Historia Laury z głębin - Bunt i wybuchy złości
Bajka dla dziecka które bije inne dzieci w przedszkolu. Przeznaczona dla dzieci 3-5 lat, uczy techniki "Stop-fala" - jak używać rąk do mówienia "stop" zamiast bicia. Audiobajka o złości i agresji pokazuje jak wezwać pomoc dorosłego i technikę oddechową wieloryba do uspokojenia się przed reakcją.
Kluczowe informacje
- Problem: Bije inne dzieci w przedszkolu gdy jest zdenerwowane
- Wiek: 3-5 lat (przedszkolaki)
- Rozwiązanie: Technika "Stop-fala" - ręce przed siebie + głośne "Stop!" + wezwanie dorosłego + oddech wieloryba
- Bunt i wybuchy złości
- 19 gru, 2025
Poradnik dla rodziców: Bunt i wybuchy złości u dziecka
Była sobie dziewczynka o imieniu Laura. Każdego wieczoru, tuż przed snem, mama szeptała:
– Moja Lauro z głębin… – i delikatnie gładziła ją po włosach. – Twoje rączki potrafią być jak spokojne fale. Wiedziałaś?
Laura uśmiechała się, trochę zaspana, trochę zaciekawiona.
– Jak fale? – dopytywała. – Ale ja mam normalne ręce, nie wodne…
– Och, ale w twojej wyobraźni – mówiła mama – tu, w twojej głowie i w twoim serduszku, twoje rączki mogą zmienić się w wszystko, co tylko chcesz. A najbardziej lubię, gdy zmieniają się w fale, które umieją powiedzieć „stop”, „nie” i „Sandra, proszę przyjść”.
Laura jeszcze nie wiedziała, że pewnego dnia to morskie czary bardzo jej się przydadzą. Wiedziała tylko jedno: że w tych opowieściach mamy zawsze jest jakieś „dobre zakończenie”. I to „dobre zakończenie” słychać było w jej głosie, takim ciepłym i pewnym.
Tego wieczoru mama szepnęła:
– Wiesz, że pewna mała Laura z głębin nauczyła się, jak nie uderzać, nawet kiedy ktoś ją skrzywdził?
– Naprawdę? – oczy dziewczynki zrobiły się większe. – Ale jak? Ja czasem się tak złoszczę…
– Posłuchaj… bo to jest historia właśnie o tobie – powiedziała mama. – I wiem, że skończy się bardzo, bardzo dobrze.
Zasypiające światło i drzwi do morza.
W pokoju Laury gasło już światło. Zostawała tylko mała, nocna lampka w kształcie muszelki. Lampka świeciła ciepło, jakby w środku mieszkała mała, jasna rybka.
– Gotowa na zanurzenie? – spytała mama.
– Na jakie zanurzenie? – zachichotała Laura.
– Do twojego morskiego świata – odparła mama. – Zamknij oczka. Weź głęboki oddech, taki jak wieloryb przed dużym nurkowaniem.
Laura wciągnęła powietrze nosem, wypuściła ustami. Raz. Drugi. Trzeci.
– A teraz wyobraź sobie, że twoje łóżko to mała łódeczka. A kiedy zamykasz oczy… łódeczka robi: chlup! – i wpływa pod wodę.
Laura zamknęła oczy.
W jednej chwili jej poduszka stała się miękką morską gąbką, kołdra – błękitną falą, a lampka-muszelka rozświeciła cały podwodny świat.
„Plum, plum, plum…” – coś pluskało. Kolorowe rybki pojawiły się nad jej głową, a nad nimi powoli przepłynął ogromny żółty żółw z łagodnymi oczami.
– Ooo… – wyszeptała Laura w myślach. – Jestem pod wodą…
I wtedy zauważyła coś jeszcze.
Jej rączki… nie wyglądały jak zwykle.
Były lśniące, miękkie, przezroczyste jak woda – i poruszały się lekko, jakby były falami.
– Ojej! – zdziwiła się. – Mam fale zamiast rąk!
Fale-laurorączki łagodnie się kiwały. Nie biły, nie popychały. Tylko spokojnie płynęły w dół i w górę… w dół i w górę…
Laura nagle poczuła, że w środku też robi się jej tak spokojnie. Ale pod tym spokojem coś jeszcze cicho tykało – mały wspomnieniowy kamyk.
To było wspomnienie z przedszkola.
Kiedy ktoś robi coś niemiłego.
Pod powierzchnią wody pojawił się obraz. Jak w wielkim, okrągłym bąblu. Laura zobaczyła w nim samą siebie w przedszkolu.
Stała przy stoliku. Miała swoje kredki. Obok niej chłopiec. Najpierw nic się nie działo. A potem… pac!
Chłopiec ją uderzył.
– Au! – zawołała Laura w tym wspomnieniu.
A ta Laura, która była pod wodą, poczuła, jak serce robi „buch!”. Jakby w środku zapalił się ogień.
– To ten dzień… – pomyślała cicho. – Ten, w którym też uderzyłam…
W wodnym bąblu zobaczyła, jak tamta Laura zaciska małe piąstki. Jak robi się czerwona ze złości. Jak jej rączka leci w stronę chłopca i… pac!
– Nie chciałam… – wyszeptała morska Laura. – Ale byłam taka wściekła, że sama nie wiem, kiedy to się stało…
Jej fale-rączki na moment zadrżały. Jak morze, gdy wieje wiatr.
Wtedy coś duuużego i jasnego podpłynęło bliżej.
To był żółty żółw, którego chwilę temu widziała.
– Widzę, że przecież nie jesteś zła w środku – powiedział spokojnie żółw, a jego głos brzmiał jak miękki szum fal o brzeg. – Twoje serce jest jak miękka muszelka. Tylko czasem robi się w nim burza.
– Ale ja uderzyłam… – powiedziała cichutko Laura. – I kiedyś chłopiec mnie szczypał, a ja wtedy nic nie powiedziałam. Dopiero mamie, w domu. I wszystko było takie… nie w porządku.
Żółw pokiwał głową.
– No właśnie – rzekł. – Dlatego chyba twoje rączki tu przyszły się czegoś nauczyć. Zobacz na nie.
Laura spojrzała na swoje fale-rączki. Nie były twarde ani sztywne. Kołysały się, jakby chciały powiedzieć: „Możemy inaczej, jeśli chcesz”.
Spotkanie ze Świetlikową Rybką.
Nagle obok Laury zabłysło jasne światełko. Jak malutka latarenka.
To była mała, przezroczysta rybka ze skrzydełkami z piany morskiej. Cała świeciła delikatnym światłem.
– Cześć, Lauro z głębin – zapiszczała rybka cienkim, ale wesołym głosikiem. – Jestem Świetlikowa Rybka. Pomagam dzieciom uczyć ich rączki spokojnych sztuczek.
– Spokojnych… sztuczek? – głos Laury zrobił się odrobinę bardziej ciekawski niż smutny.
– Tak! – potwierdziła rybka i zakręciła kółko w wodzie. – Patrz.
Wyciągnęła swoje malutkie płetewki przed siebie. Nie były napięte. Były szeroko rozłożone i lekko pochylone w przód.
– To jest pozycja „Stop-fala” – wyjaśniła. – Kiedy ktoś robi coś niemiłego, twoje rączki mogą zamienić się w fale, które nie biją, ale mówią bardzo, bardzo wyraźnie: „Stop”.
– Jak? – zapytała Laura, szeroko otwierając oczy.
– O tak – powiedziała rybka i nagle jej głosik stał się mocny, choć dalej był uprzejmy: – Stooop! Nie podoba mi się to!
Głos odbił się echem w wodzie.
