Historia robota Rysia - Lęk wycofanie
Bajka dla dziecka które nie lubi zmian i ma trudności z przebieraniem się. Przeznaczona dla dzieci 4-6 lat, które reagują złością na nieoczekiwane sytuacje i chcą, by wszystko było "po ich myśli". Audiobajka o radzeniu sobie ze zmianami uczy techniki głębokiego oddechu i akceptacji nowych sytuacji. Idealna dla przedszkolaka z trudnościami adaptacyjnymi.
Kluczowe informacje
- Problem: Nie lubi zmian i przebierania się - wybuchy złości gdy coś jest inaczej niż planował
- Wiek: 4-6 lat (przedszkolaki)
- Rozwiązanie: Technika głębokiego oddechu i samodzielnego wyboru w obliczu zmiany
- Lęk wycofanie
- 05 sty, 2026
Poradnik dla rodziców: Lęk i wycofanie u dziecka
W pewnym małym pokoiku, pełnym kabli, pluszaków i klocków, mieszkał sobie pięcioletni robot Ryś. Miał okrągłą głowę, świecące niebieskie oczy i ekran na brzuszku, który zmieniał kolor, gdy zmieniał się jego nastrój.
Tego wieczoru ekran migał na czerwono.
– Ryśku, czas na piżamkę – powiedziała spokojnie Mama-Robotka, podając mu miękką, kosmiczną piżamę w rakiety.
– Nieee! – zapiszczał Ryś metalicznym głosikiem. – Ja chcę być w mojej dziennej bluzce!
– Kochanie, w tej piżamie będzie ci wygodniej spać – dodał Tata-Robot, podając mu malutkie, srebrne spodenki.
Ryś skrzywił się, jak tylko robot potrafi: jego ekran zrobił się jeszcze bardziej czerwony, uszy-antenki stanęły dęba.
– Nie lubię się przebierać! – tupnął małą, magnetyczną stopą. – Chcę tak jak jest!
Po chwili rozległo się cichutkie „PING!” – znak, że jego system zaczyna się przegrzewać. To znaczy, że zaraz będzie bardzo, bardzo zły.
Mama-Robotka uklękła obok niego.
– Widzę, że jesteś zdenerwowany – powiedziała łagodnie. – Możesz mi powiedzieć, czego się boisz w przebieraniu?
Ryś zmarszczył metalowe czoło.
– Bo… wtedy wszystko jest inne. Ubranie inne. A ja nie chcę inaczej! – w jego głosie było trochę złości, a trochę smutku.
Tata-Robot westchnął.
– A jutro w przedszkolu też będzie przebieranie – przypomniał. – Na zajęcia sportowe.
Na słowo „przedszkole” ekran Rysia zamigotał. Przedszkole było fajne, ale trudne. Byli tam inni mali robocicy i dzieci, a oni czasem robili coś… inaczej niż Ryś. Budowali inne wieże z klocków. Nie chcieli się zawsze bawić tak, jak on wymyślił. A kiedy nie chcieli, Ryś potrafił tak się zezłościć, że chciało mu się krzyczeć.
– Oni nie słuchają mojego planu – mówił często. – A jak nie jest po mojemu, to ja… już nie chcę wcale!
Tego wieczoru było podobnie. Nie chciał piżamy. Nie chciał, żeby było inaczej.
Ale w końcu, po długich negocjacjach i obietnicy, że będzie dodatkowa bajka na dobranoc, Ryś mruknął:
– No dobrze… ale tylko dziś.
Pozwolił się przebrać w piżamkę. Trochę marudził, ale w końcu leżał już w łóżku. Mama i Tata zgasiły światło, zostawiając tylko malutką, błękitną lampkę w kształcie rybki.
– Dobranoc, Rysiu – szepnęła Mama. – Śpij spokojnie. – Dobranoc, synku – dodał Tata. – Niech ci się przyśni coś miłego.
Drzwi się cicho zamknęły, a w pokoju zrobiło się półciemno. Ryś westchnął. Jego ekran powoli zmienił kolor z czerwonego na pomarańczowy. Może nawet odrobinę żółty.
– Jutro znowu będzie przebieranie… – pomyślał. – I znowu dzieci nie będą chciały się bawić tak, jak ja chcę…
Jego metalowe powieki zaczęły się robić ciężkie.
I wtedy stało się coś dziwnego.
Bąbelek, który wszystko zmienił
Tuż obok łóżka Rysia, prosto z podłogi, wynurzył się… bąbelek. Najpierw był malutki, jak kropla wody, potem coraz większy, aż zrobił się jak wielki, przezroczysty balon.
– Plu-bu-bup! – odezwał się cichutko.
Ryś uchylił jedno oko.
– Kto tam? – zapytał, przyciągając do siebie kołdrę.
Bąbelek zaświecił na błękitno, zupełnie jak lampka-rybka.
– Jestem Senny Bąbelek – odpowiedział głos, który brzmiał jak pluskanie w wannie. – Przyszedłem po ciebie.
– Po mnie? – Ryś usiadł na łóżku. – Ale… ja śpię. Chyba.
– Właśnie dlatego! – zaśmiał się Bąbelek. – Zabieram cię na nocną wyprawę. Pod wodę. Do krainy, gdzie rzeczy dzieją się trochę… inaczej.
Ryś zmrużył oczy.
– Nie lubię jak jest inaczej – warknął odruchowo.
Bąbelek zamigotał.
– A jeśli „inaczej” może być ciekawe? I pomaga się nie złościć, kiedy coś nie idzie po twojej myśli?
Ryś chciał powiedzieć „nie”, ale w środku poczuł lekkie łaskotanie ciekawości. Czasem, kiedy był bardzo, bardzo ciekawy, jego ekran na brzuszku robił się zielonkawy.
I właśnie teraz lekko pojaśniał na zielono.
– Tylko na chwilkę… – mruknął. – I wrócę przed śniadaniem?
– Zanim twój budzik powie „DING!” – obiecał Bąbelek. – Gotowy?
Zanim Ryś zdążył odpowiedzieć, Bąbelek otworzył się jak mydlana bańka. Łóżko z Rysiem zaczęło lekko opadać… Opadać… Opadać…
Aż wreszcie – chlup! – wszystko zanurzyło się w miękkiej, ciepłej wodzie.
Podwodny świat, gdzie pływają… skarpetki?
Ryś rozejrzał się dookoła. Był wciąż w swoim łóżku, w tej samej piżamce w rakiety, ale cały pokój zmienił się w ogromne, wodne akwarium. Po suficie pływały… gwiazdy. Po ścianach sunęły kolorowe ryby. A obok jego łóżka przepływały… skarpetki.
– Hej! To moje skarpetki z przedszkola! – zawołał. – Czemu one pływają w wodzie?
Jedna zielona skarpetka pomachała mu końcówką.
– Bo pod wodą wszystko jest inaczej! – zachichotała. – Nie martw się, nie śmierdzimy! W wodzie pachniemy jak świeże algi!
Ryś aż parsknął śmiechem. Ekran na jego brzuszku zrobił się jasnożółty.
– A ty chodź za mną – odezwał się Senny Bąbelek, który teraz przypominał małą, świetlistą meduzę. – Pora poznać twoich nowych… starych przyjaciół.
– Jak to – nowych… starych? – zdziwił się Ryś.
Ale zanim zdążył dopytać, z głębi wodnego pokoju wypłynęło troje dziwnych mieszkańców.
Trójka wodnych przyjaciół
Pierwsza podpłynęła Nura – jasnoniebieska rybka o dużych, ciepłych oczach i płetwach w kształcie skrzydełek. Obok niej kręcił się wirując Hops – żółty konik morski, zawsze w ruchu, zawsze skaczący, jakby był z gumy. A za nimi, nieco wolniej, sunął potężny, ale łagodny Żółw Falo – miał na skorupie namalowane światełka jak na robotach.
– Cześć, Rysiu! – zawołała Nura. – Wreszcie się spotykamy!
– My znamy twoje fochy – dodał Hops z figlarnym uśmieszkiem. – To znaczy… twoje „nie chcę!”, „nie tak!”, „nie teraz!”.
Ryś poczuł, jak jego ekran znowu leciutko przyciemnia się do pomarańczu.
– Skąd… wy to wiecie? – zapytał, trochę zawstydzony.
Żółw Falo uśmiechnął się spokojnie.
– Do naszej podwodnej krainy spływają wszystkie twoje uczucia – wyjaśnił. – Zwłaszcza te, z którymi jest ci trudno. Twoja złość, twój bunt, twoje „nie lubię zmian”.
– O, o, o! – wtrącił Hops. – I wtedy woda robi się czerwona, aż szczypie w oczy!
Nura pokiwała głową.
– Dlatego cię tu zaprosiliśmy – powiedziała łagodnie. – Żebyśmy razem nauczyli się, jak tę wodę uspokajać.
Ryś zamrugał.
– Wodę… czy mnie?
– Ciebie – odpowiedzieli wszyscy naraz.
Przez chwilę panowała cisza. Tylko malutkie bąbelki unosiły się do góry, jak ciche chichoty.
Wtedy Senny Bąbelek wyszeptał:
– Ale pamiętaj, Rysiu… pod wodą nie wszystko będzie tak, jak zaplanujesz. Tu rzeczy lubią dziać się… inaczej.
Ryś poczuł, jak jego antenki lekko się napinają.
– Czyli… nie po mojemu? – spytał ostrożnie.
Nura spojrzała mu prosto w oczy.
– Nie zawsze po twojemu. Ale może być… po naszemu. Razem.
Tu właśnie w opowieści wydarzy się coś ważnego, ale… Zanim do tego dojdzie, pod wodą musi się trochę porobić zamieszania.
Plan Rysia (który się rozsypał)
– Skoro mam się uczyć, jak się nie złościć, kiedy coś idzie inaczej – powiedział Ryś, prostując się na łóżku, które zaczęło dryfować jak mała łódka – to najpierw zrobimy plan!
Jego ekran zaświecił na zielono. Kiedy Ryś robił plany, czuł się bardzo, bardzo pewnie.
– Dobrze! – zawołał Hops. – Uwielbiam plany!
– Ale pamiętaj, że tu woda też ma swoje pomysły – mruknął z uśmiechem Żółw Falo.
Ryś udawał, że nie słyszy.
– Punkt pierwszy! – oznajmił. – Najpierw będziemy tylko pływać spokojnie. Nikt nie będzie mnie dotykał, nikt mnie nie będzie przebierał, nic nie będzie się zmieniało.
– Hm… – Nura spojrzała znacząco na Bąbelka.
– Punkt drugi! – ciągnął Ryś. – Potem zbudujemy razem wielki podwodny zamek z muszelek. Ale dokładnie tak, jak ja powiem.
– Aj, aj, kapitanie! – zasalutował Hops, ale jego oczka błysnęły psotnie.
– Punkt trzeci! – Ryś już prawie się uśmiechał. – Na końcu zatańczymy taniec bąbelków, który ja wymyślę. Ja! Ja będę wymyślał. Umowa?
Przyjaciele popatrzyli po sobie.
Nura odezwała się pierwsza:
– A co, jeśli w trakcie plan się trochę zmieni?
– To się zdenerwuję! – wypalił Ryś szczerze.
Zapadła chwila ciszy.
– No to chodźmy pływać – powiedział w końcu Żółw Falo. – Zobaczymy, co nam woda podpowie.
Pierwsza niespodzianka: podwodna szatnia
Pod wodą pływanie było trochę jak unoszenie się na miękkim obłoku. Łóżko Rysia zamieniło się w małą łódeczkę z poduszek, a on sam – choć nadal w piżamce – zaczął czuć coś bardzo dziwnego.
– Ej… ja… chyba… płynę! – roześmiał się zaskoczony.
– No jasne! – zawołał Hops, robiąc fikołki. – Witaj w wodnym świecie!
Nagle przed nimi wyrósł ogromny budynek z meduz, glonów i starych muszelek. Na drzwiach wisiał napis:
PODWODNA SZATNIA – PRZEBIERALNIA DLA GOŚCI
Ryś zmarszczył czoło.
– Przebieralnia?! – jego ekran znowu przyciemniał. – Mieliśmy tylko pływać…
Nura podfrunęła do napisu.
– W wodzie każdy ma swój strój do pływania – wyjaśniła. – Dzięki temu jest mu wygodniej i milej.
– Ja już mam piżamę! – obruszył się Ryś, przytrzymując swoją kosmiczną koszulkę. – Nie chcę nic zmieniać!
W tym momencie zdarzyło się coś, co trochę trudno opisać. Jakby woda na chwilę przestała płynąć tak, jak zwykle. Jakby coś się zatrzymało w środku Rysia.
Można by tu opowiedzieć dokładnie, co pomyślał, jakie obrazy przewinęły mu się w głowie, kogo sobie przypomniał… Ale może lepiej, jeśli dziecko, które słucha tej historii, samo na chwilę się zastanowi:
A ty? Jak się czujesz, kiedy ktoś mówi: „Trzeba się przebrać”? Co myślisz w środku? Co mówi twoje ciałko – brzuch, rączki, buzia?
Może właśnie takie coś poczuł teraz Ryś.
Bo po chwili jego głos stał się cichszy.
– Ja… nie lubię, jak ktoś mnie rozbiera i ubiera. To takie… dziwne. – Dziwne, bo inne? – zapytał spokojnie Żółw Falo. – I bo wtedy nie mam kontroli – mruknął Ryś. – Jak mi jest dobrze, to nie chcę zmieniać. Bo co, jeśli potem będzie gorzej?
Nura podsunęła się bliżej.
– A co, jeśli będzie… inaczej, ale dobrze? – spytała.
Ryś nie odpowiedział. Ekran na jego brzuszku migał między pomarańczowym a żółtym.
Żółw Falo westchnął.
– Rysiu, zrobimy tak – zaproponował. – Możesz zostać w piżamce i spróbować pływać. Zobaczysz, jak ci będzie. Albo możesz założyć miękki, wodny skafander. Jest jak uścisk od wody – pomaga się nie stresować. Wybór należy do ciebie.
Ryś spojrzał na Nura, na Hopsa, na Falo. Potem na drzwi z napisem „Przebieralnia”.
I wtedy stało się coś, czego… nie opowiemy w całości. Powiem tylko, że Ryś:
- Najpierw bardzo mocno zacisnął piąstki.
- Potem wziął głęboki wdech.
- A potem… zrobił jeszcze coś trzeciego.
Możesz się teraz domyślić, co to było.
Share: