Błyskawica: Bajka o koniku i jego przygodach - Bunt i wybuchy złości

Bajka dla dziecka które ma wybuchy złości i nie słucha rodziców. Przeznaczona dla przedszkolaków 3-6 lat. Historia konika Błyskawicy uczy techniki STOP-ODDECH-PRAWDA, pomagającej dziecku opanować bunt i złość zanim wybuchnie krzykiem. Audiobajka o radzeniu sobie z frustracją i współpracy z rodzicami.

Kluczowe informacje

  • Problem: Bunt i wybuchy złości - dziecko nie słucha, krzyczy "jesteś niemiła" i obraża się
  • Wiek: 3-6 lat (przedszkolaki)
  • Rozwiązanie: Technika STOP-ODDECH-PRAWDA: zatrzymaj się, weź 3 oddechy, powiedz co czujesz

Poradnik dla rodziców: Bunt i wybuchy złości u dziecka

W samym środku zaczarowanego lasu, tam gdzie drzewa szeptały do siebie liśćmi, a strumyk śmiał się cichutko pod kamieniami, stała mała, przytulna stajnia. Mieszkał w niej konik o błyszczącej, srebrzystej grzywie. Wszyscy w lesie wołali na niego: Błyskawica.

Błyskawica był szybki jak wiatr. Kiedy galopował, liście wirowały za nim jak zielony ogon komety. Wymyślał najlepsze zabawy, śmiał się najgłośniej i… najbardziej na świecie nie lubił codziennych zadań.

Każdego ranka było tak samo.

– Błyskawicooo, czas czyścić zęby! – wołała spokojnie mama klacz z drugiego boksu, wystawiając głowę przez drewniane drzwiczki.

Konik udawał, że nie słyszy. Patrzył w drugi kąt stajni, wzdychał, tup-tup kopytkiem i bawił się słomką.

– Błyskawico, słyszysz mnie? – powtarzała mama trochę głośniej.

Błyskawica dalej nic. Jakby nagle ogłuchł.

Dopiero gdy mama podchodziła bliżej i mówiła surowym głosem:

– Teraz. Natychmiast. Jestem już naprawdę zła.

wtedy Błyskawica prychał:

– No dobraaa… jesteś niemiła! – i dopiero szedł do wiaderka ze specjalną szczotką do zębów koni.

Podobnie było z wychodzeniem z domku-stajni.

– Czas wyjść, idziemy do lasu! – mówiła mama spokojnie.

Błyskawica leżał dalej na sianie.

– Jeszcze nie… – mruczał.

– Za pięć minut ruszamy – przypominała mama.

Błyskawica kręcił się, wymyślał, że musi jeszcze poprawić derkę, policzyć deski w ścianie, popatrzeć na pajęczynę… I znowu dopiero wtedy, gdy mama już się naprawdę denerwowała, podrywał się z westchnieniem:

– No dobraaa, ale jesteś niedobra! – i szedł za nią, cały naburmuszony.

Wieczorami, kiedy trzeba było sprzątać stajnię, było jeszcze gorzej. Błyskawica obrażał się, trzaskał drzwiami od boksu (jak to się robi ogonem i kopytem – on dobrze wiedział), uciekał do rogu, a potem długo rysował na piasku przed stajnią smutne albo złe obrazki: dziewczynki z groźnymi minami, kucyki ze spuszczonymi głowami, a czasem… kupy. To zawsze go trochę rozśmieszało, ale tylko na chwilę.

– Ty jesteś niemiła – mówił wtedy szeptem o mamie, rysując coraz mocniej.

W przedszkolnej leśnej polanie, gdzie wszystkie młode zwierzątka bawiły się i uczyły, też bywało trudno. Wychowawczyni, sowa Przemądrzała, nieraz kręciła głową:

– Błyskawico, ty jesteś taki mądry i szybki… ale słuchasz mnie tylko przez pięć minut, a potem hop! – i już cię nie ma. Zamiast słuchać, bawisz się patykiem.

Błyskawica przewracał oczami. Nie lubił, kiedy ktoś mówił, że jest „leniwy” albo „nie słucha”. W środku robiło mu się gorąco i ciężko. Czasem aż chciało mu się parsknąć:

– To wy jesteście niemili!

Zamiast tego odwracał się, tupał i szedł sam pod drzewo. Tam rysował kopytem w ziemi. Często wychodziły mu wtedy smutne koniki i… no tak, kupy.

Pewnego słonecznego ranka do lasu przyleciał szpak Gaduła. Jak zwykle był cały roztrzepany, piórka sterczały mu na wszystkie strony.

– Ogłoszenie! Ogłoszenie! – ćwierkał, latając od drzewa do drzewa. – W Wielkim Lesie odbędzie się Wielki Wyścig Koników! Z trzema zadaniami! Tylko najdzielniejszy, najsprytniejszy i najbardziej współpracujący konik wystartuje!

Wszystkie zwierzęta nadstawiły uszu. Wiewiórki przestały chrupać orzeszki, jeże zatrzymały się w biegu, nawet sowa otworzyła szerzej jedno oko.

– Trzema zadaniami? – powtórzyła powoli mama Błyskawicy.

Błyskawica aż podskoczył. Wyścig! To brzmiało wspaniale. On kochał biegać. Wyścig był jak stworzony dla niego.

– Jakie zadania? Jakie, jakie?! – dopytywał, podskakując dookoła szpaka.

Szpak usiadł na płocie stajni i zaczął wymieniać:

Zadanie pierwsze: Konik musi mieć tak czyste zęby, że aż zabłysną w słońcu. Bo kto startuje w wyścigu z brudnymi zębami?

Błyskawica skrzywił się. Zęby.

Zadanie drugie: Konik musi umieć szybko i spokojnie wyjść z domku, kiedy pada hasło „Start!”. Bez marudzenia, bez chowania się za sianem.

Konik westchnął. Wychodzenie.

Zadanie trzecie: Konik musi mieć posprzątaną stajnię. Tylko wtedy w jego głowie może być porządek i wtedy łatwiej się skupić podczas biegu. Bałagan w boksie to bałagan w głowie!

Błyskawica spojrzał na swój boks. Siano porozrzucane, wiaderko przewrócone, po kątach jego rysunki z piasku i ziemi. Uuuu.

– A jeśli nie spełnię tych zadań? – spytał cicho.

Szpak pokręcił głową:

– Wtedy… nie wystartujesz w wyścigu. Taki regulamin Wielkiego Lasu.

Serce Błyskawicy ścisnęło się mocno. Nie wystartować? Patrzeć tylko, jak inne koniki pędzą przez las, a on stoi z boku?

Tego było za dużo.

– Wystartuję – powiedział stanowczo. – Zrobię trzy zadania. Jakoś.

Następnego dnia rano mama jak zwykle zajrzała do stajni.

– Błyskawico, czas czyścić zęby – powiedziała spokojnie.

Konik poczuł, jak w środku coś zaczyna mu buzować. Z jednej strony bardzo, bardzo chciał wystartować w wyścigu. Z drugiej – wcale nie miał ochoty na te wszystkie nudne rzeczy.

„Spróbuję po swojemu – pomyślał. – Tak jak zawsze. Przecież jakoś to działa. Mama się zdenerwuje, ale… potem i tak robię, co trzeba. To mój sposób.”

Udał więc, że nie słyszy. Patrzył na pajęczynę w rogu stajni. Nitka pajęczyny błyszczała w słońcu. To był ciekawszy widok niż wiaderko z czyścikiem do zębów.

– Błyskawico, mówiłam coś – powtórzyła mama, trochę głośniej.

Konik poczuł, że robi mu się ciepło w brzuchu. Złość i wstyd mieszały się ze sobą, ale zacisnął zęby.

„Jeszcze chwilę. Jeszcze chwila nic-nie-słyszenia.”

Mama westchnęła.

– Błyskawico, jestem już zmęczona tym twoim udawaniem. Teraz idziesz wyczyścić zęby. Natychmiast.

Jej głos zrobił się ostry. Konik prychnął. To był ten moment, który znał za dobrze. Zawsze czekał aż do niego dojdzie.

– Ty jesteś niemiła! – wybuchł. – Zawsze jesteś niemiła!

Ale nogi same ruszyły w stronę wiaderka. Szczotka do zębów chlupnęła w wodzie, pianą pachniało miętą.

I nagle do stajni wpadł szpak Gaduła, cały podekscytowany.

– Kontrola przedwyścigowa! Kontrola! Sprawdzamy, jak idą Trzy Zadania!

Zerknął na Błyskawicę, który stał naburmuszony, z pianą na pysku i zmarszczonym czołem.

– Oj, oj. Wiesz, Błyskawico… – szpak przechylił główkę. – Twoje zęby prawie się błyszczą. Ale jest pewien problem.

– Jaki? – zapytał konik.

– Wyglądasz, jakbyś robił to wszystko na siłę i z wielką burzą w środku. A regulamin mówi: „Konik gotowy do wyścigu to taki, który potrafi zrobić zadanie bez wielkiej wojny z tymi, których kocha.”

Błyskawica aż zaniemówił.

– Czyli… co? – spytał w końcu. – To się nie liczy?

Szpak pokręcił głową.

– Spróbowałeś pierwszym sposobem – sposobem „na nic nie słyszę, dopóki ktoś się nie zdenerwuje”. Ten sposób działa, ale kosztuje wszystkich dużo łez, krzyków i smutnych rysunków. A my szukamy innego. Do wyścigu trzeba czegoś… mądrzejszego.

Błyskawica opuścił uszy. W środku znów zrobiło mu się gorąco i ciężko. Chciało mu się trochę krzyczeć, trochę płakać, a trochę uciec do stajni i rysować tylko smutne koniki i kupy.

„To nie zadziałało” – pomyślał ponuro.

Minęło kilka dni. W lesie powiewały już kolorowe chorągiewki, zwiastujące zbliżający się wyścig. Plotki mówiły, że ma w nim wziąć udział nawet najszybszy koń z dalekiej polany – Księżycowy Galop.

Błyskawica czuł coraz większe napięcie. Naprawdę chciał wystartować. Ale w nim samym ciągle buzowała burza.

Pewnego popołudnia mama zajrzała do stajni.

– Błyskawico, za dziesięć minut wychodzimy do lasu – powiedziała spokojnie. – Przygotuj się, proszę.

Konik leżał na sianie, rysując nosem śmieszne spiralki w kurzu.

„Dobra, tym razem zrobię inaczej – postanowił. – Jak powiem od razu, że jestem obrażony, to może będzie szybciej. Wtedy nikt nie będzie ode mnie tyle wymagał.”

Po minucie mama znowu zajrzała:

– Błyskawico, minęła minuta. Za dziewięć minut wychodzimy.

Konik znów tylko machnął ogonem. W środku czuł, jak coś zaczyna mu rosnąć w brzuchu – taka kulka złości.

– Za pięć minut wychodzimy – powiedziała mama, tym razem poważniej. – Widzę, że ci trudno zacząć. Chcesz, żebym pomogła?

I wtedy Błyskawica wybuchł:

– Nie chcę! Jesteś okropna! Ciągle tylko: „Wyjdź”, „Zrób”, „Pośpiesz się”! Nic tylko zadania, zadania, zadania! JESTEM OBRAŻONY!

Odwrócił się tyłem, tupnął mocno kopytem i zakopał głowę w sianie.

Mama westchnęła cicho. Nie krzyczała, ale w jej oczach pojawił się smutek.

– Widzę, że jesteś bardzo zły i obrażony – powiedziała spokojnie. – Jeśli chcesz, możesz chwilkę zostać sam. Ale za pięć minut i tak musimy wyjść, bo inaczej spóźnimy się na próbę przed wyścigiem.

Odeszła. Błyskawica został sam w półmroku stajni. Poczuł, jak łzy zbierają mu się w oczach.

– Nikt mnie nie rozumie – mruknął. – Tylko każą, każą i każą.

Wybiegł na podwórko. Zamiast się szykować, pobiegł do piasku przed stajnią i zaczął rysować kopytem. Najpierw wyszła mu dziewczynka ze strasznie groźną miną. Potem smutny konik z opadniętymi uszami. A na końcu – duża kupa.

– Ha! – prychnął.

Nagle nad jego głową rozległo się znajome trzepotanie. To szpak Gaduła znowu przyfrunął na płot.

– Oj, oj… Widzę, że ćwiczysz sposób „na szybkie obrażanie się” – zauważył.

– Idź sobie – mruknął Błyskawica. – Jestem obrażony na wszystkich.

– Nawet na… wyścig? – zapytał szpak cicho.

Konik zamarł. Wyścig. Serce zabiło mu szybciej.

– Ja tylko… – zaczął i poczuł, jak gula w gardle rośnie. – Ja tylko nie lubię, jak ktoś mi ciągle mówi, co mam robić. Wtedy od razu chcę krzyczeć i uciekać. Tak jakby w środku ktoś nagle zapalał czerwoną lampkę.

Szpak przekrzywił głowę.

– Aha. Czyli w środku masz taką… burzową lampkę. Jak ktoś mówi: „Czas wyjść” albo „Czas czyścić zęby”, ta lampka robi: bzzzt! i nagle wszystko się w tobie burzy.

Błyskawica pomyślał chwilę. Dokładnie tak to wyglądało.

– No… tak – przyznał niechętnie. – I wtedy psuję wszystko. Mama się denerwuje, ja się obrażam, krzyczę, rysuję głupie rzeczy… i na końcu i tak muszę zrobić to, o co prosili.

Szpak smutno pokiwał głową.

– Wiesz, regulamin Wielkiego Wyścigu mówi jeszcze jedną ważną rzecz: „Prawdziwy wyścig zaczyna się nie wtedy, gdy konik rusza z linii startu, tylko wtedy, gdy uczy się, co zrobić, gdy w środku zapala się burzowa lampka.”

Błyskawica spojrzał na swoje rysunki w piasku. Dziewczynka wyglądała bardzo smutno. Konik też.

– Drugi sposób nie zadziałał, prawda? – zapytał cicho.

– Sposób „na szybkie obrażanie się” tylko udaje, że pomaga – odpowiedział szpak. – Pozwala na chwilę uciec, ale potem i tak wraca ta sama trudność. I jest jeszcze więcej smutku.

– To co mam zrobić? – wyszeptał Błyskawica.

Szpak przez chwilę milczał. Potem uśmiechnął się tajemniczo.

– To będzie twoje trzecie zadanie. I trzecia próba. Tym razem spróbuj zupełnie inaczej. Nie jak dotąd. Coś… odwrotnego.

Tamtej nocy Błyskawica długo nie mógł zasnąć. Nasłuchiwał oddechu mamy z sąsiedniego boksu, szumu drzew za oknem, cichego plusku deszczu w wiaderku na zewnątrz.

W głowie miał wielki bałagan. Jak w jego stajni.

„Nie chcę robić wszystkiego na krzyki” – pomyślał. – „Ale czasem tak szybko się denerwuję, że zanim zdążę pomyśleć, już jestem obrażony i już krzyczę: ‘Jesteś niemiła!’”

Nagle przypomniał sobie słowa szpaka: „Prawdziwy wyścig zaczyna się w środku.”

„Może ja muszę się nauczyć… ścigać ze swoją burzową lampką?” – i właśnie wtedy, w półśnie, Błyskawica zobaczył coś dziwnego: nad jego brzuchem zapaliła się maleńka, czerwona lampka. Mrugała jak ostrzeżenie.

– To ja – szepnęła lampka. – Burzowa Lampka. Włączam się, gdy słyszysz „teraz”, „już”, „musisz”.

Błyskawica przełknął ślinę.

– To przez ciebie krzyczę „jesteś niemiła”?

– Ja tylko próbuję cię chronić – mruknęła lampka. – Bo „musisz” brzmi jak pułapka.

Konik zrobił wielkie oczy.

– To co mam robić?

Lampka zamigotała i na desce stajni pojawiły się trzy świetliste słowa:

STOP – ODDECH – PRAWDA

– To jest „odwrotne” – powiedziała lampka. – Zamiast udawać, że nie słyszysz… i zamiast obrażać się szybciej niż błysk… robisz trzy kroki, zanim burza wygra.

Rano mama zajrzała do boksu:

– Błyskawico, czas czyścić zęby.

Czerwona lampka w brzuchu: bzzzt!

Błyskawica już miał odwrócić głowę… ale wtedy przycisnął kopyto do ziemi jak kotwicę.

– Stop – szepnął do siebie.

Wziął jeden powolny oddech, potem drugi, potem trzeci. Nosem jakby wąchał najlepszą trawę, ustami jakby gasił świeczkę.

Mama patrzyła i… nie popędzała.

– Mamo – powiedział w końcu cicho, drżącym głosem, ale prawdziwie. – Jak mówisz „teraz”, to moja burzowa lampka myśli, że to pułapka… i wtedy chcę uciekać albo walczyć. Ja nie chcę krzyczeć. Chcę… zdążyć.

Mama klacz zmiękła w oczach.

– Ojej… to nie jesteś niegrzeczny. Tylko przestraszony w środku.

Błyskawica kiwnął głową.

– To zrobimy tak – powiedziała mama. – Ja powiem: „Start za minutę”, a ty zrobisz „Stop–Oddech–Prawda”. Umowa?

– Umowa – wyszeptał Błyskawica.

I poszedł umyć zęby… bez wojny.

W tej samej chwili szpak Gaduła wpadł na płot:

– Kontrola! Oooo! Widzę błysk w zębach i… spokój w oczach!

Przybił pieczątkę w powietrzu:

Zadanie 1 zaliczone: bez krzyku

– Ale są jeszcze dwa! – przypomniał szpak.

Błyskawica westchnął, ale nie obraził się.

– Spróbuję.

Tego dnia zrobili trzy krótkie próby.

Mama mówiła: – Start!

Błyskawica robił: Stop–Oddech–Prawda i wychodził.

Nie idealnie. Raz sapnął, raz tupnął. Ale wyszedł. Bez „jesteś niemiła”.

Zadanie 2 prawie zaliczone Wieczorem przyszło najtrudniejsze: sprzątanie.

Burzowa lampka zapaliła się od razu.

Błyskawica już miał krzyknąć… lecz zatrzymał się.

– Stop… – wyszeptał. Trzy oddechy.

– Mamo… nie lubię sprzątać, bo to wygląda jak góra. Ja wtedy czuję się mały i głupi.

Mama uśmiechnęła się łagodnie.

– To zrobimy „metodą trzech kępek”: tylko trzy małe rzeczy. Potem przerwa.

Trzy kępki siana. Trzy ruchy. Trzy oddechy.

Po chwili boks wyglądał lepiej. A w głowie Błyskawicy… jakby mniej wirowało.

Zadanie 3 zaliczone: małymi krokami

W dzień wyścigu chorągiewki tańczyły na wietrze. Inne konie prężyły grzywy, a Księżycowy Galop patrzył dumnie przed siebie.

Szpak Gaduła sprawdził zęby Błyskawicy (błysk!), sprawdził wyjście (Start!), sprawdził… czy w oczach nie ma burzy.

– Gotowy – ogłosił. – Bo wygrał najważniejszy wyścig: ten w środku.

Gdy padło hasło:

– START!

Błyskawica poczuł, że lampka chce mrugnąć czerwienią.

Więc zrobił to, co umiał najlepiej.

Kopyto w ziemię: Stop. Jeden oddech. Drugi. Trzeci. I jedno zdanie w głowie: „Dam radę po swojemu, ale spokojnie.”

I ruszył.

Nie tylko szybki jak wiatr.

Tym razem też… mądry jak spokój.

Pobierz :

Audio Pdf

Share:

Zobacz inne audiobajki terapeutyczne

Poszukiwania magicznej perły

Poszukiwania magicznej perły

Bajka terapeutyczna dla nieśmiałego dziecka, które boi się mówić przy innych ludziach. Przeznaczona dla dzieci 4-7 lat z problemem nieśmiałości i lęku przed wystąpieniami publicznymi...

Więcej
Przygoda w krainie cieni

Przygoda w krainie cieni

Bajka terapeutyczna dla dziecka które ma wybuchy złości i straszy innych dzieci. Dla przedszkolaków 4-6 lat, którzy nie potrafią kontrolować emocji podczas zabawy...

Więcej

Terapeutyczne Bajki dla Twojego Dziecka

Pomóż dziecku lepiej zrozumieć własne emocje dzięki audiobajkom terapeutycznym, stworzonym z udziałem psychologa dziecięcego. Open Tales to miejsce, w którym profesjonalna wiedza psychologiczna łączy się z mocą terapeutycznych opowieści, pomagając dzieciom pokonywać lęki, radzić sobie z emocjami i budować poczucie bezpieczeństwa.