Żółw uśmiechnął się pod wąsem… to znaczy pod dziobem.
– Spróbujesz? – spytał łagodnie.
Laura spojrzała na swoje fale-rączki. Przez chwilę miała ochotę je znowu zacisnąć w pięści. Ale… fale nie umieją być pięściami. To było dziwne.
Powoli wyciągnęła rączki przed siebie. Jak Świetlikowa Rybka.
– St… – zaczęła nieśmiało. – Stooop! – powiedziała odważniej. – Nie podoba mi się to!
Woda wokół niej zadrżała, ale nie ze strachu. Z radości.
– Widzisz? – zaśmiała się Świetlikowa Rybka. – Twoje fale-rączki umieją mówić! Nie muszą nikogo bić.
Głos, który wzywa Sandrę.
– Ale… – Laura zmarszczyła lekko brwi. – Co jeśli powiem „stop”, a ktoś i tak będzie mnie bił albo szczypał?
Żółw podpłynął bliżej i spojrzał jej prosto w oczy.
– Dlatego fale-rączki mają jeszcze jedną moc – powiedział. – Umieją zawołać kogoś dorosłego. W twoim świecie to Sandra, prawda?
Laura skinęła głową.
– Ale ja jakoś… ja nie wołam Sandry – powiedziała, trochę zawstydzona. – Jakoś tak… głos mi się chowa.
– Twój głos jest jak mała rybka, która chowa się w muszli, prawda? – podpowiedziała Świetlikowa Rybka.
Laura kiwnęła głową.
– No to zobacz – ciągnęła rybka – co robią fale-rączki, gdy chcą wezwać pomoc.
Stanęła przed Laurą i delikatnie uniosła płetewki do góry, jakby chciała dotknąć powierzchni wody.
– Najpierw biorą oddech… – szepnęła.
Laura wzięła oddech razem z nią.
– A potem machają w górę, jak duże fale, i mówią: „Sandra! Proszę podejść! On mnie bije / szczypie / popycha. Nie podoba mi się to”.
– To takie długie… – zauważyła Laura.
– Możesz powiedzieć krócej – uśmiechnął się żółw. – Na przykład: „Sandra! On mnie bije! Nie chcę!”. Ważne, żeby Sandra usłyszała i rozumiała, że potrzebujesz pomocy.
Laura znów spojrzała na swoje fale-rączki. Podniosła je powolutku do góry. Jakby chciała dotknąć sufitu przedszkolnej sali, którego teraz nie było, bo wszędzie była woda.
– Sandra… – zawołała niepewnie.
Świetlikowa Rybka zaklaskała płetewkami.
– Jeszcze raz – poprosiła. – Tym razem trochę głośniej, żeby usłyszał cię nawet wielki wieloryb!
Laura wzięła duży oddech.
– Sandra! – zawołała głośniej. – On mnie bije! Nie chcę!
Głos Laury popłynął przez wodę jak jasny promień. Małe bąbelki poleciały do góry. Były jak maleńkie dzwoneczki.
– Słyszałem aż tutaj – zaśmiał się żółw. – Widzisz? Twój głos potrafi być odważny. I twoje rączki też. Odważne, ale spokojne.
Próba w Morskim Przedszkolu.
– Ale ja nadal nie wiem… – zamyśliła się Laura. – Co będzie, jak się znowu zdenerwuję? Jak serce będzie robiło „buch, buch, buch!”?
Świetlikowa Rybka zamachała ogonkiem.
– To musimy poćwiczyć! – zawołała wesoło. – Chodź, zaprowadzę cię do Morskiego Przedszkola.
Morska Laura zanurkowała głębiej. Przed nią wyrosła kolorowa podwodna szkoła zbudowana z korali i muszli. Przed wejściem pływały małe rybki w plecaczkach z wodorostów.
Na drzwiach było napisane: „PRZEDSZKOLE FALA”.
– Ojej… – szepnęła Laura. – Tu też są takie… różne dzieci?
– Są – przytaknął żółw. – Są spokojne rybki i takie, które czasem popychają inne. I takie, które szczypią. I takie, które zabierają zabawki. Zupełnie jak u was, ludzi.
Kiedy weszli do środka, Laura zobaczyła coś znajomego. W rogu sali siedziała mała, niebieska rybka i rysowała muszelkową kredką. Obok niej przepływał czarny konik morski. Na początku kręcił się spokojnie, ale nagle – pac! – trącił rybkę ogonem.
– Au! – zawołała rybka. – Przestań!
Konik tylko prychnął bąbelkami i trącił ją jeszcze raz, mocniej.
Laura poczuła, jak w jej brzuchu pojawia się znajome ciepło. Wspomnienie bólu. Złości. Chciała krzyknąć: „Ej! Zostaw ją!”, a jej rączki – mimo że były falami – przez chwilę miały ochotę uderzyć w wodę.
– Czujesz to? – cicho spytał żółw. – Jak w środku robi się wielka burza?
Laura skinęła głową. Miała ochotę kopnąć wodę.
– To właśnie chwila, kiedy możesz użyć swoich spokojnych rączek – przypomniała Świetlikowa Rybka. – Pamiętasz trzy rzeczy?
– „Stop-fala”… – zaczął się głos Laury. – Potem głos, który wzywa Sandrę… i… i…?
– I oddech wieloryba – podpowiedział żółw. – Najpierw oddech. Bo bez oddechu fale robią się sztormowe i wtedy jest łatwiej uderzyć niż powiedzieć „stop”.
Laura spróbowała więc najpierw wziąć oddech. Głęboki, jak wieloryb. Raz. Drugi. Trzeci.
Burza w środku zrobiła się ciut mniejsza.
Podpłynęła bliżej i wyciągnęła swoje fale-rączki między konika a rybkę.
– Stooop! – powiedziała głośno, ale nie krzycząc. – Nie podoba mi się to, że ją bijesz!
Konik morski zatrzymał się zaskoczony.
– A ty kto? – prychnął.
– Laura z głębin – odpowiedziała. – A to jest Świetlikowa Rybka i Żółw Strażnik Spokoju. I jeśli nie przestaniesz, zawołam Sandrę.
Konik parsknął bąbelkami.
– No to zawołaj – mruknął. – I tak nikt nie przyjdzie.
Serce Laury znów zrobiło „buch!”, ale przypomniała sobie, co było dalej.
Podniosła fale-rączki do góry.
– Sandra! – zawołała tak, że aż korale zadrżały. – On ją bije! Nie chcemy tego!
Z drugiego końca Morskiego Przedszkola przypłynęła szybko duża, srebrna ryba w okularach – morska opiekunka, trochę jak Sandra w przedszkolu.
– Co się tu dzieje? – zapytała poważnie.
Mała niebieska rybka spojrzała na Laurę i wyszeptała:
– On mnie trącał ogonem i bolało… A Laura powiedziała „stop” i zawołała ciebie.
Srebrna ryba spojrzała na konika morskiego.
– W naszym przedszkolu nie bijemy i nie szczypiemy – powiedziała spokojnie, ale bardzo stanowczo. – Jeśli chcesz się bawić, bawimy się bez robienia krzywdy. Chodź, porozmawiamy.
Konik morski spuścił głowę i odpłynął razem z panią-rybą.
Niebieska rybka odwróciła się do Laury.
– Dziękuję… – powiedziała cicho. – Bałam się coś powiedzieć.
Laura poczuła, jak w środku, tam gdzie wcześniej była burza, robi się coś ciepłego i miękkiego. Coś jak… duma.
– Ja też kiedyś się bałam – odpowiedziała. – Ale nauczyłam się, że moje rączki umieją wzywać pomoc. Mogą zawołać Sandrę.
Share: