Niezwykła historia jednorożca - Trening czystości
Bajka dla dziecka które moczy się w nocy i ma problem z podcieraniem się po toalecie. Przeznaczona dla przedszkolaków 3-5 lat uczących się samodzielności w łazience. Uczy techniki "składanej chorągiewki" do podcierania (od przodu do tyłu) oraz rytuału "Nocnego Dyżuru" - 3 kroków przed snem zapobiegających moczeniu nocnemu. Darmowa audiobajka o treningu czystości.
Kluczowe informacje
- Problem: Moczenie nocne i problem z podcieraniem się po toalecie
- Wiek: 3-5 lat (przedszkolaki)
- Rozwiązanie: Technika "składanej chorągiewki" (od przodu do tyłu) + rytuał "Nocnego Dyżuru" (3 kroki przed snem)
- Trening czystości
- 08 sty, 2026
Na środku ogromnej, złotej pustyni stał niezwykły stadion sportowy. Nazywał się Piaszczysty Stadion Tęczowych Gier. Były tam piaskowe bieżnie, boiska z miękkiego, ciepłego piasku, dmuchane bramki i kolorowe chorągiewki, które szumiały na wietrze jak morze.
Na tym stadionie trenował wyjątkowy sportowy jednorożec – Lila. Lila miała lśniącą białą sierść, fioletową grzywę z brokatem i tęczowy róg, który lekko świecił, kiedy była podekscytowana albo dumna z siebie. Kochała biegi przez wydmy, skoki przez piaskowe przeszkody i nocne wyścigi pod gwiazdami.
– Dziś znowu wygram nocny bieg przez wydmy! – powiedziała pewnego popołudnia, podskakując radośnie na czterech kopytkach.
Obok niej stał Trener Kaktus, wysoki, zielony kaktus w czerwonej czapce z daszkiem. Miał okulary przeciwsłoneczne i gwizdek, który nosił na szyi.
– Lila, jesteś szybka jak pustynny wiatr – pochwalił ją. – Ale pamiętaj, że prawdziwy mistrz dba nie tylko o biegi, ale też o… siebie.
Lila poczuła lekkie ukłucie w brzuchu. Był jeden temat, którego nie lubiła.
Bo chociaż była bardzo szybka i odważna na stadionie, miała dwa sekrety, o których wstydziła się mówić:
-
Po skorzystaniu z pustynnej toalety… wcale nie umiała dobrze się podetrzeć. Papier toaletowy plątał jej się w kopytkach, czasem rwał na kawałeczki, a ona nie była pewna, w którą stronę powinna wycierać.
-
Nocą, kiedy wszyscy spali, jej łóżko w małym namiocie przy stadionie… czasem robiło się mokre. Lila bardzo się wtedy smuciła. Przykrywała mokrą plamę piaskiem albo kocem i liczyła, że nikt nie zauważy.
– Jestem przecież duża… powinnam umieć to robić sama – myślała ze spuszczoną głową.
Mimo to na boisku udawała, że wszystko jest w porządku. Śmiała się głośno, biegała szybko, a kiedy po treningu inne jednorożce i wielbłądy mówiły:
– Idziemy do oazy, do toalety! – Lila odpowiadała: – Ee… ja pójdę później!
Tak naprawdę bała się, że ktoś zobaczy, jak niezgrabnie radzi sobie z papierem, albo że poczuje zapach, kiedy nie wytrze się dobrze.
Tego dnia wieczorem miały się odbyć Wielkie Nocne Zawody Przez Wydmy. Cała pustynia już o tym mówiła. W powietrzu unosił się zapach pieczonych daktyli, a piasek mienił się jak złoty brokat.
Lila powinna być szczęśliwa – w końcu uwielbiała zawody – ale coś ściskało ją w środku. Noc. Długi bieg. Dużo wody do picia. Namiot. Łóżko.
– Lila? – Trener Kaktus przyjrzał jej się uważnie. – Wszystko w porządku?
– T-tak – odpowiedziała szybko. – Jestem gotowa na bieg!
Ale w środku wcale się tak nie czuła.
Kiedy zapadł zmierzch, stadion rozbłysnął setkami małych lampek jak gwiazdy. Na trybunach usiadły surykatki, lisy fenki, żółwie pustynne, a nawet kilka gwiazd spadło z nieba, żeby popatrzeć z chmurek.
– Zawodnicy na start! – zawołał głośno Trener Kaktus, dmuchając w gwizdek.
Lila stanęła na linii startu obok swoich przyjaciół: wielbłądzicy Zary i gepardka Mii.
– Powodzenia! – uśmiechnęła się Zara. – Po biegu idziemy świętować do oazy!
– Jestem taka spragniona, wypiję chyba cały dzban wody – zaśmiała się Mia.
Lila przełknęła ślinę. Przypomniała sobie o wszystkim naraz: o piciu, o nocy, o łóżku.
– Gotowi… start! – Fiuuu! – gwizdek przeciął powietrze.
Lila ruszyła jak strzała. Biegła przez miękki piasek, przeskakiwała przez małe wydmy, mijała dwa kaktusy i wielki głaz w kształcie serca. Czuła, jak w wiatr rozwiewa jej grzywę. Na chwilę zapomniała o wszystkim.
Ale po kilku okrążeniach poczuła coś jeszcze – znajome, niemiłe uczucie w brzuszku i pęcherzu.
– O nie… teraz nie… – pomyślała z paniką.
Starała się biec dalej, ale im bardziej próbowała o tym nie myśleć, tym bardziej jej się chciało. Zaczęła zwalniać.
– Lila, przyspiesz! – wołał z trybun Trener Kaktus. – Dasz radę!
Lila gryzła wargę. W końcu w połowie biegu po prostu nie wytrzymała. Zatrzymała się za dużą wydmą, myśląc, że nikt jej nie widzi. Ale bieg już trwał, a czas leciał.
Po chwili wróciła na trasę, ale czuła się dziwnie. Miała mokry piasek pod kopytkami. Szybko dobiegła do mety, ale… nie pierwsza. Nawet nie druga.
– Lila? – Zara podeszła zaciekawiona. – Co się stało? Zwykle jesteś pierwsza!
Lila chciała coś odpowiedzieć, ale wtedy między kopytkami poczuła… niedokładnie wytartą skórę i piasek, który się przyklejał. Zrobiło jej się gorąco ze wstydu.
Po zawodach wszyscy pobiegli do oazy świętować. Oaza była magiczna – w środku znajdowała się Pustynna Toaletowa Oaza: czyste, kolorowe toalety, małe prysznice z wodą, umywalki z pachnącym mydłem i miękkie ręczniki.
Lila stanęła przed wejściem. W środku słyszała śmiech innych.
– Chodź, Lila! – wołała Mia. – Tu są piękne lustra, można poprawić grzywę po biegu!
– Zaraz… przyjdę później – odpowiedziała cicho.
Zamiast wejść, pobiegła do swojego namiotu. Schowała się pod kocem.
– Dlaczego wszyscy potrafią sobie radzić, a ja nie? – pomyślała, a w oczach zakręciły jej się łzy.
Pierwsza próba Liliny polegała na tym, że starała się udawać, że problemu nie ma i unikać pustynnej oazy. Ale skończyło się to jeszcze większym kłopotem i wielkim zawstydzeniem.
W nocy było jeszcze gorzej. Lila była tak zmęczona po biegu i tak smutna, że prawie od razu zasnęła – nie poszła do toalety przed snem. Śniło jej się, że biegnie przez wodną wydmę, a piasek zamienia się w fale. Kiedy nad ranem się obudziła, poczuła chłód pod swoim brzuchem.
– Nie… znowu… – wyszeptała.
Jej łóżko było mokre. Tym razem bardziej niż zwykle. Słońce dopiero wstawało, a stadion był jeszcze pusty, ale Lila czuła, jakby całe niebo patrzyło na nią.
Próbowała przykryć mokre miejsce kocem. Wzięła trochę piasku i rozsypała na plamie, ale to tylko zrobiło mokry bałagan.
Nagle usłyszała znajomy, miękki głos:
– Widzę, że ktoś ma ciężką nocną zmianę w swoim namiocie.
Lila podskoczyła i odwróciła się. W wejściu do namiotu stała Pustynna Pielęgniarka Fenka, drobna lisica o wielkich uszach i delikatnym uśmiechu. Miała na sobie jasnoniebieski fartuch z naszywką w kształcie kaktusa i małą latarkę na szyi.
– Ja… to… – Lila zacisnęła oczy. – Przepraszam! Ja nie chciałam! Ja… jestem już duża… a łóżko jest mokre… i… i… – słowa uwięzły jej w gardle.
Pielęgniarka Fenka nie śmiała się. Usiadła obok i spokojnie powiedziała:
– Lila, dyżur nocny w pustynnej oazie to moja specjalność. Wiesz, ile mokrych łóżek już widziałam?
– Dwa? – pisnęła niepewnie Lila.
– O wiele, wiele więcej – uśmiechnęła się Fenka. – I wiesz co? To się zdarza nawet bardzo dzielnym sportowym jednorożcom.
Lila otworzyła oczy.
– Naprawdę?
– Naprawdę. I wiesz, z czym jeszcze pomagam? – Z czym? – wyszeptała Lila.
– Z tajemniczą sztuką… pustynnej toalety.
Serce Lili zabiło mocniej. Może… może nie musi być z tym sama?
Pielęgniarka Fenka zaprosiła Lilę do Pustynnej Toaletowej Oazy wcześnie rano, kiedy inni jeszcze spali. Oaza była wtedy spokojna, słychać było tylko plusk wody i cichy śpiew piasku.
– Tu mamy nasze królewskie toalety – powiedziała Fenka, pokazując na rząd małych, czystych kabin z kolorowymi drzwiami. Na jednych były gwiazdki, na innych kaktusy, na kolejnych – chmurki.
Wybrały kabinę z gwiazdkami. W środku było jasno i przytulnie. Na ścianie wisiała mała tabliczka z obrazkami – krok po kroku, jak korzystać z toalety.
– Lila – zaczęła Fenka – powiedz mi szczerze: czy ktoś kiedyś dokładnie pokazał ci, jak się podcierać?
Lila zawahała się.
– Eee… nie do końca. Wszyscy mówili: „No wiesz, jak duzi to robią” albo „Po prostu zrób to porządnie”. Ale nikt nie pokazał mi krok po kroku.
– O widzisz – pokiwała głową Fenka. – To trochę tak, jakby ktoś ci powiedział: „Biegnij maraton przez wydmy”, ale nie pokazał, jak się rozgrzać i jak oddychać. – To byłoby trudne – przyznała Lila.
– No właśnie. Więc dziś zrobimy to tak, jak robisz trening: powoli, spokojnie, krok po kroku. A potem będziesz sobie ćwiczyć, aż staniesz się mistrzynią toalety.
Lila zamrugała.
– Mistrzynią… toalety?
– Dokładnie tak – uśmiechnęła się Fenka. – Zawody to jedno, ale tu, w oazie, też można zostać mistrzem.
Fenka wyjęła rolkę miękkiego papieru.
– Zaczniemy od składania papieru. Widzisz, możesz go używać na dwa sposoby. Najpierw – pokazała – nie zginać, tylko odrywać dużo małych kawałków. Spróbuj.
Lila spróbowała. Odrywała kawałek po kawałku.
– I jak? – zapytała Fenka.
– Dużo tego… i trochę mi się plącze między kopytkami – przyznała Lila.
– Właśnie. To jest pierwszy sposób. Niby działa, ale łatwo o bałagan, łatwo się pobrudzić, czasem można nawet niechcący dotknąć skóry – powiedziała spokojnie Fenka. – Spróbujemy inaczej.
– Czyli… jest lepszy sposób? – zapytała z nadzieją Lila.
– Tak. To sposób mistrzów. Nazywam go „Składana Tęczowa Chorągiewka”. Odrywasz odpowiednio długi pasek, mniej więcej tyle – pokazała Fenka – a potem składasz go w kostkę.
Pielęgniarka powoli składała papier: raz, drugi, trzeci. Powstał mały, poręczny kwadracik.
– Spróbuj – zachęciła.
Lila ostrożnie odwinęła papier, odmierzyła odpowiednią długość i zaczęła składać. Raz. Drugi. Trzeci.
– O! – ucieszyła się. – To naprawdę przypomina małą chorągiewkę z papieru!
– Właśnie. Taką chorągiewkę mistrz trzyma w kopytku – powiedziała Fenka. – A teraz najważniejsze: kierunek.
Na ścianie Fenka powiesiła rysunek: małego jednorożca od tyłu, z narysowanymi strzałkami.
– Kiedy się podcierasz, zawsze zaczynasz od przodu do tyłu. To tak, jakbyś jechała saneczkami w dół wydmy: od brzuszka w stronę ogonka. – Od przodu do tyłu… – powtórzyła cicho Lila.
– Nigdy odwrotnie – od tyłu do przodu – bo wtedy brudne drobinki mogą powędrować tam, gdzie ich nie chcemy, i zrobić nam ała – wyjaśniła miękko Fenka.
Przećwiczyły to kilka razy na zabawkowym pluszowym jednorożcu, który siedział na małym plastikowym sedesie. Lila śmiała się, kiedy papier zahaczał o ogonek pluszaka.
– A teraz ty spróbujesz sama – powiedziała Fenka. – Jestem obok, ale następne kroki zrobisz już samodzielnie.
Lila spróbowała. Odgryzła – to znaczy odwinęła – odpowiednią ilość papieru, złożyła w kostkę, pamiętała o kierunku. Czuła się trochę niepewnie, ale też… odrobinę dumna.
– Świetnie! – pochwaliła ją Fenka. – A potem zawsze: sprawdzasz, czy papier jest już czysty. Jeśli nie – bierzesz nową chorągiewkę. I dopiero gdy ostatni papier jest czysty – kończysz.
– I wtedy myję kopytka! – dodała Lila.
– Dokładnie. To ostatni krok mistrza.
Po całej lekcji Lila wyszła z kabiny trochę zmęczona, ale zadowolona.
– Myślę, że już umiem! – powiedziała z błyskiem w oku.
– To była pierwsza prawdziwa próba – uśmiechnęła się Fenka. – A teraz zobaczymy, jak poradzisz sobie w ciągu dnia.
Lila była przekonana, że teraz wszystko będzie idealne. Przez cały dzień ćwiczyła. Za każdym razem, kiedy szła do toalety, przypominała sobie:
– Chorągiewka. Od przodu do tyłu. Spokój. Bez pośpiechu.
I szło jej naprawdę dobrze.
Ale kiedy nadeszła noc… pojawiła się drugą trudność – łóżko.
Pielęgniarka Fenka dała jej kilka rad:
– Zanim pójdziesz spać, koniecznie odwiedź toaletę, nawet jeśli nie czujesz bardzo, że ci się chce. – Spróbuj wypić ostatnią wodę trochę wcześniej, a tuż przed snem tylko mały łyczek. – I możesz sobie powiedzieć w głowie: „Mój brzuszek i pęcherz wiedzą, że w nocy chcemy spać. Obudzicie mnie, gdy będzie potrzeba”.
Lila przytaknęła.
– Dobrze. Zrobię wszystko idealnie – zdecydowała.
Wieczorem jednak tak bardzo chciała pobawić się z przyjaciółmi po treningu, że zapomniała
Wieczorem Lila bawiła się tak wesoło, że naprawdę zapomniała o toalecie. A kiedy już leżała w namiocie, było jej tak miło i ciepło, że pomyślała:
— Eee… pójdę jutro…
Wtedy w wejściu pojawiła się Pielęgniarka Fenka z latarką.
— Widzę, że ktoś chce pójść spać bez odprawy dyżuru — powiedziała łagodnie. — A wiesz, co robią mistrzowie? Mają krótką listę.
Wyjęła małą tabliczkę z trzema obrazkami:
Toaleta (mała muszelka)
Chorągiewka (złożony papier)
Łóżko (kocyk)
— To jest „Nocny Dyżur” — wyjaśniła. — Trzy kroki. Zawsze w tej kolejności. Nawet, gdy się nie chce.
Lila przewróciła oczami.
— Ale ja już prawie śpię…
— Tym bardziej — uśmiechnęła się Fenka. — Półśpiący mistrz też może zrobić trzy kroki. Chodź.
Poszły do oazy. Było cicho, jakby piasek szeptał: sssss… spokojnie…
Lila usiadła w kabinie z gwiazdkami. Fenka przypomniała:
— Najpierw chorągiewka: odrywasz pasek… składasz na trzy… i powstaje miękki kwadracik.
Lila zrobiła to wolno. Raz. Drugi. Trzeci.
— A teraz kierunek — dodała Fenka i pokazała palcem strzałkę na tabliczce. — Od przodu do tyłu, jak zjeżdżanie po wydmie w stronę ogonka.
Lila wykonała ruch delikatnie. Potem jeszcze raz, nową chorągiewką, aż papier był czysty.
— Udało się — powiedziała cicho, trochę dumna.
— I właśnie o to chodzi — szepnęła Fenka. — Nie szybko. Tylko spokojnie i dobrze.
Gdy wróciły do namiotu, Lila spojrzała na swój bidon.
— Ale ja jestem spragniona…
— Jeden mały łyczek — zgodziła się Fenka. — A potem pęcherz dostaje wiadomość.
— Jaką wiadomość? — zdziwiła się Lila.
Fenka dotknęła delikatnie brzucha Lili (tak jak sprawdza się, czy kocyk jest dobrze ułożony).
— Taką: „Drogi Pęcherzu, teraz jest noc. Jeśli będziesz potrzebował toalety, obudź Lilę delikatnie.”
Lila spróbowała powiedzieć to w myślach. Brzmiało trochę śmiesznie… ale też uspokajająco.
— A jeśli i tak się nie uda? — wyszeptała.
— Wtedy robimy to, co robią dyżurne bohaterki — powiedziała Fenka. — Bez wstydu. Zmieniamy. Myjemy. I wracamy spać. Bo nocne wpadki nie mówią: „jesteś zła”. One mówią: „jeszcze się uczę”.
Lila przytuliła kocyk.
— To ja się uczę — powiedziała.
— Dokładnie — uśmiechnęła się Fenka. — Jednego uczysz się rękami (chorągiewka), a drugiego uczy się ciało (noc).
Rano słońce wstało miękko jak naleśnik. Lila otworzyła oczy i… poczuła suchość.
— O! — szepnęła, a róg zaświecił jej odrobinkę.
Pobiegła do oazy i zobaczyła na tabliczce trzy obrazki. Uśmiechnęła się szeroko.
W tym samym dniu zdarzyło się jeszcze coś ważniejszego: gdy poszła do toalety po treningu, nie uciekła. Zrobiła chorągiewkę. Pamiętała kierunek. Sprawdziła. Umyła kopytka.
I choć następnej nocy mogło się zdarzyć różnie… Lila już wiedziała:
Nie musi być idealnie. Wystarczy robić Nocny Dyżur. Trzy kroki. Codziennie.
A wtedy pustynna oaza staje się miejscem mocy, nie wstydu.
Share: