Przygoda Gryzilepka w Pajęczym Lesie LEGO - Szkoła
Bajka dla dziecka które nie potrafi się bronić przed dokuczaniem w szkole. Dla dzieci 7-9 lat, które boją się mówić głośno przy kolegach. Uczy techniki "trzeciego głosu" - jasnego i wyraźnego komunikowania swoich granic, ani cichego milczenia, ani krzyku. Audiobajka o radzeniu sobie z dokuczaniem rówieśników i asertywności dla młodszych uczniów.
Kluczowe informacje
- Problem: Dziecko nie umie się bronić przed dokuczaniem w szkole - boi się mówić głośno
- Wiek: 7-9 lat (młodszy wiek szkolny)
- Rozwiązanie: Technika "trzeciego głosu" - jasna, wyraźna komunikacja granic (między milczeniem a krzykiem)
- Szkoła
- 29 gru, 2025
Poradnik dla rodziców: Problemy szkolne dziecka
W samym środku pokoju, między łóżkiem a biurkiem, rósł niezwykły las. To nie był zwykły las z drzew, liści i mchów. To był Las LEGO.
Na miękkim dywanie stały wysokie, kolorowe wieże z zielonych klocków – to były drzewa. Z brązowych klocków powstały pnie, a na ich szczytach świeciły przezroczyste, żółte i pomarańczowe płytki udające magiczne liście. Wśród nich wisiały mosty z szarych, cienkich klocków, jak pajęcze nitki. Na gałęziach siedziały pająki zbudowane z czarnych i czerwonych klocków, z małymi, błyszczącymi oczkami z przezroczystych elementów.
Ten las zbudował ośmioletni chłopiec – Gryzilepek.
Gryzilepek miał dwóch starszych braci: Steve’a i Stasia. Steve umiał z LEGO budować szybkie statki kosmiczne, Staś – ogromne zamki z ruchomymi bramami. Kiedy w salonie rozkładali swoje konstrukcje, wszyscy mówili:
– Ooo, jaki super statek! – do Steve’a. – Ale wielka twierdza! – do Stasia.
A kiedy Gryzilepek pokazywał swoje pająki i pajęczy Las LEGO, dorośli często tylko rzucali:
– Fajnie, fajnie… – i szybko wracali do swoich spraw.
Tylko mama czasem siadała obok niego na dywanie i mówiła cicho:
– One są mądre, prawda? Te twoje pająki. – Bardzo mądre – odpowiadał Gryzilepek i delikatnie poprawiał im nóżki.
W środku Lasu LEGO stał jego ulubiony pająk – Arak. Miał osiem długich, czarnych nóg z cienkich klocków, czerwony odwłok z małych zaokrąglonych elementów i wielkie, niebieskie, okrągłe oczy.
– Ty jesteś odważny – szeptał do niego wieczorem Gryzilepek. – Ja w szkole… jakoś nie.
Bo w szkole była ławka, za którą siedział Gryzilepek. Przed nim – Biurko Numer Jeden. A przy Biurku Numer Jeden siedział chłopiec o ostrym głosie i szybkich, niespokojnych oczach – Kacper.
Kacper lubił się odwracać. W środku lekcji. Z ołówkiem w zębach albo z linijką w ręce. I mówić cicho, tak żeby tylko Gryzilepek słyszał:
– Ale masz głupi zeszyt. – Po co tak powoli piszesz? – Ale jesteś dziwny. Znowu te twoje pająki…
Czasem dodawał coś jeszcze, gorzej. Gryzilepkowi robiło się wtedy gorąco w policzki, ale starał się nic nie powiedzieć. Bo bał się, że jak coś powie głośno, cała klasa się odwróci i wszyscy będą na niego patrzeć.
Mama kiedyś mówiła:
– Synku, jak on znowu się odwróci i zacznie dokuczać, powiedz głośno: „Proszę pani, Kacper mi dokucza”. Tak, żeby pani usłyszała. Nie musisz krzyczeć, ale możesz mówić wyraźnie. – Ale ja nie umiem tak głośno przy wszystkich – wyszeptał Gryzilepek. – W domu to co innego… Jak Steve albo Staś zaczynają, to jakoś wychodzi. – Wiem, że to trudne – mama pogładziła go po głowie. – Ale twoje uczucia są ważne. I ty też jesteś ważny.
Mimo to, w klasie, kiedy Kacper się odwracał i mówił:
– O, pająk, bleee – patrząc znacząco na zeszyt Gryzilepka z narysowanym pająkiem – Gryzilepek tylko ściskał ołówek. Czuł, jak w środku rośnie w nim burza, ale nie pozwalał jej wybuchnąć.
Po lekcjach, w domu, burza czasem jednak wybuchała. Kiedy Steve mu coś zabrał, albo Staś powiedział:
– No weź, znowu te twoje pająki? Wtedy Gryzilepek potrafił krzyknąć:
– ODDAJ! Albo: – PRZESTAŃ!
A nawet trzasnąć drzwiami. Potem wszystko milkło i po jakimś czasie zapadał cichy rozejm. Ktoś podawał komuś klocki, ktoś częstował drugiego waflem, ale nikt nie mówił:
– Przepraszam. Nikt też nie mówił: – Trochę cię zraniłem, co?
Po prostu było „po kłótni”. Tak, jakby spadła kurtyna w teatrze.
A Gryzilepek czuł, że to nie do końca „po”. Że coś jeszcze siedzi w środku – jak mała, powolna kula złości i smutku pomieszana razem.
Tego wieczoru, o którym wszystko się zaczęło, kula była wyjątkowo ciężka.
Był późny wieczór. Zza okna do pokoju wpadało miękkie, pomarańczowe światło latarni. Wystarczyło, by klocki Lasu LEGO zaczęły wyglądać jak coś naprawdę żywego – jak dziwnie kolorowe drzewa w jakimś obcym, cichym świecie.
Mama zagasiła lampkę.
– Dobranoc, Gryzilepku. – Dobranoc…
Drzwi cicho się zamknęły. W pokoju zostały tylko: ciemność, odblask latarni… i cichy szelest. Taki, jakby małe plastikowe nóżki dotknęły plastikowego listka.
Gryzilepek otworzył oczy.
Na środku jego klatki piersiowej, na piżamce w rakiety, siedział Arak. Jego osiem klockowych nóg delikatnie go łaskotało.
– Eee… – Gryzilepek zamrugał. – Zwariowałem?
Arak przechylił głowę. Jego przezroczyste, niebieskie oczka błyszczały.
– Nie zwariowałeś – odpowiedział cienkim, ale wyraźnym głosem. – Po prostu w Pajęczym Lesie LEGO czasem to, co zbudowane z klocków, ożywa, kiedy ktoś bardzo czegoś potrzebuje.
Gryzilepek wstrzymał oddech.
– Ja… bardzo bym chciał, żeby Kacper przestał mi dokuczać – wyszeptał. – Ale to się nie da. – Da się – powiedział spokojnie Arak. – Tylko jeszcze nie wiesz jak. Chodź. Pokażę ci coś.
I zanim Gryzilepek zdążył zaprotestować, cały pokój zaczął się zmniejszać, a Las LEGO – rosnąć. Poduszka zamieniła się w wielką, białą skałę. Szafa w wysoką, szarą górę z klocków. Klockowe drzewa urosły nad jego głową, aż ich liście zaszeleściły jak prawdziwe.
Gryzilepek spojrzał w dół. Jego stopy były teraz jak z plastiku – małe, żółte, z okrągłymi wypustkami, jak nogi ludzika LEGO. Ubranie też się zmieniło – miał teraz na sobie miniaturową zbroję z klocków, a na plecach plecaczek z małym, zawieszonym na klipsie… pajączkiem.
– Wow… – wyszeptał, dotykając własnego ramienia, które było gładkie i plastikowe. – Jestem… ludzikem LEGO?
Arak, teraz wielkości kota, stanął obok niego, podnosząc lekko jedną nogę, jakby się kłaniał.
– Witamy w Pajęczym Lesie LEGO, Gryzilepku – rzekł. – Tu uczymy się, jak z małych klocków budować wielką odwagę.
Szli przez Las LEGO.
Pod stopami skrzypiały płytki w kolorach brązu i zieleni. Nad głową wisiały mostki z przezroczystych elementów, w których odbijało się światło latarni zza okna, teraz jak miniaturowe księżyce. Co jakiś czas jakiś pająk LEGO spuszczał się z gałęzi, machał im nóżką i wracał w górę.
– Kim są… oni? – zapytał cicho Gryzilepek. – Twoje pomysły – odpowiedział Arak. – Każdy z tych pająków to jeden twoi pomysł na radzenie sobie z trudnymi rzeczami. Czasem ich nie słyszysz, kiedy w klasie jest hałas i w głowie huczy od złości. Dlatego tu, w lesie, mogą się odezwać głośniej.
Dotarli do wielkiego, okrągłego drzewa zrobionego z brązowych i ciemnozielonych klocków. Na jego pniu była mała, szara płytka z nadrukowanym pająkiem.
– Wejdź – powiedział Arak, dotykając płytki jedną nogą.
Pień zadrżał, a potem otworzył się wąski prześwit. W środku było jasno. Światło pochodziło z tysięcy malutkich, żółtych klocków „światełek”, zawieszonych na pajęczych niciach.
To była tajna sala pająków.
Na środku znajdował się ogromny, okrągły stół zbudowany z czarnych i srebrnych klocków. Wokół siedziały pająki różnej wielkości i kolorów. Jeden był błękitny i miał okulary (zrobione z małych, przezroczystych kółek), drugi zielony z wielkim uśmiechem, trzeci pomarańczowy, cały w drobnych, świecących elementach.
– To jest Rada Pająków – wyjaśnił Arak. – One wiedzą dużo o sieciach. A konflikt między tobą a Kacprem to też taka sieć – tylko trochę poplątana.
Błękitny pająk w okularach chrząknął.
– Gryzilepku – powiedział powolnym, mądrym głosem. – Słyszeliśmy, że w twojej klasie jest chłopiec, który zachowuje się… hm… jak zepsuty klocek, który lubi wypadać z budowli w najmniej odpowiednim momencie. – To Kacper – szepnął Gryzilepek. – Ciągle się odwraca. Mówi rzeczy… które bolą. – I co wtedy robisz? – spytał zielony pająk z uśmiechem, łagodnie.
Gryzilepek spuścił głowę.
– Nic. Staram się nic. Cicho siedzę. Albo mówię do niego po cichu: „Przestań”, ale to jak do ściany. A jak mama mówi, żebym poprosił panią o pomoc, to… głos mi się chowa.
Pomarańczowy, świecący pająk uniósł się na niteczce i zawisł naprzeciw jego twarzy.
– A w domu? – zapytał. – Czy w domu twój głos też się chowa? – Nie – przyznał Gryzilepek. – Jak Steve mi coś zabiera, to potrafię krzyknąć. Albo jak Staś się ze mnie śmieje. Tylko potem… potem nie ma „przepraszam”. Tylko cisza.
Pająki spojrzały po sobie.
– Więc tak – odezwał się Arak. – Masz w sobie dwa głosy. Cichy głos do szkoły. I burzowy głos do domu. – A my pomożemy ci zbudować trzeci – wtrącił błękitny pająk. – Głos jasny i wyraźny. Nie krzyk, nie cisza. Coś pośrodku.
– Ale jak? – Gryzilepek poczuł, jak w brzuchu zaciska mu się supeł, tak jak w klasie, kiedy Kacper się odwraca. – Jak mam mówić, kiedy się boję?
Zielony pająk wskoczył na stół i roztoczył przed nimi malutką pajęczynę z przezroczystych nitek LEGO.
– Pokażemy ci – rzekł. – W Pajęczym Lesie można ćwiczyć różne sceny. Jak w teatrze z klocków.
Środek sali nagle się zmienił.
Stół, pająki, nawet ściany drzewa – wszystko odpłynęło, jakby ktoś delikatnie odsunął wielką, przezroczystą płytkę. Zamiast tego, dookoła pojawiła się… klasa.
Ale to nie była prawdziwa klasa. To była klasa z klocków LEGO – a jednak tak szczegółowa, że aż ściskało serce.
Ławki z jasnobrązowych płytek stały równo w rzędach. Na nich siedzieli ludziki LEGO – koledzy i koleżanki Gryzilepka. Miały małe, żółte twarzyczki z nadrukowanymi różnymi minami: jedna dziewczynka się uśmiechała, inny chłopak się nudził, ktoś ziewał.
Z przodu stało biurko nauczycielki, zrobione z beżowych klocków. Na nim leżała mikroskopijna tablica z narysowanym kredą przykładem „2 + 3 = ?”. Obok – kubeczek na długopisy.
Światło w tej klockowej klasie było ciepłe i miękkie, jak promienie popołudniowego słońca wpadające przez okno. Na płytkach „podłogi” widać było maleńkie rysy, jak ślady po tysiącach stawianych i odrywania klocków – jak po wielu dniach i lekcjach.
Pośrodku, przy jednym z biurek, siedział ludzik LEGO o dobrze znanej twarzy. Oczy miał nadrukowane trochę złośliwie, usta wygięte w krzywy uśmieszek. To był Kacper LEGO.
A za nim, przy kolejnej ławce, siedział Gryzilepek LEGO – z małym nadrukowanym pająkiem na koszulce.
W powietrzu wisiała cisza, taka jak tuż przed tym, gdy coś ma się wydarzyć. Pająki otoczyły całą scenę, siadając po kątach – na parapecie z klocków, na tablicy, na lampach. Obserwowały.
Arak stanął obok prawdziwego Gryzilepka – tego ludzkiego, który nadal był tu, obok tej klockowej sceny, w Pajęczym Lesie LEGO.
– To jest ten moment – szepnął. – Moment, który w twoich dniach powtarza się wciąż na nowo jak zapętlony film. Dziś spróbujemy go inaczej zbudować.
Ludzik Kacper odwrócił się na krześle. Zrobił to z tym charakterystycznym, lekkim skrzypnięciem plastiku. Jego małe, żółte palce bawiły się ołówkiem.
– Co tam rysujesz, pajączku? – powiedział cienkim, ale wyraźnym głosikiem klockowej figurki. – Znowu jakieś głupie pająki?
Gryzilepek poczuł, jak serce zaczyna mu bić szybciej. Nawet tu, w lesie, gdzie wszystko było z klocków, słowa zabrzmiały znajomo. Pająki wstrzymały oddech.
– W tej scenie – powiedział nagle błękitny pająk, który stanął na krawędzi ławki – możesz trenować, ile chcesz. Nikt tu się nie śmieje. Nikt cię nie ocenia. To jest twoje miejsce ćwiczeń.
– No to, Gryzilepku – rzekł Arak cicho. – Co zazwyczaj się wtedy dzieje?
Gryzilepek patrzył, jak jego klockowy odpowiednik kuląc się, spuszcza głowę i przyciska ołówek do zeszytu. Ludzik-nauczycielka, zajęta rysowaniem na tablicy, nic nie słyszy. Reszta klasy nic nie widzi.
Share: