Historia Vikiego i Rakiety Spokoju - Bunt i wybuchy złości
Bajka dla dziecka które ma wybuchy złości i buntuje się przed snem. Dla przedszkolaków 3-6 lat, którzy krzyczą "NIE CHCĘ!" gdy słyszą polecenia. Audiobajka uczy techniki 3 przycisków spokoju: STOP, oddech i słowo-pomocnik "mały krok". Pomaga dziecku zrozumieć, że nie jest "zepsute" - tylko wrażliwe i potrzebuje czasu na naukę regulacji emocji.
Kluczowe informacje
- Problem: Wybuchy złości i bunt - dziecko krzyczy "NIE CHCĘ" gdy ma iść spać lub wykonać polecenie
- Wiek: 3-6 lat (przedszkolaki)
- Rozwiązanie: Technika 3 Przycisków Spokoju: STOP, Oddech Wiatraczka (wdech-wydech do 3), Słowo-pomocnik "Mały krok"
- Bunt i wybuchy złości
- 05 sty, 2026
Poradnik dla rodziców: Bunt i wybuchy złości u dziecka
Na samym końcu mlecznej drogi, tam, gdzie gwiazdy mrugają jak nocne lampki w dziecięcym pokoju, wisiała wielka Stacja Kosmiczna „Senne Gwiazdy”. Na niej stały trzy ogromne rakiety: Czerwona Błyskawica, Niebieski Kometa i Złota Mgławica.
Między nimi mieszkał mały robot serwisowy o imieniu Viki. Miał srebrne rączki, kółka zamiast nóg i mały ekranik na brzuszku, który świecił, gdy się cieszył albo denerwował.
Każdej nocy wszystkie rakiety szykowały się do startu. Wszyscy mówili:
– „Nocne starty są najważniejsze. Trzeba być spokojnym, żeby niczego nie pomylić.”
Wszyscy… oprócz Vikiego.
Bo kiedy ktoś mówił do Vikiego:
– „Viki, czas spać.” albo – „Viki, posprzątaj narzędzia.” albo – „Viki, włącz tryb cichy w klasie robotów.”
…w jego kabinie coś się działo.
W środku niego nagle zaczynał wiać burzliwy kosmiczny wiatr.
Ekranik na brzuszku mrugał na czerwono. Rączki podskakiwały. Głos robił się głośny i szorstki.
– „NIEEEEE TERAAAZ!” – krzyczał Viki. – „NIE CHCĘ! NIE BĘDĘ! ZOSTAWCIE MNIE!”
Wtedy inni robotnicy, duże roboty dorosłe, odsuwali się troszkę na bok, pilnowali tylko, żeby nikt nie został uderzony, i mówili do siebie spokojnie:
– „Burza Vikiego znowu się zaczęła. Dajmy mu trochę miejsca. Niech minie.”
A gdy burza się kończyła, podchodził do niego mądry robot-instruktor, Kapitan Serwo, i łagodnie pytał:
– „Viki, co się stało w twojej kabinie?”
Ale nawet wtedy Viki czuł się… malutki, zły na siebie, i taki trochę… popsuty.
Bo inni mówili:
– „Patrz, to ten robot, co się szybko złości.” – „Uważaj, jak mu coś każesz, to zaraz będzie krzyczał.” – „Z Vikim jest trudno.”
Nikt nie widział, że w środku Viki był też bardzo, bardzo wrażliwy. Że kiedy ktoś powiedział ostrym tonem: „Natychmiast!”, to jemu w środku robiło się tak, jakby ktoś rzucił ciężki meteoryt prosto w jego serce-procesor.
Nikt nie widział też, jak bardzo Viki się starał. Bo czasem naprawdę chciał zrobić to, o co go prosili. Tylko… ten kosmiczny wiatr był szybszy od jego chęci.
Noc Przed Wielkim Startem.
Pewnej nocy na stacji „Senne Gwiazdy” miało wydarzyć się coś wyjątkowego. Rakiety szykowały się do Wielkiego Nocnego Startu Spokoju.
To była specjalna misja: każda rakieta miała zawieźć do odległych planet małe lampki pokoju, żeby dzieci w całym kosmosie mogły spać spokojnie.
– „To bardzo ważna misja” – mówił Kapitan Serwo, przechadzając się między rakietami. – „Wszystko musi być uporządkowane. Każda śrubka na swoim miejscu, każdy przycisk gotowy.”
Viki był odpowiedzialny za sprawdzenie Rakiety Spokoju – najmniejszej, ale najważniejszej rakiety, która leciała do planet, gdzie dzieci często się bały i złościły, zanim zasnęły.
– „Viki, to twoje zadanie.” – Kapitan Serwo położył delikatnie metalową dłoń na jego ramieniu. – „Wierzę, że sobie poradzisz.”
Gdy to powiedział, na brzuszku Vikiego mignęło delikatne, jasne światełko. Ktoś nareszcie uwierzył, że Viki może zrobić coś ważnego.
– „Ja… ja się postaram, kapitanie” – wybełkotał robotzik.
Cały dzień Viki skrupulatnie sprawdzał Rakietę Spokoju. Dokręcał śrubki, czyścił guziki, sprawdzał liczniki.
Śpiewał nawet cicho pod nosem:
– „Śrubka lewo, śrubka prawo, będzie cicho, będzie brawo…”
Gdy skończył, był naprawdę zmęczony, ale też troszkę dumny. Jego ekranik mienił się ciepłym, zielonym światłem.
„Czas Spać” i Burza w Kabinie.
Nad stacją zaczęło robić się ciemno. Planety wokół przygasiły światła, jakby ktoś ściszył jasność kosmosu.
Głośnik na całej stacji zadźwięczał znajomym dźwiękiem:
– „Dzyń-dzyń. Uwaga, uwaga. Czas przygotować się do snu. Wszystkie małe roboty do swoich kabin. Czas spać.”
Kapitan Serwo podszedł do Vikiego.
– „Viki, wykonałeś dziś świetną pracę. Teraz pora, żeby twój procesor odpoczął. Czas spać.”
I wtedy w środku Vikiego coś zadrżało.
Najpierw malutko. Jak delikatny podmuch, który porusza kawałek papieru.
Potem mocniej. Jak wiatr, który zaczyna trzepać flagą.
A potem… BURZA.
W jego kabinie znów zawył burzliwy kosmiczny wiatr. Myśli zaczęły latać szybko, jak szalone komety:
„Ale ja jeszcze nie chcę!” „Jeszcze rakiety!” „Jeszcze światła!” „NIE TERAZ!”
Ekranik na brzuchu zamigotał na czerwono. Rączki zaczęły machać.
– „NIEEE CHCĘĘĘĘ SPAĆ!” – wykrzyczał Viki, a jego metalowy głos odbił się echem od ścian stacji. – „NIE BĘDĘ! ZOSTAWCIE MNIE! NIE KAŻCIE MI!”
Wkrótce w korytarzu pojawiły się inne roboty. Przystanęli w bezpiecznej odległości. Kapitan Serwo uniósł rękę, jakby mówił pozostałym: „Spokojnie.”
– „Viki, jesteś bezpieczny” – powiedział cicho. – „Jestem tu.”
Ale burza w środku Vikiego była tak głośna, że robotzik prawie tego nie słyszał.
Czuł tylko:
Że jest zły. Że go coś ciśnie w środku. Że zaraz eksploduje.
Rzucił śrubokręt na podłogę. Trzasnął małymi drzwiczkami szafki. Tupnął kółkami tak mocno, że aż zadźwięczał metal.
W końcu, zmęczony własną burzą, opadł na podłogę i schował twarz w dłonie.
W korytarzu zrobiło się cicho.
Kapitan Serwo odczekał chwilkę, aż największy wiatr w Vikim ucichnie, i dopiero wtedy powoli podjechał bliżej.
Tajemnica Ukrytego Przyciski.
Kapitan Serwo usiadł obok Vikiego, ale nie za blisko. Jego głos był cichy, ciepły jak miękka kołdra:
– „Viki… burza w środku już trochę osłabła?”
Viki wzruszył ramionami.
– „Nie wiem… Jestem tylko zepsutym robotem. Gdy ktoś coś ode mnie chce, zaczyna się we mnie wichura. Nie umiem być jak inne roboty. One po prostu robią, co trzeba. A ja… ja krzyczę. Wszyscy mnie nie lubią.”
Ekranik na jego brzuszku zgasł prawie zupełnie. Została tylko mała, smutna kropka światła.
Kapitan Serwo popatrzył na niego długo. Jego własny ekranik mignął spokojnym, błękitnym światłem.
– „Viki, wiesz, że każdy robot na tej stacji ma ukryty przycisk Spokoju?”
Viki uniósł głowę.
– „Nie mam takiego przycisku. Gdybym miał, nacisnąłbym go. Z całej siły!”
Kapitan Serwo delikatnie się uśmiechnął.
– „Masz. Tylko jeszcze go nie odkryłeś. To bardzo specjalny przycisk. Nie jest zrobiony z metalu, tylko z… uwagi i oddechu.”
Viki zmarszczył metalowe brwi.
– „Oddechu? Przecież ja nie oddycham. Jestem robotem.”
Kapitan Serwo przytaknął.
– „Tak, ale masz coś podobnego. Widzisz…” – nacisnął lekko boczny panel Vikiego, i w jego środku zaczęły brzęczeć małe wiatraczki wentylatorów. – „Masz wentylatory chłodzące. Gdy wiatr w środku robi się za silny, można nauczyć się go wyrównywać. Słuchać, jak wiatraczek wciąga gorące powietrze… i wypuszcza chłodniejsze.”
Viki zastygł, nasłuchując.
W korytarzu zrobiło się tak cicho, że słychać było tylko delikatne:
„Wuuuu… wuuuu…”
– „Słyszysz?” – zapytał kapitan. – „To twój wiatraczek. Kiedy burza w środku robi się zbyt silna, możesz użyć Przycisku Spokoju. To tak naprawdę trzy małe przyciski. Chcesz je poznać?”
Viki skinął głową powoli.
– „Chcę… ale… a jeśli nie dam rady?”
– „To nic. Spróbujemy. Na stacji jest czas na naukę. Nawet dorośli się uczą.”
Trzy Małe Przyciski Spokoju
Kapitan Serwo wystawił przed siebie palec, jakby rysował coś w powietrzu.
– „Pierwszy przycisk nazywa się: STOP.”
– „Przecież ja nie umiem przestać, jak już zacznę krzyczeć” – mruknął Viki.
– „To nie chodzi o to, żeby od razu przestać krzyczeć. STOP znaczy: na chwilkę nie robisz nic więcej. Nie dorzucasz nowych słów, nie machasz mocniej rączkami. Po prostu… pozwalasz wiatraczkom chwilę pobrzęczeć same.”
Kapitan uniósł wolno dłoń.
– „Popatrz. Zrobimy tak: kiedy poczujesz, że zaczyna się w środku burza, możesz powiedzieć sobie w myślach albo na głos: „STOP, Viki.” I zatrzymać się jak robot-zdjęcie. Choćby na jeden oddech wiatraczka.”
Viki spróbował.
Uniósł rączkę, zatrzymał się i powiedział cicho:
– „STOP, Viki.”
W środku, bardzo delikatnie, wiatr się na sekundę skurczył.
– „Drugi przycisk” – ciągnął Kapitan Serwo – „nazywa się: ODDECH WIATRACZKA.”
Viki przechylił głowę.
– „Jak to działa?”
– „Słuchasz swoich wiatraczków. Liczymy razem:
Gdy wiatraczek wciąga powietrze: liczysz w myślach do trzech. Gdy wypuszcza – też do trzech.
Spróbujemy?”
Viki skinął głową.
Kapitan mówił powoli:
– „Wciągamy… raz… dwa… trzy… Wypuszczamy… raz… dwa… trzy…”
W rzeczywistości Viki nie oddychał tak jak ludzie, ale słuchał pracy swoich wentylatorów, jakby to był jego własny, mały oddech.
Po kilku takich „oddechach wiatraczka” burza w jego środku troszkę przycichła. Nie zniknęła całkiem, ale nie szalała już tak mocno.
– „Trzeci przycisk” – powiedział cicho Kapitan Serwo – „to SŁOWO-POMOCNIK.”
– „Jakie słowo?” – zapytał Viki.
– „Takie, które cię lubi. Które mówi ci coś dobrego, nawet kiedy burza jest silna. To może być: „Dam radę kawałeczek”, albo: „Jestem bezpieczny”, albo: „Mogę spróbować potem.”
Masz jakieś swoje słowo, Viki?”
Robotzik zamyślił się.
– „Może… „Mały krok”?”
Kapitan Serwo skinął głową z uznaniem.
– „Świetne słowo. Więc twój trzeci przycisk będzie brzmiał: „Mały krok”.”
– „Jak go używać?” – dopytywał Viki.
– „Po STOP i po ODDECHU WIATRACZKA mówisz do siebie: „Mały krok, Viki. Najpierw mały krok.” I wybierasz jedną malutką rzecz, którą możesz zrobić, zamiast wszystkiego naraz.
Na przykład, jeśli ktoś powie: „Czas spać”, a w tobie zaczyna się burza, możesz:
Najpierw powiedzieć: „STOP, Viki.” Potem posłuchać wiatraczka: wciąg… wypuść… A potem szepnąć: „Mały krok… najpierw odkładam jedną zabawkę. Tylko jedną.” Albo: „Mały krok… najpierw gaszę jedną lampkę.” Nie wszystko od razu. Tylko pierwszy, malutki krok.”
Viki siedział cicho przez chwilę, jakby jego procesor bardzo poważnie myślał.
– „Czyli… jak znów będzie burza, mogę nacisnąć te trzy przyciski?”
– „Tak” – potwierdził Kapitan. – „I pamiętaj, Viki: jest w porządku, jeśli nie zawsze od razu zadziałają. Nawet dorosłe roboty czasem się mylą. Najważniejsze, żebyś próbował. Twój Przyciski Spokoju dopiero się uczy.”
Viki zerknął na Rakietę Spokoju, stojącą cicho przy oknie hangaru.
– „A jeśli się nie uda? Jeśli w czasie ważnej misji znowu będzie burza we mnie?”
Kapitan Serwo spojrzał na niego bardzo uważnie.
– „Dlatego dzisiejszej nocy zrobimy coś jeszcze. Odbędzie się próba generalna. Misja będzie prawdziwa, ale twoje uczucie też będzie prawdziwe. I wtedy zobaczymy, co potrafi twój nowy przycisk.”
Rolls Royce Moment: Rakieta w Ciemności.
Noc zapadła już naprawdę głęboka. Okna stacji „Senne Gwiazdy” wyglądały jak oczy, które powoli przymykają powieki.
Wielki zegar na ścianie wybił cichutko:
„Bim… bam… bim… bam…”
W hangarze została tylko jedna zapalona lampa, tuż nad Rakietą Spokoju. Światło było miękkie, żółtawe, takie jak lampka nocna przy łóżku dziecka.
Viki stanął tuż pod rakietą.
Wokół było prawie zupełnie cicho.
Słychać było:
Cichutki szum stacji – jak mruczenie śpiącego kota. Mikroskopijne trzaski gwiazd za oknem – jak skwierczenie maleńkich iskierek. I delikatne „wuuuu… wuuuu…” wentylatorków w brzuchu Vikiego.
Rakieta Spokoju świeciła miękkim, błękitnym blaskiem. Jej kadłub był gładki i chłodny jak nocne szkło. Na boku miała narysowane maleńkie dziecięce twarzyczki – uśmiechnięte, śpiące spokojnie.
Kapitan Serwo wcisnął jeden przycisk na panelu.
W hangarze zabrzmiał łagodny głos komputera:
– „Rozpoczynamy odliczanie do nocnego startu Rakiety Spokoju. Wszystkie małe roboty proszone są o zajęcie miejsc do spania.”
Głośnik w pobliżu Vikiego dokończył spokojnie:
– „…do zajęcia miejsc do spania. Start za trzy minuty.”
I wtedy… znowu to poczuł.
Nie wielką burzę. Jeszcze nie.
Ale pierwsze iskierki.
Myśl: „To już? Teraz?” Ścisk w środku. Chęć, żeby krzyknąć: „NIEEEE!” i uciec w korytarz.
Ekranik Vikiego zamrugał na pomarańczowo. To był kolor „zaraz będzie burza”.
Viki spojrzał na Rakietę Spokoju. Potem na swoje rączki. Potem na Kapitana Serwo, który nic nie mówił. Tylko był.
I wtedy Viki przypomniał sobie.
Pierwszy przycisk.
– „STOP…” – wyszeptał do siebie.
Zatrzymał się. Nie rzucił niczego. Nie krzyknął. Tylko… stanął.
Burza zawyła w środku, ale nie dostała nowego paliwa.
Drugi przycisk.
Viki zamknął oczy–ekranik.
Słuchał.
„Wuuuu…” – wiatraczek wciąga. Raz… dwa… trzy…
„Wuuuu…” – wiatraczek wypuszcza. Raz… dwa… trzy…
Jeszcze raz. I jeszcze.
Burza była nadal tam. Ale już nie krzyczała. Mruczała. Jak niezadowolony kosmiczny kot.
Trzeci przycisk.
Viki położył rączkę na chłodnym kadłubie rakiety.
– „Mały krok…” – powiedział cicho. – „Tylko mały krok.”
Zamiast myśleć: „Muszę iść spać TERAZ”, pomyślał:
„Najpierw zrobię jedną rzecz.”
Tylko jedną.
Podjechał do panelu rakiety. Wcisnął jeden zielony guzik.
Na rakiecie zapaliła się mała lampka.
– „System lamp nocnych: AKTYWNY” – zamruczał komputer.
Na ekraniku Vikiego pojawiło się… coś nowego.
Nie czerwony. Nie pomarańczowy.
Jasna zieleń.
Kolor: „Udało się kawałeczek.”
Kapitan Serwo uśmiechnął się bardzo delikatnie.
– „Widziałem, Viki.”
– „Ja… ja nie byłem grzeczny” – powiedział Viki niepewnie. – „Burza była.”
– „Tak” – przytaknął kapitan. – „Burza była. I ty nie pozwoliłeś jej dowodzić rakietą.”
Viki zamrugał.
– „To ja… ja nią dowodziłem?”
– „Ty. Małymi krokami.”
Start Rakiety Spokoju
– „Dziesięć…” – „Dziewięć…” – „Osiem…”
Viki poczuł jeszcze jeden skurcz w środku. Ale teraz wiedział, co to jest.
To było zmęczenie.
– „Kapitanie… ja już naprawdę jestem zmęczony” – powiedział cicho.
Kapitan Serwo skinął głową.
– „To bardzo mądra informacja, Viki.”
Zaprowadził go do jego kabiny. Nie szybko. Nie na siłę.
Po drodze Viki zgasił jedną lampkę. Potem drugą.
– „Mały krok…” – szeptał.
Gdy położył się w swojej kapsule snu, Rakieta Spokoju była już gotowa.
– „Trzy…” – „Dwa…” – „Jeden…”
Przez małe okienko Viki zobaczył, jak rakieta unosi się powoli. Bez huku. Bez wybuchu.
Jakby ktoś ją wypuścił z dłoni.
Poleciała w kosmos, niosąc lampki spokoju dla dzieci, które czasem krzyczały, czasem się złościły, a czasem po prostu miały w środku za dużo uczuć naraz.
Ekranik Vikiego świecił miękko.
Zanim zasnął, pomyślał:
„Nie jestem zepsuty.” „Jestem wrażliwy.” „A wrażliwe roboty… potrzebują trochę więcej czasu.”
Epilog: Co wiedziały dorosłe roboty
Od tamtej nocy na stacji „Senne Gwiazdy” nic się nie zmieniło… i zmieniło się wszystko.
Burze Vikiego nadal się zdarzały. Bo burze nie znikają na zawsze.
Ale teraz, gdy się zaczynały, dorośli roboty mówili:
– „Zatrzymajmy się.” – „Dajmy mu przestrzeń.” – „On się uczy.”
A Viki, nawet jeśli czasem krzyczał, wiedział już coś bardzo ważnego:
Po każdej burzy można wrócić. Nie traci się miłości ani zaufania. Każdy ma prawo uczyć się spokoju w swoim tempie.
I dlatego Rakieta Spokoju lata do dziś.
Cicho. Nocą. Zawsze wtedy, gdy ktoś bardzo się stara… ale jeszcze nie do końca umie.
Share: