Opowieść o Jasiu i wilczku - Rodzeństwo
Bajka dla dziecka które nie radzi sobie z płaczem młodszego rodzeństwa. Przeznaczona dla dzieci 5-7 lat, które reagują krzykiem, tupaniem lub złością na hałas niemowlaka. Uczy techniki "Piosenki Ciszy" - oddychania z ręką na brzuchu, liczenia do trzech i cichego nucenia "mmmm" dla uspokojenia przebodźcowania. Audiobajka o radzeniu sobie z emocjami przy nowym rodzeństwie.
Kluczowe informacje
- Problem: Dziecko krzyczy i tupie gdy niemowlę płacze - nie radzi sobie z młodszym rodzeństwem
- Wiek: 5-7 lat (starsze rodzeństwo niemowlaka)
- Rozwiązanie: Technika "Piosenka Ciszy" - ręka na brzuchu, liczenie do 3, nucenie "mmmm"
- Rodzeństwo
- 16 sty, 2026
Poradnik dla rodziców: Konflikty między rodzeństwem
W małej wiosce na skraju lasu mieszkał sobie sześcioletni chłopiec – Jasio. Jasio miał rude włosy, trochę za duże kalosze i miękki sweter w zielone paski, który lubił nosić nawet latem, bo „przypominał mu las”.
Jasio mieszkał z mamą, tatą i malutką siostrzyczką, Hanią. Hania była jeszcze dzidziusiem i często płakała:
– Łeeeee! Łeeeee!
Kiedy Hania płakała, wszystko w środku Jasia robiło się… głośne. Serce mu szybciej biło, w uszach szumiało, ręce robiły się twarde jak patyki, a w brzuchu czuł jakby kłębek zdenerwowanych pszczółek.
– Przestań już! – krzyczał czasem Jasio. – Przestań, przestań, przestań!
Czasem tupał mocno nogami:
– BUM! BUM! BUM!
Innym razem zaczynał śpiewać głośno, by zagłuszyć płacz Hani:
– LA-LA-LA-LA, NIE SŁYSZĘ, NIE SŁYSZĘ!
Mama wtedy robiła się smutna i zmęczona.
– Jasiu, proszę, nie krzycz – mówiła. – Hania jest malutka, inaczej nie umie powiedzieć, że czegoś potrzebuje.
Były też takie dni, gdy mama nagle wybuchała:
– Ja już nie mam siły! Przestań tak tupać i krzyczeć!
Wtedy Jasio czuł, jakby zrobiło się jeszcze głośniej. W głowie miał:
– BUM! BUM! BUM! GŁOŚNO! ZŁOŚĆ!
Pewnej nocy, kiedy księżyc wisiał nad wioską jak srebrna lampka, Hania znów się rozpłakała. Jasio leżał w łóżku, patrzył w sufit i szeptał:
– Znowu… Znowu będzie krzyk, znowu będzie płacz, znowu będę zły.
Wstał z łóżka, nasunął sweter w zielone paski i podszedł do okna. Na dworze było ciemno, ale widać było las – czarny jak wielka, cicha chusta.
I właśnie wtedy usłyszał coś jeszcze.
Nie tylko „Łeeeee!” Hani. Ale długie, przeciągłe:
– Auuuuuuuuuuu!
Jasio zamarł.
– To nie Hania… – wyszeptał. – To wilk? Prawdziwy wilk?
Wycie powtórzyło się, żałosne, wysokie, zupełnie jak płacz niemowlaka, tylko wilczy:
– Auuuuuuuuuuuu!
W brzuchu Jasia znowu zaczął wirować kłębek pszczółek.
– Jeszcze jeden hałas… Jeszcze jeden… i ja też będę krzyczał! – pomyślał.
Ale coś w tym wyciu było inne niż w płaczu Hani. Brzmiało… samotnie. Jakby ktoś wołał: „Hej! Ej! Jest tu ktoś? Boję się! Pomóż mi!”
Jasio wciągnął kalosze, narzucił kurtkę i po cichu wyszedł z domu na podwórko. Powietrze było chłodne, pachniało ziemią i mokrymi liśćmi. Hania nadal płakała w domu, a gdzieś z lasu dobiegało:
– Auuuuu! Auuu-uuuuu!
– Ja chyba zwariowałem – mruknął do siebie. – Idę za wilkiem w nocy…
Ale nogi same zaniosły go ku lasowi.
Kiedy Jasio wszedł między drzewa, dźwięki zrobiły się jeszcze wyraźniejsze. Liście szeptały: szuuu-szuuu, gałązki trzaskały: trzask-trzask, a gdzieś dalej, tuż przy starej sośnie, coś zaszlochało:
– Auuu… ech… auuuuu…
Jasio ostrożnie rozchylił krzaki. I wtedy go zobaczył.
Pod wielkim omszałym pniem siedział mały wilczek. Był mniej więcej wielkości dużego psa, miał miękką, szarą sierść, za długie łapki i ogromne, mokre oczy, w których odbijał się księżyc.
I wył. Głośno. Bardzo głośno.
– Auuuuuuuuuuuuu!
– Cicho! – syknął Jasio, zatykając uszy. – Proszę cię, bądź cicho!
Mały wilczek przestał wyć na chwilkę i spojrzał na chłopca.
– Ty… mnie słyszysz? – zapytał cienkim, trochę piskliwym głosem.
Jasio aż usiadł na ziemi z wrażenia.
– Ty mówisz?!
– No pewnie, że mówię – prychnął wilczek. – Tylko ludzie zwykle nie słuchają.
Znów zadźwięczało w lesie:
– Auuuu… – ale tym razem krócej, jak małe westchnienie.
– Czemu tak wyjesz?! – Jasio zacisnął dłonie w pięści. – Głowa mi pęka! W domu płacze moja siostra, tu wyjesz ty… Ja tego nie wytrzymuję!
Wilczek przekrzywił łebek.
– A ty czemu krzyczysz?
– Nie krzyczę! – Jasio aż podskoczył. – Ja… ja… no może trochę. Ale wiesz, jak to jest, kiedy ktoś ciągle robi hałas?!
Mały wilczek zawahał się, potem jego futerko jakby lekko oklapło.
– Wiem – powiedział cicho. – W mojej wilczej rodzinie wszyscy wyją. Tato wyje przy księżycu, mama wyje, kiedy nas woła, a moje rodzeństwo wyje, bo się bawi. A ja… ja wyję, bo się boję. Zgubiłem się.
Westchnął ciężko.
– I gdy ja wyję, żeby mnie ktoś znalazł, wszyscy mówią: „Cicho! Nie hałasuj! Przestań!”
Jasio poczuł dziwny ucisk w sercu.
– Ja też tak słyszę – wymamrotał. – „Przestań tupać! Przestań krzyczeć! Przestań śpiewać tak głośno!”
Mały wilczek pochylił głowę.
– A ty czemu krzyczysz?
Jasio zrobił się czerwony na twarzy.
– Kiedy Hania płacze… to w środku robi mi się bardzo głośno. Jakby w mojej głowie ktoś walił garnkami. I ja… wtedy udaję, że śpiewam. Albo tupię. Albo przedrzeźniam ją: „Łeee, łeee!”
Wilczek prychnął:
– O, to trochę jak ja! Ja przedrzeźniam wiatr. Wtedy wszystkim się wydaje, że się bawię, ale tak naprawdę robię to, bo mi za głośno w środku.
Spojrzeli na siebie uważnie. Jakby nagle zobaczyli w sobie nawzajem lustro.
– Jak masz na imię? – zapytał Jasio.
– Nie wiem jeszcze – odparł wilczek. – Nikt mi go nie zdążył powiedzieć. Możesz do mnie mówić… Mały Wilczek.
– A ja jestem Jasio.
Podali sobie łapę i rękę – trochę niezdarnie, ale bardzo poważnie.
A potem stało się coś zaskakującego. Z domu Jasia dobiegł płacz Hani:
– Łeeeee! Łeeee!
Mały Wilczek drgnął.
– Ojej, ojej, co to? – szepnął. – To brzmi jak…
– Jak niemowlę – westchnął Jasio. – To moja siostra.
W oczach Małego Wilczka pojawił się strach.
– Za głośno… – wychrypiał. – Za dużo dźwięków…
I zaczął wyć jeszcze głośniej:
– Auuuuuuuuuuuuuuuuuuu!!!
Jasio zatkał uszy.
– Przestań! – krzyknął. – Bo ja zwariuję!
– Ja też… – zaskomlał wilczek między wyciem. – Ale jak przestanę, to w środku będzie jeszcze gorzej…
I w tej chwili, w samym środku tego chaosu dźwięków, księżyc nagle schował się za chmurę. Las pociemniał, zrobiło się bardziej cicho.
Na chwilkę.
Jakby ktoś nacisnął malutki przycisk „pauza”.
– Ej… – Jasio wyciągnął rękę i delikatnie dotknął futerka Małego Wilczka. – A gdyby tak… zrobić przerwę? Na jedną, maleńką chwilkę?
Mały Wilczek łkał jeszcze ostatnim „auuu…”, ale udało mu się na moment zamilknąć.
– Jak… przerwę? – zapytał niepewnie.
– No, taką… – Jasio przyłożył palec do ust. – Ciszową. Tylko na trzy sekundy.
– Ale wtedy wszystko będzie za głośno w środku! – jęknął wilczek.
– To… spróbujmy zrobić coś dziwnego – powiedział Jasio. – Będziemy słuchać. Tylko słuchać. Nie płakać, nie wyć, nie krzyczeć. Przez trzy sekundy.
Jasio sam nie wiedział, skąd przyszedł mu do głowy ten pomysł. Może z przedszkola, gdzie pani nauczyła ich liczyć do trzech, kiedy robi się trudno. A może z serca.
– Dobra – sapnął Mały Wilczek. – Ale liczysz ty.
– Raz… – Jasio wziął głęboki oddech. – Dwa… Trzy…
Przez chwilę było… inaczej.
Płacz Hani gdzieś w tle stał się trochę cichszy, jakby za ścianą. Wycie Małego Wilczka zniknęło.
I nagle Jasio usłyszał coś, czego jeszcze nie słyszał nigdy tak wyraźnie.
Szum nocnego wiatru: szuuu… Cichy pisk nietoperza daleko w górze. Delikatne „tik-tik” kropli wody spadających z liści na ziemię.
– Słyszysz? – wyszeptał.
Mały Wilczek otworzył szeroko oczy.
– Co to?
– To… cisza – powiedział Jasio. – Ale w ciszy też są dźwięki. Takie malutkie. Miłe. Nie krzyczące.
Mały Wilczek nadstawił uszu.
– Słyszę… – szepnął. – Słyszę twoje oddychanie.
Jasio parsknął śmiechem.
– No, bo oddycham.
– To… jest miłe – powiedział wilczek zaskoczony. – Nie jest za głośne.
Jasio mruknął:
– Może jest taka… Piosenka Ciszy. Kiedy wszystko jest jeszcze, ale w środku robi się trochę spokojniej.
– Piosenka Ciszy… – powtórzył sennie Mały Wilczek, jakby próbował zapamiętać te słowa. – A znasz tę piosenkę?
– Jeszcze nie – przyznał Jasio. – Ale… mogę spróbować ją wymyślić.
I tak, siedząc obok siebie, mały chłopiec i Mały Wilczek po raz pierwszy posłuchali ciszy. Króciutko. Tylko przez trzy sekundy.
A potem Mały Wilczek wziął krótki oddech i… znów zawył. Tylko trochę ciszej:
– Au… auu…
A Hania w domu znowu zapiszczała.
Wszystko powróciło do zwykłego hałasu.
Ale Jasio wiedział już coś nowego. Że gdzieś pomiędzy tymi wszystkimi „łeee” i „auuu” da się wcisnąć choć małą, tyciuteńką Piosenkę Ciszy.
To był jego pierwszy mały sukces.
Następnej nocy Jasio znowu usłyszał z lasu:
– Auuuuuuuuuu!
I z domu:
– Łeeeee! Łeeee!
Tym razem nie zatykał od razu uszu. Usiadł na łóżku i pomyślał:
– Może pójdę do Małego Wilczka. Może razem wymyślimy jakąś lepszą Piosenkę Ciszy.
Wsunął stopy w kalosze, nacisnął klamkę i znów wymknął się na dwór.
W lesie, przy tej samej starej sośnie, Mały Wilczek krążył w kółko, wciąż zawodząc:
– Auuuuuuu… Boję się… auuuu…
– Hej! – zawołał Jasio. – To znowu ja!
– Jasio! – futerko wilczka aż zadrżało z radości. – Myślałem, że już nie przyjdziesz.
– Przyszedłem, bo… też nie wytrzymuję tego hałasu – przyznał chłopiec. – Ale pamiętasz? Wczoraj na chwilę nam się udało.
– Ach, ta twoja Piosenka Ciszy… – mruknął Mały Wilczek. – Fajna była. Ale trwała za krótko!
Jasio przygryzł wargę.
– To może ją… rozciągniemy?
– Jak gumę? – ożywił się wilczek.
– Trochę jak gumę. Najpierw było tylko liczenie do trzech. A gdyby tak… policzyć do pięciu? Potem do dziesięciu?
Mały Wilczek zamrugał.
– Ale to strasznie długo!
– Nie musimy od razu – wyjaśnił Jasio. – Możemy małymi kawałkami. Najpierw do trzech, potem przerwa, potem znowu.
Wilczek zamyślił się.
– A możemy dodać do tej piosenki jakieś ruchy? No wiesz, jak w przedszkolu?
Jasio się uśmiechnął.
– Pewnie! Będzie to… Piosenka Ciszy z Ruchami.
Chłopiec wstał, poprawił zielony sweter i zaczął wymyślać:
– Dobrze. Kiedy jest bardzo głośno…
- Kładziemy sobie rękę na brzuchu i słuchamy, jak oddychamy.
- Patrzymy na jedną rzecz przed nami: może to być drzewo, kamień, liść.
- Liczymy powoli do trzech.
– Raz… – powiedział Jasio, kładąc rękę na brzuchu. – Dwa… – wziął delikatny wdech. – Trzy… – wypuścił powoli powietrze.
– I co potem? – dopytywał wilczek.
– Potem możemy cicho zanucić – nie głośno, tylko tak, żeby poczuć w środku wibrację – Jasio zamknął oczy i zaśpiewał prawie bez dźwięku: – mmmmmmm…
Brzmiało to jak mruczenie kota, jak szum w drzewach.
Mały Wilczek też spróbował:
– Mmmmmmm… – i aż się roześmiał. – Ale dziwne! Czuję jakby mi się… futerko wewnętrzne uspokajało!
– Futerko wewnętrzne? – Jasio zachichotał.
– No tak, to takie futro w środku mnie. – Wilczek stuknął się łapką w pierś. – Jak jestem zdenerwowany, to ono się jeży. A jak robię „mmmmm”, to się kładzie.
– O! – Jasio zrobił wielkie oczy. – Ja też czasem czuję, że w środku mam jeża. Może to mój wewnętrzny jeż. I on się też kładzie, jak robi jak robię „mmmmmm”.
Mały Wilczek spojrzał na Jasia z zachwytem.
– To znaczy, że nie jestem popsuty? – zapytał cicho. – Że to wycie… to nie jest ze mną coś złego?
Jasio pokręcił głową tak mocno, że aż rude włosy zatańczyły.
– Nie. To znaczy, że twoje ciało próbuje sobie pomóc. Tylko czasem robi to za głośno.
Wilczek zamyślił się.
– Czyli… ja wyję, bo się boję. A ty krzyczysz i tupiesz, bo w środku masz za dużo dźwięków.
– Chyba tak – powiedział Jasio. – I Hania też płacze, bo jest mała i jeszcze nie umie powiedzieć: „Jest mi niewygodnie” albo „Chcę na ręce”.
Zapadła chwila ciszy. Tej dobrej.
– To co robimy, kiedy znów będzie bardzo głośno? – zapytał Mały Wilczek.
Jasio podrapał się po głowie.
– Myślę, że… możemy mieć plan. Taki prawdziwy, na trudne chwile.
– Plan! – ucieszył się wilczek. – Wilki lubią plany!
– Ja też – przyznał Jasio. – To będzie Plan na Głośne Chwile.
I narysował palcem na ziemi trzy kółka.
– Pierwsze kółko: Zauważam. – Drugie: Robię przerwę. – Trzecie: Proszę o pomoc.
– Zauważam… – powtórzył Mały Wilczek. – Czyli mówię: „O! Jest za głośno w środku!”
– Dokładnie – kiwnął głową Jasio. – Nie „jestem zły”, tylko „jest mi głośno”.
– Drugie kółko: przerwa! – wilczek aż podskoczył. – Liczenie, oddychanie, „mmmm”!
– Tak. Nawet jeśli to tylko trzy sekundy – dodał Jasio. – Trzy sekundy też się liczą.
– A trzecie? – zapytał wilczek ciszej.
Jasio spojrzał w stronę wioski, gdzie w jednym z okien paliło się ciepłe światło.
– Trzecie jest najtrudniejsze – powiedział. – To powiedzieć komuś dorosłemu: „Jest mi za głośno. Potrzebuję pomocy.”
Mały Wilczek spuścił uszy.
– A jak ktoś nakrzyczy?
Jasio wzruszył ramionami.
– Czasem dorośli też mają za głośno w środku. Wtedy zapominają o planach. Ale… oni też mogą się uczyć.
Wilczek długo milczał.
– Wiesz co? – powiedział w końcu. – Jak następnym razem będę wył, to spróbuję najpierw „mmmm”. A jak nie wyjdzie… to poszukam kogoś, kto mnie przytuli.
Jasio uśmiechnął się szeroko.
– A ja… jak Hania będzie płakać, to spróbuję nie przedrzeźniać. Najpierw zauważę. Potem przerwa. A potem pójdę do mamy i powiem: „Mamo, jest mi bardzo głośno. Czy mogę na chwilę do swojego pokoju?”
– To bardzo odważne – szepnął wilczek.
– Ty też jesteś odważny – odpowiedział Jasio. – Bo uczysz się słuchać, zamiast tylko wyć.
Księżyc znów wyjrzał zza chmury. Las rozjaśnił się srebrnym światłem.
– Jasiu? – zapytał Mały Wilczek sennym głosem.
– No?
– Jak kiedyś znów będzie mi bardzo trudno… mogę zawyć tak cichutko, żebyś wiedział, że to ja?
– Jasne – powiedział Jasio. – A ja wtedy przypomnę sobie o Piosence Ciszy.
Wilczek ułożył się pod sosną, zawinął ogon wokół łap i zamknął oczy.
– Dobranoc… – mruknął. – Dziękuję, że mnie usłyszałeś.
– Dobranoc – odpowiedział Jasio.
Wrócił do domu. Hania jeszcze pochlipywała, ale mama kołysała ją spokojnie. Jasio poczuł, jak w brzuchu pszczółki kręcą się już trochę wolniej.
Położył rękę na brzuchu. Wziął oddech.
– Raz… dwa… trzy…
I bardzo cicho, tylko dla siebie, zamruczał:
– Mmmmmmm…
To nie sprawiło, że świat nagle stał się cichy. Ale sprawiło, że Jasio wiedział, co zrobić, kiedy robi się za głośno.
A to wystarczyło. Na dziś.
Share: