Miśek i magiczna wieża - Bunt i wybuchy złości
Bajka dla dziecka które ma wybuchy złości i frustracji gdy coś mu nie wychodzi. Przeznaczona dla przedszkolaków 3-5 lat. Historia Miśka uczy dzieci rozpoznawać narastającą złość w ciele i radzić sobie z frustracją podczas trudnych zadań. Audiobajka o złości i agresji pokazuje, że porażka to część nauki, a cierpliwość prowadzi do sukcesu.
Kluczowe informacje
- Problem: Wybuchy złości gdy coś nie wychodzi, frustracja i agresja u przedszkolaka
- Wiek: 3-5 lat (przedszkolaki)
- Rozwiązanie: Rozpoznawanie sygnałów złości w ciele i technika zatrzymania się przed wybuchem
- Bunt i wybuchy złości
- 21 gru, 2025
Poradnik dla rodziców: Bunt i wybuchy złości u dziecka
W małym domku na skraju lasu mieszkał sobie mały miś o imieniu Miśek. Miał miękkie futerko, okrągły brzuszek i oczy, które świeciły jak dwa małe guziczki, kiedy był podekscytowany.
Najbardziej na świecie Miśek lubił swój pokój. Był to najprzytulniejszy pokój w całym misiowym świecie:
- na ścianach wisiały rysunki, które Miśek sam narysował,
- na półce stała kolekcja kamyczków w różnych kształtach,
- a obok łóżka leżało wielkie pudełko z klockami.
To pudełko nie było zwyczajne. Było niebieskie, w żółte gwiazdki, a z boku miało małą złotą naklejkę w kształcie różdżki. Gdy dotknęło się tej naklejki, można było przysiąc, że coś w środku cichutko zabrzęczało.
Pewnego dnia mama misia powiedziała: – Miśku, pamiętasz prezent od cioci Pasi?
– Ten tajemniczy zestaw klocków? – zapytał miś, prostując uszka.
– Właśnie ten. To magiczne klocki. Jest ich dokładnie sto dwadzieścia sześć – uśmiechnęła się mama. – Podobno można z nich zbudować największą wieżę w całym misiowym lesie.
Oczy Miśka zrobiły się okrągłe jak talerzyki.
– Największą wieżę? W całym lesie? W moim pokoju? – upewniał się, aż mu się głos trochę zatrząsł z wrażenia.
– Tak mówią – przytaknęła mama. – Ale to trudne zadanie. Trzeba dużo cierpliwości.
Miśek spojrzał na swoje wielkie pudełko z klockami. W brzuszku poczuł miłe łaskotanie. Lubił swój pokój, lubił swoje klocki, lubił budować. Wszystko było dobre i miłe. Tylko czasem… trochę się nudził. Jego wieże były zwykłe, niskie, łatwe.
„Może to jest coś, co naprawdę potrafię?” – pomyślał. – „Może ja jestem prawdziwym klockowym czarodziejem!”
I tak, w swoim przytulnym pokoju, wśród rysunków, kamyczków i pluszaków, Miśek poczuł, że ma wielkie marzenie: zbudować największą wieżę z 126 magicznych klocków.
Wielki plan małego misia .
Następnego dnia od rana Miśek chodził po pokoju z poważną miną.
– Dziś jest ten dzień – mruknął do siebie. – Dziś zostanę Miśkiem Klockowym Czarodziejem!
Wyciągnął z podłóżka niebieskie pudełko w żółte gwiazdki. Usiadł na miękkim dywanie w swoim pokoju, gdzie na ścianie tańczyły promienie słońca wpadające przez okno.
Ostrożnie podniósł wieczko.
W środku aż zamigotało. Klocki były w różnych kolorach:
- czerwone jak truskawki,
- niebieskie jak letnie niebo,
- zielone jak leśna trawa,
- żółte jak słońce.
Niektóre miały błyszczące kropeczki, inne delikatne gwiazdki, a na kilku były malutkie, prawie niewidoczne runy, jakby ktoś kiedyś szeptał do nich zaklęcia.
– Ooo… – westchnął Miśek. – To na pewno są magiczne.
W pudełku znalazł też małą, złożoną karteczkę. Rozwinął ją powoli.
Na kartce było napisane:
„Wieża Mistrza Klocków Zbuduj wieżę ze 126 klocków. Bez czarów, bez skracania drogi. Magia jest w tobie. Uważaj – wieża lubi się chwiać, gdy serce się złości.”
– „Gdy serce się złości?” – powtórzył szeptem Miśek. – Co to znaczy?
Nie bardzo rozumiał. Ale jedno wiedział na pewno: chce spróbować.
Rozsypał klocki na dywan. Zabrzęczały delikatnie, jak mały deszcz z kolorowych kawałków nieba.
– Największa wieża! – powiedział głośno. – Zbuduję ją szybko! Już, zaraz!
Usiadł, złapał garść klocków i zaczął budować…
Gdy wieża się rozpada.
Na początku wszystko szło świetnie. Miśek układał klocki jeden na drugim, tworząc kolorowe piętra: żółte, czerwone, niebieskie, zielone.
Wieża rosła i rosła.
– Ha! – zaśmiał się zadowolony. – To wcale nie jest takie trudne! Jestem klockowym czarodziejem!
Ale im wyżej budował, tym bardziej wieża zaczynała się chwiać. Delikatnie, jakby tańczyła na wietrze.
– Stój prosto! – nakazał jej Miśek, kładąc kolejny klocek na samą górę.
I wtedy…
TRACH!
Cała wieża runęła na boki. Klocki rozsypały się po całym dywanie, a kilka poturlało się aż pod łóżko.
Miśek gwałtownie wciągnął powietrze.
– Co?! – zawołał. – Jak to?!
W jego brzuszku coś się zacisnęło. Rozczarowanie zaczęło rosnąć jak balon.
– Zbuduję jeszcze raz – powiedział przez zęby.
Zebrał klocki, poukładał je w małe stosiki i zaczął budować od nowa. Tym razem szybciej. Zdecydowanie szybciej.
– Szybciej pójdzie, szybciej będzie gotowe, szybciej będę najlepszy! – mruczał, stawiając klocki jeden na drugim.
Wieża znów urosła wysoka. Jeszcze wyższa niż poprzednio. Miśek zadrżał z dumy. Już prawie sięgała jego nosa!
Położył jeszcze jeden klocek. Potem drugi. I trzeci.
Wieża znów zaczęła się chwiać.
– Nie przewracaj się, no! – syknął Miśek. – Masz stać prosto!
Jednak wieża jakby w ogóle go nie słuchała.
Zadrżała… Zastukała… Zawahała się…
BUM!
Klocki rozleciały się na wszystkie strony jeszcze głośniej niż poprzednio.
– NIEEEE! – krzyknął Miśek.
Poczuł, jak w oczach zbierają mu się łzy. W łapkach zrobiło mu się gorąco, a w głowie zaczęły krążyć myśli:
„Jestem beznadziejny. Nie umiem. To głupia wieża. Głupie klocki. Głupi zestaw. Nic nie potrafię zrobić dobrze!”
Zacisnął łapki w piąstki.
– Nienawidzę tych klocków! – wrzasnął i kopnął jeden z nich. Klocek poturlał się aż do drzwi.
W tym momencie do pokoju zajrzała mama.
– Miśku? – zapytała łagodnie. – Słyszałam hałas… Co się stało?
– NIC! – odburknął Miśek, odwracając się tyłem. – Wszystko jest ok!
Ale wcale nie było ok. W środku czuł się jak rozsypana wieża.
Coraz większa złość.
Mama nie weszła do pokoju. Tylko spokojnie zapytała z progu:
– Czy potrzebujesz przytulenia, czy wolisz teraz być sam?
Miśek zmarszczył pyszczek.
– Chcę być sam! – odpowiedział szybko. – I NIE POTRZEBUJĘ pomocy.
Mama kiwnęła głową.
– Dobrze. Będę w kuchni. Jak będziesz chciał, zawołaj mnie.
Drzwi znowu się cichutko przymknęły.
Miśek został sam. Tylko on, rozsypane klocki i coraz głośniejsza złość w jego brzuszku.
– Zbuduję jeszcze raz – wysyczał. – I tym razem się uda.
Zaczął stawiać klocki tak szybko, że aż mu się łapki trzęsły. Układał je krzywo, ale nie miał czasu ich poprawiać.
– Byle szybciej, byle wyżej… – powtarzał, jakby to było zaklęcie.
Wieża rosła, ale była coraz bardziej chwiejna.
– No już! – ponaglał ją. – Stój prosto, głupia wieżo!
Kiedy położył klocek numer sześćdziesiąt siedem, wieża znów zaczęła się przechylać.
– Nie! Nie teraz! – krzyknął. – MASZ STAĆ!
Jakby na złość, wieża zachwiała się i… znów runęła.
Tym razem Miśek aż tupnął nogą.
– DOŚĆ! – wrzasnął. – Mam dość!
Poczuł, jak jego serce bije tak mocno, jakby się zdenerwowało razem z nim. Łapki miał tak napięte, że aż go bolały.
Łzy w końcu popłynęły mu po policzkach.
– Nie umiem… – zaszlochał. – Naprawdę nie umiem…
Usiadł na dywanie pośród rozsypanych klocków i schował pyszczek w łapkach.
Share: