Piracka opowieść o spokoju na morzu - Lęk wycofanie
Bajka dla dziecka które nie lubi hałasu i tłumu, przeznaczona dla przedszkolaków 3-6 lat. Audiobajka o lęku i wycofaniu społecznym pomaga wrażliwym dzieciom, które czują się przytłoczone w głośnym otoczeniu. Uczy techniki oddychania do trzech, mantry uspokajającej oraz akceptacji potrzeby wycofania się i szukania ciszy.
Kluczowe informacje
- Problem: Dziecko unika hałasu i tłumu - wycofuje się w przedszkolu
- Wiek: 3-6 lat (przedszkolaki)
- Rozwiązanie: Technika oddychania do trzech + mantra uspokajająca „Jestem bezpieczna, mam swój spokój"
- Lęk wycofanie
- 05 sty, 2026
Poradnik dla rodziców: Lęk i wycofanie u dziecka
Na spokojnym morzu pływał piracki statek „Cicha Muszelka”. Mieszkała na nim piratka Pola, jej przyjaciel Tomek i kapitan Maja. Pola lubiła morze, skarby i patrzenie przez lunetę. Nie lubiła tylko jednej rzeczy – hałasu i tłumu. Kiedy było zbyt głośno, chowała się w swój cichy kącik przy burcie, obok skrzyni z muszelkami i kamyczkami.
Pewnego dnia kapitan Maja powiedziała:
– Płyniemy na Wyspę Spokojnych Fal. Podobno jest tam skarb dla piratów, którzy nie lubią hałasu.
– Brzmi fajnie… – szepnęła Pola. – Ale jak tam dopłyniemy?
– Musimy przepłynąć obok Zatoki Głośnych Statków – wyjaśniła kapitan. – Tam jest bardzo tłoczno i głośno. Pomogę ci, dobrze?
Kapitan pokazała Poli „piracki trik spokoju”:
– Wdech nosem, liczymy: raz, dwa, trzy… wydech ustami: raz, dwa, trzy…
Ćwiczyli razem na pokładzie: Pola, Tomek i Maja, aż Pola trochę się uspokoiła.
– A kiedy będzie mi za głośno? – zapytała Pola.
– Możesz wtedy powtarzać sobie w myślach albo na głos takie słowa – powiedziała kapitan. – To twoja piracka mantra:
„Jestem bezpieczna. Mam swój spokój. Mogę oddychać powoli.”
Pola powtórzyła cichutko:
– Jestem bezpieczna. Mam swój spokój. Mogę oddychać powoli.
Zatoka Głośnych Statków
Następnego dnia dopłynęli do Zatoki Głośnych Statków. Wszędzie były statki, śpiewy, krzyki, śmiech, bębny. Dla Poli – za dużo.
Jej serce biło szybko, oczy zrobiły się mokre.
– Polu, jestem obok – powiedziała kapitan. – Pamiętasz oddechy?
– Wdech… raz, dwa, trzy… – szepnął Tomek.
Pola wciągnęła powietrze nosem. – Wydech… raz, dwa, trzy… – dokończyła kapitan.
Wtedy Pola zaczęła szeptać do siebie:
– Jestem bezpieczna. Mam swój spokój. Mogę oddychać powoli…
Złapała Tomka za rękę i dotknęła rękawa kapitan Maji. Płynęli przez hałas, ale ona patrzyła tylko na ich twarze, na swoje dłonie, liczyła oddechy i powtarzała mantrę.
Po chwili krzyki stały się cichsze, bębny przestały dudnić. Zatoka została daleko za nimi.
– Udało się… – szepnęła Pola. – Przepłynęliśmy obok tego wszystkiego.
– Razem – powiedziała kapitan. – I nie musisz lubić hałasu. Masz swoje sposoby, żeby o siebie zadbać.
Wyspa Spokojnych Fal
Wkrótce zobaczyli Wyspę Spokojnych Fal. Fale były tam miękkie i ciche, mewy nie krzyczały, tylko jakby szeptały.
Na plaży znaleźli małą jaskinię. W środku była skrzynia, a na niej napis:
„Dla piratów, którzy potrzebują spokoju”.
W skrzyni nie było złota, tylko:
- miękkie zatyczki do uszu w kształcie muszelek,
- kocyk-ogona syrenki do przytulania,
- mała księga z obrazkami pokazującymi oddechy i sposoby na „za dużo hałasu”.
W środku księgi, na pierwszej stronie, było też zapisane to samo zdanie, które powtarzała Pola:
„Jestem bezpieczna. Mam swój spokój. Mogę oddychać powoli.”
– To twoje zaklęcie – powiedziała kapitan Maja. – Możesz je mówić zawsze, gdy jest za głośno albo za dużo wszystkiego.
Pola przytuliła kocyk i powiedziała:
– Lubię mój cichy kącik. I lubię, że nie jestem w tym sama.
Nowy piracki przyjaciel
Kiedy odpoczywali na wyspie, niedaleko brzegu zacumował inny mały statek. Zszedł z niego chłopiec w żółtej chuście. Miał zaczerwienione oczy i wyglądał na zmęczonego.
– Cześć… – powiedział nieśmiało. – Mam na imię Leon. Uciekłem na chwilę ze swojego statku. Tam jest zawsze głośno. Wszyscy krzyczą, śpiewają, wołają mnie naraz… W środku robi mi się tak… za dużo.
Pola spojrzała na niego ze zrozumieniem.
– Ja też tak mam – powiedziała cicho. – Też nie lubię hałasu i tłumu.
Leon usiadł na piasku.
– Wszyscy mówią, że jestem „dziwny pirat” – westchnął. – Bo wolę ciszej. Marzę o miejscu, gdzie jest spokojnie.
Pola rozejrzała się dookoła: ciche fale, miękki piasek, delikatny szum drzew.
– To jest właśnie takie miejsce – powiedziała. – Wyspa Spokojnych Fal. A ja… mam coś, co mi pomaga, kiedy jest „za dużo wszystkiego”. Chcesz, nauczę cię?
Leon niepewnie skinął głową.
– Najpierw oddechy – powiedziała Pola, tak jak kiedyś kapitan Maja. – Wdech nosem, liczymy do trzech… Potem wydech ustami, też do trzech. Spróbujemy?
Usiedli obok siebie. Tomek i kapitan Maja usiedli kawałek dalej, żeby dać im przestrzeń, ale wciąż blisko.
– Wdech nosem… raz, dwa, trzy… – powiedziała Pola.
Leon nabrał powietrza, trochę trzęsąc się z nerwów.
– Wydech ustami… raz, dwa, trzy… – dokończyła.
– Dziwnie, ale… trochę przyjemnie – przyznał Leon po chwili.
– A teraz moje zaklęcie – uśmiechnęła się Pola. – Możesz powtarzać je w myślach, gdy robi się za głośno.
Powiedziała powoli:
„Jestem bezpieczny. Mam swój spokój. Mogę oddychać powoli.”
Leon powtórzył nieśmiało:
– Jestem bezpieczny. Mam swój spokój. Mogę oddychać powoli…
– Możesz też powiedzieć „bezpieczna”, jeśli jesteś dziewczyną – dodała Pola – albo zmienić słowa, jak chcesz. To twoja mantra.
Leon odetchnął głębiej.
– Pierwszy raz ktoś mnie rozumie – powiedział cicho. – Myślałem, że tylko ja tak mam.
– Nie tylko ty – odparła Pola. – Ja też. I pewnie jeszcze wielu piratów na świecie.
Pobawiły się chwilę w milczeniu, budując cichy zamek z piasku – bez krzyków, bez pośpiechu.
Na koniec Leon spojrzał na Polę:
– Jak znowu będzie za głośno na moim statku… spróbuję tego zaklęcia. I oddechów.
– A ja będę o tobie pamiętać – powiedziała Pola. – I o tym, że są inni piraci, którzy wolą spokój.
Kapitan Maja uśmiechnęła się, patrząc na nich z daleka.
– To jest największy skarb – szepnęła do Tomka. – Nie sama skrzynia, tylko to, że Pola może teraz pomóc innym takim jak ona.
Od tej pory, gdy robiło się zbyt głośno, Pola:
- liczyła oddechy,
- powtarzała swoją mantrę,
- zakładała muszelkowe zatyczki,
- szukała swojego cichego miejsca,
- a czasem po prostu mówiła: „Dla mnie to za dużo, potrzebuję chwili spokoju”.
A gdzieś na innym statku Leon robił to samo:
- oddychał spokojnie,
- szeptał swoją wersję zaklęcia,
- i wiedział, że nie jest „dziwny” – po prostu potrzebuje więcej spokoju.
A „Cicha Muszelka” zawsze wiedziała, jak dopłynąć z powrotem na Wyspę Spokojnych Fal – w myślach Poli, Leona, i wszystkich piratów, którzy czasem mają „za dużo wszystkiego”.
Kiedy „Cicha Muszelka” wróciła z Wyspy Spokojnych Fal, nic na statku nie było inne… a jednak wszystko było trochę łatwiejsze.
Pola nadal nie lubiła hałasu. Nadal wolała jednego albo dwóch pirackich przyjaciół, zamiast całej, głośnej załogi. I nadal, gdy robiło się „za dużo”, jej serce biło szybciej.
Ale teraz wiedziała trzy rzeczy:
Nie musi być wszędzie i ze wszystkimi.
Może się wycofać i to jest w porządku.
Ma sposoby, które pomagają jej wrócić do spokoju.
Gdy na statku było zbyt tłoczno, Pola:
szła do swojego cichego kącika,
oddychała powoli,
szeptała swoją mantrę,
albo była tylko z Tomkiem albo kapitan Mają.
A kiedy później była wśród innych piratów-dzieci – takich jak w przedszkolu na lądzie – nie musiała od razu się bawić. Mogła patrzeć, siedzieć z boku, dołączyć dopiero wtedy, gdy była gotowa.
I czasem dołączała. A czasem nie. I obie te rzeczy były dobre.
Kapitan Maja powiedziała jej kiedyś cicho:
– Odwaga nie zawsze krzyczy. Czasem odwaga siedzi spokojnie i mówi: „To jest dla mnie za dużo. Teraz potrzebuję ciszy.”
Pola zapamiętała te słowa jak mapę.
Bo wiedziała już, że:
nie jest „dziwna”,
nie jest „zbyt cicha”,
nie musi się zmieniać.
Jest piratką, która czuje mocniej. A takie piratki potrzebują więcej spokoju… i trochę mniej hałasu.
A Wyspa Spokojnych Fal?
Zawsze była blisko. W jednym spokojnym oddechu
Share: