Bajka o Buntusii i Kanapkowym Królestwie - Problemy z jedzeniem

Bajka dla dziecka które nie chce jeść i ma problemy z jedzeniem, przeznaczona dla przedszkolaków w wieku 3-6 lat. Audiobajka o wybiórczym jedzeniu uczy techniki "trzech małych prób" - dotknij, spróbuj mikrokęs, wyraź emocje bez krzyku. Pomaga dziecku które je tylko wybrane potrawy i reaguje złością na nowe smaki.

Kluczowe informacje

  • Problem: Niejadek - dziecko je tylko wybrane potrawy i odmawia próbowania nowych
  • Wiek: 3-6 lat (przedszkolaki)
  • Rozwiązanie: Technika 3 małych prób: dotknij, mikrokęs, wyraź emocje słowami

W samym środku Bajkowej Krainy Kolorowej Tęczowej, gdzie w powietrzu zawsze fruwały baloniki, kwiaty gadały, a księżniczki mieszkały w wieżach z czekoladowych wafelków, stał zamek z… kromek chleba.

To było Kanapkowe Królestwo.

Ściany zamku były z chleba tostowego, okna z żółtego sera, a wieżyczki z chrupiących bagietek. Po całym królestwie unosił się zapach… masła.

W tym niezwykłym zamku mieszkał mały jednorożec o imieniu Buntusia. Miał grzywę w kolorach tęczy, ale jeden kolor świecił najmocniej: ognista czerwień – dokładnie wtedy, gdy Buntusia się złościła.

Buntusia miała kilka bardzo ważnych zasad:

  1. Je tylko bułki z masełkiem.
  2. Nie dotyka warzyw. Ble.
  3. Mięso? „Fu, nie i koniec!”
  4. Nikt jej nie będzie mówił, co ma robić.

Każdego ranka, kiedy słonko wschodziło nad tęczą, mama jednorożec wołała z kuchni:

– Buntusiu, śniadanie! Chcesz bułkę z masełkiem czy bułkę z masełkiem i plasterkiem ogórka?

A Buntusia, wbiegając do kuchni, już krzyczała:

– TYLKO bułkę z masełkiem! Bez zielonego! Zielone jest podejrzane!

– Ale ogórek jest chrupiący, jak twoje ulubione sucharki – próbowała spokojnie mama.

Grzywa Buntusi zaczynała lekko czerwienieć.

– Nie! Ja wiem lepiej! Bułka z masłem albo nic! – tupnęła kopytkiem tak mocno, że z półki spadł słoik dżemu.

Tata jednorożec westchnął.

– Buntusia, nie da się żyć tylko na bułkach…

– Ja się daję! – odparła z dumą Buntusia, gryząc swoją kanapkę.

Buntusia miała też brata, jednorożca Saszkę, i siostrę, jednorożeczkę Lulkę. Oboje jedli wszystko: zupy, warzywa, nawet jakieś dziwne gulasze.

– Spróbuj marchewki – poprosiła kiedyś Lulka. – Jest słodka, jak cukierek.

– Sama jesteś marchewka! – fuknęła Buntusia. – Zostawcie mnie! – i pchnęła talerzyk tak, że marchewki poleciały jak pomarańczowe rakiety.

Wtedy właśnie ściany kanapkowego zamku leciutko zadrżały. Ale nikt nie zwrócił na to uwagi.

Bo w Kanapkowym Królestwie jeszcze nikt nie wiedział, że jeśli przez długi, długi czas je się tylko bułki z masłem i bardzo, bardzo się złości… cały świat może zacząć trochę wariować.

Buntusia była uparta, ale też bardzo żywa, zabawna i… lubiana. Wszędzie jej było pełno.

W przedszkolu dla młodych jednorożców, które mieściło się w kolorowym namiocie z baloników, pani Tęcza zawsze mówiła:

– Buntusiu, ty masz sto pomysłów na minutę!

To była prawda. W ciągu jednego dnia Buntusia potrafiła:

  • trzy razy przewrócić się o własne kopytka,
  • pięć razy wbiec na krzesło i zeskoczyć jak „rakieta z tęczowym ogonem”,
  • dziesięć razy zacząć gadać w tym samym momencie, co pani.

– Buntusiu, poczekaj, aż skończę mówić – prosiła pani Tęcza delikatnie.

– Ale to ważne teraaaaz! – odpowiadała Buntusia i dalej trajkotała.

Tego dnia jednak wydarzyło się coś niezwykłego. Do przedszkola przybyła sama Królowa Kanapka Pierwsza, w złotej koronie z tostów.

– Kochane jednorożce – powiedziała uroczyście – ogłaszam Wielki Konkurs Kanapkowy! Szukamy najlepszego Pomysłu Kanapkowego w całej krainie!

Wszystkie jednorożce zapiszczały z radości.

– Nagrodą będzie… – królowa zrobiła dramatyczną pauzę – Złota Patelnia Wyobraźni, która spełnia jedno małe kulinarne życzenie!

Sala wybuchła okrzykami.

– To ja! To ja wygram! – Buntusia aż podskoczyła.

– Ale Buntusiu – szepnął Saszka – ty jesz tylko bułki z masłem…

– I właśnie dlatego wygram! – błysnęły jej oczy. – Nikt nie zna się na bułkach tak jak ja!

Wieczorem Buntusia zamknęła się w kuchni. Po całej krainie unosił się zapach świeżych bułek. Mama próbowała zaglądać, ale Buntusia mówiła:

– Nie wolno! Tajemnica! Kuchnia Buntusi jest dziś najważniejsza!

Mama i tata wymienili spojrzenia, trochę zmartwieni, ale też ciekawi.

Następnego dnia, na wielkim kolorowym placu z baloników, ustawiono długi stół. Jednorożce przyniosły przeróżne kanapki: z pomidorami w kształcie serduszek, z ogórkami jak zielone węże, z serami wyciętymi w gwiazdki.

Buntusia z dumą postawiła swój talerz.

Na nim leżała… idealna bułka z masełkiem. Okrągła, złocista, pachnąca. Obok nic. Ani plasterka, ani listka sałaty. Sama bułka.

– To moja SuperBułka Mocy! – oznajmiła.

Królowa Kanapka uniosła brew, ale ugryzła kawałek.

– Hm… – zamruczała. – Jest… bardzo smaczna. Ma chrupiącą skórkę i mięciutki środek.

Wszystkie inne kanapki też były próbowane. Jedna miała za dużo soli. Inna za dużo majonezu. Jeszcze inna ciągle się rozsypywała.

Po długim naradzaniu się, królowa wstała i powiedziała:

– Nagrodę za Najlepszy Smak otrzymuje… SuperBułka Mocy Buntusi!

– WOOOOOW! – tłum oszalał z zachwytu.

Buntusia aż podskoczyła.

– A za Najbardziej Kolorową Kanapkę – kontynuowała królowa – Lulka! A za Najodważniejsze Połączenie Smaków – Saszka!

Jednorożce klaskały kopytkami.

Królowa podeszła do Buntusi i wręczyła jej Złotą Patelnię Wyobraźni.

– To zasługuje na nagrodę – uśmiechnęła się. – Umiesz zrobić coś prostego naprawdę dobrze.

– Wiedziałam! – Buntusia świeciła z dumy całą grzywą. – Bułki rządzą!

Wszyscy jej gratulowali. Nawet księżniczka Malinka z wieży z wafelków zjechała po tęczowej zjeżdżalni tylko po to, żeby spróbować SuperBułki Mocy.

Buntusia pomyślała wtedy: „Skoro wygrałam konkurs, to znaczy, że wcale nie muszę niczego innego próbować. Bułki z masłem są najlepsze, finito!”

Ściany Kanapkowego Królestwa zadrżały wyraźniej, ale w gwarze radości znów nikt tego nie zauważył.

Od dnia konkursu działo się coś dziwnego.

Najpierw bardzo cicho. Tylko nocą, gdy wszyscy spali, kromki chleba w murach zamku rozmawiały szeptem:

– Masz dość? – pytała jedna kromka drugą.

– Trochę… ciągle tylko masło, masło, masło… – wzdychała druga.

Rano, przy śniadaniu, mama znów postawiła przed Buntusią talerz.

– Buntusiu, może dziś bułka z masełkiem i plasterkami marchewki w kształcie gwiazdek? Zobacz, jakie śliczne.

Buntusia spojrzała.

Na talerzu leżała jej ukochana bułka z masłem, a wokół – pomarańczowe gwiazdki z marchewki.

– Zepsułaś mi perfekcyjną bułkę! – wrzasnęła.

Grzywa zapaliła się na czerwono.

– Możesz zjeść samą bułkę, a marchewki zostawić – łagodnie odpowiedziała mama. – Tylko spróbuj nie krzyczeć, dobrze?

– Nie będziesz mi mówić, co mam robić! – ryknęła Buntusia, kopytkiem strącając talerz na podłogę.

Talerz huknął, marchewkowe gwiazdki potoczyły się po kuchni, a ściany z chleba nagle zafalowały, jakby były z galaretki.

– Co to było? – zdziwił się tata, łapiąc się za krzesło.

– Pewnie wiatr – mruknęła mama, chociaż wiatr w Kanapkowym Królestwie zawsze pachniał tostami, a dziś było zupełnie cicho.

Tego dnia Buntusia była rozłoszczona cały czas. W przedszkolu:

– Buntusiu, czas na naukę literek – powiedziała pani Tęcza.

– Nienawidzę literek! Są nudne! Chcę rysować bułki! – Buntusia rzuciła kredką i wstała od stolika.

– Usiądź proszę, tylko na chwilkę, zrobimy z literek zabawę.

– Nie! – Buntusia skrzyżowała przednie kopytka. – Wy jesteście nie fair! Tu jest głupio! – krzyknęła tak głośno, że balonowy sufit aż się zatrząsł.

Po powrocie do domu pokłóciła się z Saszką, bo nie chciała się bawić w jego „Kosmiczny Gulasz”, i z Lulką, bo nie pozwoliła jej dotknąć swojej Złotej Patelni.

– Wszystko jest głupie! – wrzeszczała. – I Lulka głupia, i Saszka głupi, i warzywa głupie!

Wtedy wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał.

Całe Kanapkowe Królestwo nagle… kichnęło.

– AAAA-PSIK! – kichnęły ściany z chleba, rozsypując okruszki.

– AAAA-PSIK! – kichnęły bułki w sklepie, strzelając w górę jak popcorn.

– AAAA-PSIK! – kichnęły nawet krakersy w szafkach.

Z sufitu w jadalni posypały się okruchy, jak deszcz.

– Co się dzieje z tym zamkiem?! – zawołał tata.

Na środku stołu pojawiła się nagle maleńka kanapeczka z oczkami i nóżkami. Miała kromkę chleba jako brzuszek, dwa plasterki ogórka jako buty i czapkę z listka sałaty.

– Ekhm, przepraszam bardzo – odezwała się cienkim głosikiem. – Nazywam się Kanapkowy Duszek Chlebuszek. I mam wielki problem.

Buntusia aż otworzyła pyszczek.

– Mamy problem? – powtórzył tata.

– Tak – Chlebuszek spojrzał poważnie na Buntusię. – Kanapkowe Królestwo wariuje. Ściany z chleba są obrażone, bułki są zmęczone, a masło… masło jest bliskie roztopienia się ze smutku.

– Co?! – oburzyła się Buntusia. – Jak to „zmęczone”? Przecież wszyscy kochają bułki!

– No właśnie – westchnął Duszek. – Tylko bułki, dzień w dzień. Żadnych sałatek, żadnych warzyw, żadnych innych smaków. Królestwo jest w kanapkowej nudzie po uszy. I kiedy ty się złościsz, Buntusiu, cała ta złość odbija się o chlebowe ściany. Zaczynają pękać…

Ściany zatrzeszczały cicho.

– Jeśli tak dalej pójdzie – ciągnął Duszek – zamkiem może zatrząść tak bardzo, że… runie.

W kuchni zrobiło się cicho.

– A co to ma wspólnego ze mną? – prychnęła Buntusia, ale w środku poczuła lekkie ukłucie.

– Ty jesteś Największą Zjadaczką Bułek i Największą Krzykaczką w całym królestwie – wytłumaczył Chlebuszek. – Twoje wybory i twoja złość są jak zaklęcia dla zamku. Kiedy krzyczysz „nie!” na wszystko, świat wokół zaczyna wariować.

Buntusia zmarszczyła pyszczek.

– To niesprawiedliwe! – wrzasnęła. – Nic nie będę zmieniać! Bułki są moje i koniec!

Grzywa buchnęła czerwienią, a wtedy…

Zamek zakołysał się tak mocno, że spadły trzy bochenki chleba z najwyższej półki.

– Dobra, dobra! – Chlebuszek zrobił unik przed spadającą bułką. – Trzeba coś z tym zrobić. I szybko.

Następne dni były coraz dziwniejsze.

Pewnego poranka Buntusia podeszła do stołu i zawołała:

– Śniadanie! Moją bułkę poproszę!

Mama postawiła przed nią talerz z bułką z masłem.

Ale gdy tylko Buntusia chciała ugryźć pierwszego gryza, bułka uciekła. Skoczyła z talerza prosto na podłogę.

– Hej! – zawołała Buntusia. – Wracaj!

Bułka poturlała się pod krzesło.

– Co jest?! – Buntusia klęknęła i wyciągnęła ją z powrotem.

– Przepraszam… – usłyszała cichutki szept.

Buntusia rozejrzała się. Nikogo nie było.

– To ja – mruknęła bułka. – Jestem Bułka Bunia. I mam dość!

– Czego? – Buntusii aż opadła szczęka.

– Bycia jedyną rzeczą, którą jesz. Daj odpocząć masłu, proszę… – jęknęła Bułka Bunia i znowu próbowała się sturlać.

Mama, tata, Saszka i Lulka tylko patrzyli z otwartymi buziami.

– Nasze jedzenie mówi – szepnął Saszka. – Chyba faktycznie jest poważnie.

Tego samego dnia w przedszkolu Buntusia usiadła do stolika, a pani Tęcza rozdała karty pracy z literkami.

– Zrobimy dzisiaj zabawę: kto szybciej znajdzie trzy takie same literki – uśmiechnęła się pani.

Ale literki na kartce Buntusi zaczęły tańczyć, kręcić piruety i uciekać z linii.

– Hej! Stać! – krzyknęła Buntusia. – Jak mam się was nauczyć, skoro skaczecie?!

– Może jesteś trochę zdenerwowana – powiedziała pani Tęcza łagodnie. – Weź kilka głębokich oddechów…

– Nie chcę oddychać, chcę, żeby literki przestały się wygłupiać! – tupnęła Buntusia.

Jej krzyk przeszedł przez balonowy dach, przez tęczowe niebo i… dotarł prosto do Kanapkowego Zamku.

Tam ściany z chleba wydały z siebie wielkie:

– Oooo… dość! – jęknęły ściany Kanapkowego Królestwa i pęknięcie przebiegło przez chleb jak rysa po lodzie.

Wtedy Buntusia poczuła coś nowego. Nie złość. Nie bunt. Tylko… strach, że jej świat naprawdę może się rozsypać.

– Ja… ja nie chcę, żeby zamek zniknął… – wyszeptała, a jej grzywa po raz pierwszy nie była czerwona, tylko przygaszona.

Kanapkowy Duszek Chlebuszek wskoczył na stół.

– Nikt nie chce, Buntusiu. Dlatego potrzebujemy Planu Trzech Małych Prób. Nie zmiany wszystkiego. Tylko… prób.

– Jakich prób? – burknęła, ale już ciszej.

Duszek uśmiechnął się.

Próba pierwsza – „Dotknij, nie jedz”

– Nie musisz jeść warzywa – powiedział. – Wystarczy, że dotkniesz. Marchewka. Jednym kopytkiem. I koniec.

Buntusia prychnęła… ale dotknęła. Zamek przestał trzeszczeć.

Próba druga – „Jeden mikrokęs”

– Nie cała kanapka inna – ciągnął Duszek. – Tylko mikrokęs. Tak mały, że prawie go nie widać. Obok twojej bułki.

Buntusia skrzywiła się, ale spróbowała. Nie krzyknęła. Nie uciekła.

Bułka Bunia westchnęła z ulgą.

Próba trzecia – „Złość, która wychodzi bez krzyku”

– Kiedy czujesz wybuch – powiedziała mama, kucając przy niej – możesz powiedzieć: „Jestem wściekła. Potrzebuję przerwy.” Albo tupnąć trzy razy. Albo ścisnąć Złotą Patelnię.

Buntusia spróbowała. Grzywa nie zapłonęła. Zamek uspokoił się.

Kanapkowe Królestwo westchnęło wspólnie:

– Ufff…

Od tamtego dnia Buntusia nadal kochała bułki z masłem. Nadal czasem się złościła. Nadal mówiła „nie”, kiedy było jej za dużo.

Ale:

czasem dotykała nowego jedzenia,

czasem próbowała mikro-kęsa,

częściej mówiła, co czuje, zamiast krzyczeć.

A Królowa Kanapka Pierwsza ogłosiła nowe prawo:

„W Kanapkowym Królestwie nie trzeba być idealnym. Wystarczy próbować. Małymi krokami.”

I tak Buntusia została nie tylko Mistrzynią Bułek, ale też Jednorożcem, który uczy się dogadywać ze światem.

Bo największa magia nie polega na zmianie dziecka, tylko na tym, że świat uczy się robić miejsce na jego tempo.

Pobierz :

Audio Pdf

Share:

Zobacz inne audiobajki terapeutyczne

Poszukiwania magicznej perły

Poszukiwania magicznej perły

Bajka terapeutyczna dla nieśmiałego dziecka, które boi się mówić przy innych ludziach. Przeznaczona dla dzieci 4-7 lat z problemem nieśmiałości i lęku przed wystąpieniami publicznymi...

Więcej
Przygoda w krainie cieni

Przygoda w krainie cieni

Bajka terapeutyczna dla dziecka które ma wybuchy złości i straszy innych dzieci. Dla przedszkolaków 4-6 lat, którzy nie potrafią kontrolować emocji podczas zabawy...

Więcej

Terapeutyczne Bajki dla Twojego Dziecka

Pomóż dziecku lepiej zrozumieć własne emocje dzięki audiobajkom terapeutycznym, stworzonym z udziałem psychologa dziecięcego. Open Tales to miejsce, w którym profesjonalna wiedza psychologiczna łączy się z mocą terapeutycznych opowieści, pomagając dzieciom pokonywać lęki, radzić sobie z emocjami i budować poczucie bezpieczeństwa.