Bajka o Smoku Timie i jego przygodach w dżungli - Bajki Elektronika
Bajka dla dziecka które za dużo ogląda tablet i telewizję, przeznaczona dla przedszkolaków 4-6 lat. Audiobajka o uzależnieniu od ekranów uczy techniki "STOP-ekran" i pomaga ustalić limit czasu przed telewizorem. Idealna dla rodziców szukających sposobu na odciągnięcie dziecka od telefonu i tabletu.
Kluczowe informacje
- Problem: Dziecko ciągle ogląda tablet i nie chce się bawić
- Wiek: 4-6 lat (przedszkolaki)
- Rozwiązanie: Technika "STOP-ekran" i niewidzialna bramka - limit 1-2 odcinków dziennie
- Bajki Elektronika
- 16 gru, 2025
Poradnik dla rodziców: Czas ekranowy dziecka
Leśna Polanka Smoka Tima
W samym sercu wielkiej, zielonej dżungli mieszkał Smok Tim. Nie był to zwykły smok – zamiast straszyć ludzi, nosił na szyi kolorowy gwizdek trenera, na ogonie miał przewiązaną sportową opaskę, a jego łuski mieniły się barwami jak piłki plażowe: żółty, zielony, niebieski i czerwony.
Tim miał swoją ulubioną polankę. Było tam boisko zrobione z dużych liści bananowca, bramka z lian, huśtawka z grubej winorośli i tor przeszkód z powalonych pni drzew. Wszędzie można było skakać, biegać, wspinać się i turlać.
Ale była tam też jedna bardzo, bardzo ważna rzecz.
Na środku polanki stał wielki, okrągły kamień, a w nim… zaczarowany ekran. Ten ekran pokazywał najśmieszniejsze bajki świata. Tak śmieszne, że nawet poważne tygrysy parskały ze śmiechu.
– Tylko rzut oka – mruczał Smok Tim każdego ranka. – Tylko jedna bajeczka, a potem pójdę skakać po lianach.
I siadał przed ekranem. Jego wielkie smokowe oczy robiły się okrągłe jak piłki, a ogon zawijał się w kółeczko. Bajki były tak ciekawe, że Tim zapominał o wszystkim.
W tym czasie dżungla szeptała do niego cichutko:
– Tim, chodź pobiegać… – Tim, wskocz na liany… – Tim, zagraj w kokosową piłkę…
Ale Smok Tim prawie wcale tego nie słyszał.
Dwa Duszki.
Pewnego dnia, gdy Tim jak zwykle siedział przed ekranem, z gęstych liści wyfrunęły dwa maleńkie duszki.
Pierwszy był okrąglutki jak mały zegarek na rączkę. Miał wskazówki zamiast rąk i tykające buciki. Nazywał się Zegarczek.
– Tik-tak, tik-tak! – przedstawił się, skłaniając głowę. – Pilnuję czasu! Pilnuję zabawy! Pilnuję odpoczynku!
Drugi duszek był bardzo skoczny. Zamiast nóg miał sprężynki, a na czapce dwa dzwoneczki, które dzwoniły przy każdym jego podskoku. To był Bajkoskok.
– Dzyń-dzyń! – zawołał. – Pilnuję… eeee… żeby bajki były NAJLEPSZE i NAJDŁUŻSZE!
Zegarczek westchnął:
– Bajkoskok, pamiętaj, miało być: żeby był czas i na bajki, i na skakanie po lianach.
– Nooo, tak, tak – machnął sprężynkami Bajkoskok. – Ale bajki są takie fajne…
Oba duszki podleciały do Tima, który wpatrywał się w migający ekran.
– Tim! – zawołał Zegarczek. – Hej, Tim! Halo! – postukał go delikatnie w róg łuski.
Tim drgnął.
– Co?! O, już koniec odcinka? – rozejrzał się zaspanymi oczami.
– Koniec… a właściwie początek! – powiedział Zegarczek. – Czy wiesz, ile już patrzysz w ekran?
– No… chwilkę – odpowiedział Tim. – Jedną bajeczkę… chyba…
Bajkoskok wyskoczył w górę, zrobił salto i zawołał:
– Nieee! Trzy bajeczki! I cztery mini-odcinki o Wściekłym Kameleonie!
Tim zamrugał:
– Naprawdę? To tyle? Ale ja… ja tylko usiadłem…
Jego łapki były trochę ciężkie, ogon drętwy, a w brzuchu czuł dziwne sztywne kółeczko. Chciało mu się skakać… ale jakby zapomniał, jak to się robi.
– Widzisz, Tim – powiedział łagodnie Zegarczek. – Ekran jest fajny. Bajki są fajne. Ale w twojej dżungli jest jeszcze milion innych fajnych rzeczy.
– Milion i dwie! – dodał Bajkoskok. – Ale… bajki są NAJ fajniejsze.
Dwaj duszkowie spojrzeli na siebie. Coś było nie tak. Coraz częściej Bajkoskok wygrywał z Zegarczkiem. Coraz częściej ekran wygrywał z lianami.
Mecz o Czas.
Następnego ranka Tim obudził się, ziewnął i od razu spojrzał na zaczarowany kamień z ekranem.
– O, nowy odcinek o Wyczynowych Żabach! – wykrzyknął. – Muszę to zobaczyć!
Skoczył do ekranu, usiadł. W tej samej chwili Zegarczek zadzwonił swoim małym, tykającym dzwoneczkiem.
– Stop! – krzyknął. – Mecz o czas! Tim, dzisiaj ważny dzień!
– Jeszcze nie zacząłem – mruknął smok. – Chcę tylko popatrzeć, jak żaby robią fikołki.
– Właśnie! – ucieszył się Bajkoskok. – Żaby robią fikołki za ciebie! Po co masz skakać, skoro możesz patrzeć?
Zegarczek zmarszczył tykającą brewkę.
– Tim, posłuchaj. Dzisiaj w dżungli jest Wielki Sportowy Dzień. Wszyscy będą skakać, biegać, wspinać się. Drużyna Zielonych Papug już trenuje. Drużyna Zwinnych Jagórek też. A drużyna Smoka Tima?
Tim spojrzał na swój ogon, potem na ekran.
– Ale jak nie zobaczę odcinka, to… to przegapię, co się stanie…
Bajkoskok zrobił pajacyka w powietrzu.
– Właśnie! I co wtedy?! – zawołał dramatycznie. – Nie będziesz wiedział, czy Żaba Turbo zrobiła potrójne salto!
Smok poczuł w sercu dwa głosy.
Jeden szeptał: „Bajka, bajka, bajka… Zostań… Zobacz tylko troszeczkę…”
Drugi mówił: „A… a może pobiegnę na polankę? Może zobaczę, co robią inni?”
– Proponuję tak – odezwał się Zegarczek. – Zagramy w Mecz o Czas. Jeśli Bajkoskok wygra, możesz siedzieć przed ekranem, ile chcesz. Jeśli ja wygram, uczymy się mówić „stop” ekranowi i idziemy na dżunglowe sporty.
– DEAL! – krzyknął Bajkoskok, aż dzwoneczki zadźwięczały. – Na pewno wygram!
– A jak ja? – zapytał Tim, nieśmiało unosząc łapkę. – Czy ja też mogę wygrać?
Zegarczek uśmiechnął się:
– Oczywiście. Bo tak naprawdę to ty decydujesz, kto wygra.
Zaginione Liany.
Mecz o Czas zaczął się następnego dnia, bo dziś Wielki Sportowy Dzień i tak już trwał. Tim spóźnił się na pierwsze konkurencje, bo oglądał jeszcze dwa odcinki o Wyczynowych Żabach.
Gdy wreszcie oderwał wzrok od ekranu i wyszedł na polankę, przeżył szok.
Drużyna Zielonych Papug grała w kokosową piłkę. Papugi śmigały po powietrzu jak kolorowe rakiety, odbijały piłkę skrzydłami i ogonkami. Małpy urządziły wyścigi po gałęziach. Tygryski turlały się po trawie w fikołkach. Nawet leniwiec trenował zwisanie brzuchem do góry.
– Ojej… – wyszeptał Tim. – Ile się dzieje!
Na widok smoka dżungla aż zawrzała.
– Tim! – Smok Tim! – Chodź do nas! – Będziesz naszym bramkarzem!
Piłka-kokos poturlała się prosto pod jego łapy. Tim pochylił się, chciał ją kopnąć… ale jego ogon był jakiś sztywny, a nogi jak z waty.
Piłka odskoczyła w bok. Papuga Zielone Piórko odskoczyła, by jej nie oberwać w dziób.
– Uważaj, Tim! – krzyknęła wesoło. – Chodź, rozgrzej się z nami! Skoki przez liany!
Papugi odfrunęły w stronę lian. Tim pobiegł za nimi. Ale kiedy spojrzał w górę… aż usiadł z wrażenia.
Liany… wyglądały jakoś inaczej. Było ich mniej, wisiały nierówno.
– Gdzie są moje ulubione liany? – spytał zaniepokojony Tim. – Te trzy, na których robiłem wahadłowe fikołki?
Z krzaków wysunął się leniwiec, który był bardzo mądry, choć bardzo powolny.
– Były tu… – zamruczał przeciągle. – Ale kiedy przestałeś po nich skakać, nikt ich nie ruszał. Zaczęły obsychać… Jedną zabrał wiatr, druga spadła do rzeki, trzecia owinęła się wokół wielkiego drzewa i udaje teraz szalik.
Tim spojrzał na liście pokryte kurzem. On… przestał po nich skakać. Bo ekran. Bo bajki.
W środku zrobiło mu się smutno i trochę wstyd.
– A ja myślałem, że liany zawsze tu będą… – wyszeptał. – Po prostu… poczekają na mnie, aż skończę odcinek. I drugi, i trzeci…
Zegarczek podleciał cichutko.
– Widzisz, Tim – powiedział spokojnie. – Kiedy tylko siedzisz przed ekranem, wiele innych rzeczy stoi i czeka. I czasem, jak czekają za długo, znikają. Jak liany.
– Albo uciekają! – dodał Bajkoskok. – Ale ekrany nigdy nie uciekają. One zawsze są. Zawsze czekają. Dlatego tak do nich ciągnie.
Tim poczuł łzy pod powiekami.
– A co, jeśli… – zaczął niepewnie – jeśli ja jestem za słaby, żeby powiedzieć „stop” ekranowi?
Strażnicy Czasu Smoka Tima.
Tego wieczoru, gdy dżungla szykowała się do snu, Zegarczek i Bajkoskok usiedli na kamieniu obok smoka. Ekran był zaczarowany – wystarczył jeden dotyk, żeby znowu się zapalił.
Tim trzymał łapki na kolanach i bał się nawet musnąć kamień ogonem.
– Słuchaj, Tim – zaczął Bajkoskok, co było dość niezwykłe, bo zwykle zaczynał mówić Zegarczek. – Mam wyznaaanie…
– Wyznanie – poprawił go cicho Zegarczek.
– No właśnie! – Bajkoskok westchnął. – Ja… ja bardzo lubię bajki. Jak je oglądasz, ja się robię większy, silniejszy, bardziej błyszczący. Dzyń-dzyń supermocy! I to jest fajne! Ale…
– Ale? – powtórzył Tim, unosząc głowę.
– Ale kiedy oglądasz za długo… – Bajkoskok spuścił wzrok. – Zaczynam się robić taki NABRZMIAŁY, że nie widzisz już nic innego. I wtedy Zegarczek chudnie. I twój ruchliwy czas się chowa za krzaki.
Zegarczek przytaknął.
– Dokładnie tak. A ja chciałbym, żebyśmy pracowali razem: ja, Bajkoskok i ty. Żeby była równowaga.
– Rów-no-wa-ga – powtórzył ostrożnie smok. – To znaczy…?
– To znaczy, że jest czas na bajki – powiedział Bajkoskok, podskakując. – Ale też czas na skoki, biegi, wspinanie, granie w piłkę, wygłupy z papugami, robienie min do własnego odbicia w rzece…
– I czas na odpoczynek – dodał Zegarczek. – Na przytulanie się do miękkich liści, na patrzenie w gwiazdy, na rozmowę z kimś bliskim. Ekran nie może zabierać wszystkiego.
Tim zamyślił się.
– A gdyby tak… – zaczęły mu błyszczeć oczy – gdyby tak powstała specjalna drużyna? Taka… superdrużyna, która pilnuje czasu? Strażnicy Czasu Smoka Tima?
Zegarczek aż podskoczył z radości.
– Tak! To jest świetny pomysł! Drużyna: Ty + ja + Bajkoskok.
– Hej, a dlaczego moje imię jest na końcu?! – oburzył się Bajkoskok, ale w jego oczach migotały wesołe iskierki.
– Bo ty często startujesz jako pierwszy – uśmiechnął się Tim. – „Ojej, nowy odcinek!” – i już biegnę do ekranu. A teraz chcę, żebyś startował trochę wolniej.
– No dobrze… – zamruczał Bajkoskok. – Ale… jak będziemy pilnować tego czasu? Przecież ekran tak straaaasznie kusi…
Tim spojrzał na swoje łapy.
– Może… wymyślę magiczne hasło? Takie, które pomoże mi przerwać bajkę, nawet jeśli jest bardzo ciekawa?
– Hasło STOP-ekran – zaproponował Zegarczek. – Mówisz je na głos, kiedy czujesz, że masz już dość patrzenia. Albo kiedy czujesz, że TY chcesz pobiegać, poskakać, a nie tylko patrzeć, jak skaczą inni.
– A do tego… – dodał Bajkoskok – możemy wymyślić liczbę odcinków. Jakby… niewidzialną bramkę. Przejdzie przez nią na przykład tylko JEDEN albo DWA odcinki dziennie. Reszta nie wejdzie!
– Niewidzialna bramka z lian! – roześmiał się Tim. – Tylko jeden lub dwa odcinki dziennie. Potem: hasło STOP-ekran. I… Strażnicy Czasu pilnują, żebym naprawdę wstał i poszedł robić coś innego.
Zegarczek kiwnął głową.
– I jeszcze jedno. Musisz mieć coś fajnego ZAMIAST ekranu. Nie tylko „nie oglądam”, ale „robię coś super”.
Tim od razu zaczął wymieniać:
– Skakanie po lianach! – Wyścigi z papugami! – Tor przeszkód z pni drzew! – Rzuty kokosami do celu! – Ściganie się z własnym cieniem!
– O! – podskoczył Bajkoskok. – I budowanie fortu z liści i gałęzi!
– I wygibasy ze smokowym ogonem – dodał zadowolony Zegarczek.
Tim westchnął.
– Tyle rzeczy… A ja tyle czasu patrzyłem tylko w ekran.
Przytulił do siebie oba duszki.
– Dobrze. Od dzisiaj jesteście moimi Strażnikami Czasu. Ale pamiętajcie, ja też chcę czasem obejrzeć bajkę!
– Oczywiście! – zawołali jednocześnie Zegarczek i Bajkoskok. – Ale teraz to TY decydujesz, a nie ekran.
Wejście do Dżungli Wyczynów.
Następnego ranka Zegarczek stanął na głowie (a przynajmniej próbował, bo wskazówki trochę mu przeszkadzały) i zawołał:
– Tim, zaczynamy Mecz o Czas, runda druga!
Tim spojrzał na ekran. Jego serce przyspieszyło. Na kamieniu migał napis: „SUPER MARATON BAJKOWY! NIE PRZEGAP!”.
– Ojoj… – wyszeptał smok. – MARATON…
Bajkoskok prawie się rozpłakał z zachwytu.
– Maraton! Cały dzień bajek! Mój sen! Mój raj!
Zegarczek szybko odchrząknął.
– Spokojnie, Bajkoskok. Pamiętaj: Strażnicy Czasu.
Tim stanął prosto, jak prawdziwy sportowiec przed startem.
– Dobrze. Dzisiaj oglądam
Share: