem pokiwał kolcami i pobiegł z powrotem do swojej sterty liści.
Milce zrobiło się trochę smutno. Przecież tak bardzo lubi przyjaciół, a jednak została sama.
Po chwili podbiegła do niej wiewiórka Pola, cała rozskakana.
– Milka! Skaczemy z niskiej gałązki na poduszkę z mchu! To super zabawa! Idziesz?
– A… kto wymyślił tę zabawę? – zapytała szybko Milka, jakby właśnie to było najważniejsze.
– Ja – odpowiedziała z dumą Pola. – Ale możesz też wymyślić swoją. Możemy się bawić na zmianę.
„Na zmianę?” – zdziwiła się Milka w myślach. – „To znaczy, że czasem ktoś inny mówi, a czasem ja? Ja… mam mówić innym, w co się bawić?”.
Poczuła, że aż ją to przerasta.
– Może jak przyjdzie Lula… – zaczęła znowu.
Pola westchnęła.
– Ale Luli dziś nie ma.
– Wiem – szepnęła Milka. – Ja… nie umiem się tak sama bawić z innymi. Muszę mieć jedną przyjaciółkę.
– Ale my też chcemy być twoimi przyjaciółmi – powiedziała cicho Pola. – Nie tylko Lula.
Te słowa zabrzmiały dla Milki bardzo dziwnie. „Jak to? Wiele przyjaciół?” – pomyślała. – „Ja mam jedną, najlepszą. Jak będę się bawić z innymi, to co z Lulą?”.
Milka pokręciła główką.
– Nie, ja poczekam – powtórzyła uparcie.
Pola pobiegła z powrotem na drzewo. A Milka została sama z kamyczkiem.
Jej pierwsza próba była bardzo, bardzo nieśmiała. Zamiast spróbować, znowu wybrała czekanie i myślenie o Luli.
Po drugim śniadaniu pani Sowa zaproponowała:
– Teraz możecie bawić się w mniejszych grupkach. Kto chce bawić się razem, może podejść do kocyka pod dębem.
Dzieci zaczęły się gromadzić. Milka poczuła, że coś ją ciągnie w tamtą stronę, ale coś innego – trzyma w miejscu.
„Jak Lula jest, to idę za nią. Ona wybiera. A teraz… jak mam sama tam pójść?” – zastanawiała się.
Nagle usłyszała cichy głosik.
– Milka? – to była mała sarna Lila. – Możemy być dziś przyjaciółkami?
Milka się wyprostowała.
– Przyjaciółkami? – powtórzyła. – Ale ja mam już najlepszą przyjaciółkę. To Lula.
– Wiem – powiedziała Lila. – Ale dzisiaj jej nie ma. A ja też bym chciała mieć dziś przyjaciółkę. Możemy być… takimi przyjaciółkami-na-dzisiaj?
To było coś nowego. Przyjaciółka-na-dzisiaj. Nie na zawsze, nie „zamiast” Luli. Po prostu na dziś.
Milka zaczęła się powoli rozluźniać.
– To… możemy – zgodziła się niepewnie. – Ale tylko ty, dobrze? Tylko jedna przyjaciółka.
Lila uśmiechnęła się.
– Dobrze! Chodźmy na kocyk! – zawołała wesoło i pociągnęła Milkę.
Na kocyku pod dębem siedziały już różne zwierzątka. Zajączek Felek machał uszami, jeżyk Julek układał kasztany w rządku, a wiewiórka Pola trzymała szyszkę jak mikrofon.
– O, Milka! – zawołał Felek. – Chodź z nami! Będziemy robić teatrzyk!
Milka od razu schowała się trochę za Lilą.
– Ale my jesteśmy tylko we dwie – powiedziała cicho. – Tylko ja i Lila.
Pola uniosła brwi.
– Tylko we dwie? Ale w teatrzyku potrzebujemy wielu aktorów!
– Ja… ja chcę tu być tylko z jedną przyjaciółką – powtórzyła Milka uparcie. – Jak z Lulą.
Lila spojrzała na nią trochę smutno.
– Ale… ja też lubię się bawić z innymi – powiedziała cicho. – Mogę być twoją przyjaciółką i ich przyjaciółką też.
– Tak nie można – wyrwało się Milce. – Przyjaciółka to jedna.
– A kto tak powiedział? – zapytał zajączek Felek.
Milka zamilkła. Nikt tego nie powiedział. Ona sama tak czuła.
– Jak będę bawić się z wami wszystkimi, to co z Lulą? – zapytała nagle, głośniej, niż zamierzała. – Pomyśli, że jej nie lubię!
Wszyscy ucichli.
– Milko – odezwała się spokojnie pani Sowa, która wszystko słyszała – czy jak Lula bawi się czasem z innymi, to znaczy, że ciebie nie lubi?
Milka przypomniała sobie różne dni. Tak, czasem Lula bawiła się z wilczkiem Borysem, czasem z Polą, a czasem nawet z Lilą. Ale Milka i tak czuła się jej najlepszą przyjaciółką.
– Nie… – wymamrotała. – Lubi mnie.
– No właśnie – uśmiechnęła się pani Sowa. – Przyjaciół można mieć wielu. Uczucie się nie kończy, kiedy dzielimy je z innymi. Ono rośnie.
Milka spojrzała na Lilę, na Polę, na Felka i na Julka. Wszyscy wyglądali, jakby bardzo chcieli się z nią bawić. Jakby mówili oczami: „Bądź też naszą przyjaciółką”.
Ale Milka była jeszcze trochę zbyt przestraszona. Druga próba: przyszła na kocyk, ale znowu chciała mieć tylko jedną osobę i chować się za nią.
Po chwili szepnęła:
– Ja… jeszcze nie umiem. Pójdę się pobawić sama.
I odeszła od kocyka.
Została znowu sama pod brzózką. Czuła się jak małe chmurko, które odleciało od całej chmury.
Milka i magiczne echo lasu.
Usiadła pod brzózką i zaczęła drapać ziemię łapką. W jej głowie kręciły się różne myśli:
„Jak się bawić bez Luli? Jak mieć więcej przyjaciół i nadal być jej przyjaciółką? Jak to się robi, że się wybiera, a nie tylko idzie za kimś?”.
Las był cichy. Tylko wiatr szumiał w liściach.
– Chciałabym wiedzieć, co robić – westchnęła Milka.
– …co robić… robić… – odpowiedziało cichutko echo.
Milka drgnęła.
– Kto tam? – zawołała.
– …kto tam… tam… – odpowiedział las.
Kotka rozejrzała się. Nagle zauważyła starego, mądrego dęba stojącego kawałek dalej. Miał wielką, grubą korę i dziuplę, w której mieszkała kiedyś rodzina sójek. Teraz wyglądał, jakby spał i nasłuchiwał.
Milka ostrożnie podeszła bliżej.
– Panie Dębie… – zaczęła nieśmiało. – Czy pan… mnie słyszy?
Liście zadrżały lekko, choć wiatr ucichł.
– Słyszę cię, mała kotko – zaszumiał dąb. – Cały las cię słyszy.
– Ja… nie wiem, co mam robić, kiedy nie ma mojej najlepszej przyjaciółki – powiedziała Milka. – Ja… zawsze idę za nią. A dziś jej nie ma. I ja nie umiem być z innymi.
Dąb zaszumiał jeszcze mocniej.
– Gdyby wszystkie liście trzymały się tylko jednej gałęzi, drzewo by się złamało – powiedział. – Potrzebuję wielu gałęzi i wielu liści. Każdy jest ważny.
Milka zmarszczyła nosek.
– Ale ja nie jestem drzewem, tylko kotkiem.
Dąb delikatnie się roześmiał liśćmi.
– A czy próbowałaś kiedyś być jak małe drzewko? Mieć dużo gałązek i dużo miejsc na przyjaźnie?
Milka pokręciła głową.
– Ja umiem tylko jedną gałązkę. Nazywa się Lula.
– A jak się nazywają inne dzieci? – zapytał dąb.
– No… Julek, Pola, Felek, Lila… – wyliczała powoli.
– Czyli znasz wiele imion – zaszumiał dąb. – Masz już wiele cieniutkich gałązek. Wystarczy je trochę podlać.
– Podlać? – Milka przechyliła główkę.
– Czyli pobawić się z nimi, pogadać, zapytać, co lubią – odpowiedział dąb. – Wtedy przyjaźń rośnie jak liście.
– Ale… jak ja to zrobię, skoro zawsze się chowam za Lulą? – Milka westchnęła.
Dąb zamyślił się.
– Posłuchaj lasu – szepnął. – Las zna trzy sposoby.
Liście zaszumiały jak szept wielu głosów.
– Pierwszy sposób: czekać, aż ktoś inny wszystko wybierze za ciebie. Czekałaś dzisiaj i co się stało?
– Zostałam sama – odpowiedziała cicho Milka.
– Drugi sposób: trzymać się tylko jednej gałązki i bać się wszystkich innych. Próbowałaś dzisiaj?
– Tak… – Milka spuściła wzrok. – Chciałam być tylko z Lilą, a ona chciała też z innymi. I coś w środku mnie zabolało.
– I też byłaś smutna – zaszumiał dąb.
– Trochę tak – przyznała Milka.
– Jest jeszcze trzeci sposób – powiedział mądrze dąb. – Niespodziewany. To sposób kota-odkrywcy.
– Kota… odkrywcy? – oczy Milki zabłysły.
– Kota, który ma w serduszku dużo miejsca. Może mieć jedną bardzo ważną przyjaciółkę i jednocześnie bawić się z wieloma innymi. Może czasem iść za kimś, a czasem sam coś zaproponować.
Milka poruszyła uszkami.
– Ale ja tak nie umiem… Jeszcze nigdy tak nie robiłam.
– Nauczyć się czegoś nowego to wielka przygoda – odpowiedział dąb. – Spróbuj dziś, choć przez chwilę, być kotem-odkrywcą. Nie kotkiem-czekaczem ani kotkiem-chowaczem.
– A jak się zostaje kotem-odkrywcą? – zapytała Milka, coraz bardziej zaciekawiona.
Dąb pochylił lekko gałęzie.
– Zadasz trzy pytania – wyszeptał. – Najpierw sobie, potem innym.
– Jakie pytania? – Dąb zaszeleścił liśćmi tak delikatnie, jakby robił kotce miejsce na oddech.
– Trzy pytania – powiedział. – Proste jak trzy kroki po mchu.
Milka przysunęła się bliżej, jakby słuchała tajnej mapy skarbów.
– Pierwsze pytanie do siebie – zaszumiał dąb. – „Na co mam dziś ochotę JA?” Nie Lula. Nie ktoś starszy. Ty.
Milka przymknęła oczy. Pomyślała o tym, co lubi w domu: wybierać, mieszać zabawki, budować własne rzeczy.
– Ja… mam ochotę na… budowanie czegoś – wyszeptała. – Takiego… naszego.
Dąb mruknął zadowolony.
– Drugie pytanie do kogoś innego – ciągnął. – „Chcesz się pobawić ze mną w to, co JA wymyślę?” To jest pytanie kota-odkrywcy. Małe, ale odważne.
Milka przełknęła ślinę.
– A trzecie? – zapytała.
– Trzecie pytanie jest najważniejsze – odpowiedział dąb. – „Możemy zrobić po połowie: najpierw mój pomysł, potem twój?” Bo w przyjaźni jest miejsce na dwa stery, nie tylko jeden.
Milka poczuła, jak w środku robi jej się cieplej. To brzmiało… jak uczciwa zabawa. Jak coś, co zna z domu.
– I to wystarczy? – zapytała niepewnie.
– Wystarczy na dzisiaj – szepnął dąb. – Nie musisz od razu mieć stu gałązek. Dziś podlej jedną, małą.
Milka wzięła głęboki oddech. A potem pobiegła z powrotem na plac zabaw.
Trzecia próba – Milka staje się kotem-odkrywcą
Na kocyku pod dębem dzieci dalej szykowały teatrzyk. Pola trzymała szyszkę-mikrofon, Felek ćwiczył miny, a Julek układał kasztany jak bilety.
Milka zatrzymała się tuż obok nich. Serce biło jej jak bębenek. W głowie powtórzyła pierwsze pytanie dębu:
„Na co mam dziś ochotę JA?”
Wyszło jej z pyszczka:
– Ja… mam dziś ochotę zbudować Leśny Domek Przyjaźni.
Wszystkie główki odwróciły się w jej stronę.
– Ooo! – zapiszczała Pola. – Z czego?
Milka rozejrzała się szybko.
– Z patyków, liści i szyszek. I… każdy może dać jedną rzecz – dodała, czując jak odwaga rośnie jej w łapkach.
To było drugie pytanie, tylko ukryte w środku:
„Chcesz się pobawić ze mną w to, co ja wymyślę?”
Felek klasnął w łapki.
– Ja przyniosę najdłuższy patyk!
Julek poturlał kasztany.
– Ja mam kasztany na dach!
Lila – ta mała sarna – podeszła wolno, ostrożnie.
– Mogę… przynieść miękki mech na łóżeczko? – zapytała.
Milka uśmiechnęła się.
– Tak. I w domku będzie miejsce dla wszystkich.
I wtedy… na plac zabaw weszła Lula.
Nie była jeszcze całkiem zdrowa, ale przyszła na krótką chwilę z mamą, żeby się przywitać. Miała szalik i trochę zmęczone oczka.
Milka aż podskoczyła.
Jej stary odruch krzyknął w środku: „Biegnij za Lulą! Niech ona zdecyduje!”
Ale Milka przypomniała sobie dąb. I trzecią część mapy:
„Po połowie.”
Podeszła do Luli pierwsza.
– Lula! – zamruczała radośnie. – Wiesz co? Ja dziś wymyśliłam zabawę. Budujemy Leśny Domek Przyjaźni.
Lula zamrugała, zaskoczona.
– Ty wymyśliłaś?
Milka przytaknęła. Brzuszek miała jeszcze trochę ściśnięty, ale stała prosto.
– Tak. Możesz się przyłączyć, jeśli chcesz. A potem… możemy zrobić coś, co ty wybierzesz. Po połowie.
Lula patrzyła chwilę w ciszy. A potem jej pyszczek zmiękł.
– Dobra – powiedziała cicho. – To… ja przyniosę piórko na chorągiewkę.
I w tej sekundzie w Milce coś przeskoczyło. Jakby w jej sercu zapaliła się mała lampka:
„Mogę mieć Lulę… i innych. I nic nie znika.”
Domek rósł szybko. Patyki stały jak ściany, liście zrobiły dach, kasztany były oknami, a mech – dywanem.
– Tu będzie kuchnia! – zawołała Pola. – Tu będzie pokój zabaw! – dodał Felek. – A tu tajne przejście! – zachichotał Julek.
Milka śmiała się razem z nimi. Nie chowała się za nikim.
Share: